Reklama

Montował reklamę, zginął porażony prądem - pracodawca i zleceniodawca z zarzutami

Wracamy do sprawy tragicznej śmierci 40-latka z Miechucina, który w październiku 2012 roku w Nowej Karczmie został porażony przez prąd w czasie montażu tablicy reklamowej. Prokuratura pierwotnie umorzyła śledztwo, ale zgodnie z poleceniem sądu je wznowiła. Ponowne postępowanie przyniosło nowe ustalenia, które nie tylko pozwoliły postawić w stan oskarżenia pracodawcę zmarłego pracownika, ale także przedstawić zarzuty prezesowi GS "Samopomoc Chłopska" w Sierakowicach i wykryć fałszowanie dokumentów.

Przypomnijmy, że do tragedii doszło na terenie Gminnej Spółdzielni "Samopomoc Chłopska". 40-letni mieszkaniec Miechucina był jednym z członków ekipy, która instalowała tablicę reklamową. Podczas prac zahaczył on metalowym elementem konstrukcji o znajdującą się zaledwie dwa metry powyżej montowanej reklamy linię średniego napięcia, w wyniku czego został porażony prądem i spadł z drabiny.

Mimo podjętej akcji reanimacyjnej, mężczyzna zmarł. Jak wykazała sekcja zwłok, przyczyną zgonu było porażenie prądem.

Tuż po zdarzeniu kościerska prokuratura wszczęła śledztwo w kierunku narażenia pracownika na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia w trakcie wykonywania prac związanych z montażem tablicy reklamowej poprzez dopuszczenie do wykonywania pracy montażowej bezpośrednio pod napowietrzną linią średniego napięcia. Jak wykazano, montowany baner reklamowy znajdował się zaledwie około dwóch metrów od czynnej linii średniego napięcia 15kV.

Trwające cztery miesiące śledztwo prokuratura zdecydowała się jednak umorzyć. Jednym z powodów takiej decyzji miały być informacje, że to właśnie sam porażony miał pełnić rolę kierownika ekipy montującej baner, a tym samym odpowiadał za bezpieczeństwo swoje, jak i pozostałych dwóch pracowników.

Brat zmarłego złożył jednak zażalenie na decyzję prokuratora o umorzeniu śledztwa. Choć początkowo prokuratura nie uznała wniosku pokrzywdzonego, uznał je sąd, który nakazał śledczym nadal prowadzić postępowanie celem uzupełnienia materiału dowodowego, w tym między innymi poprzez ustalenie zakresu obowiązków pracowniczych denata.

Wznowione śledztwo przyniosło nowe materiały dowodowe, które nie tylko pozwoliły postawić w stan oskarżenia pracodawcę zmarłego pracownika, ale także przedstawić zarzuty prezesowi GS "Samopomoc Chłopska" w Sierakowicach i wykryć fałszowanie dokumentów.

W toku przeprowadzonych czynności okazało się, że podpis denata widniejący na aneksie zmieniającym umowę o pracę i tym samym awansowanie go na brygadzistę - kierownika ekipy, nie należał do niego. Biorąc pod uwagę między innymi te ustalenia, śledczy mogli przedstawić zarzuty pracodawcy - Henrykowi M., jako osobie, na której spoczywał obowiązek zapewnienia odpowiednich, a w szczególności bezpiecznych warunków do pracy swoim pracownikom. W efekcie przedsiębiorca z Miechucina został oskarżony o naruszenie zasad bezpieczeństwa higieny pracy przez co naraził dwóch pracowników na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu i nieumyślnie spowodował śmierć pracownika Waldemara K. Henryk M. nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Akt oskarżenia przeciwko niemu skierowano do sądu.

W związku z tragicznym zdarzeniem z października 2012 roku zarzuty postawiono także prezesowi Gminnej Spółdzielni "Samopomoc Chłopska" w Sierakowicach. Jak wskazał biegły, Józef F. nie dokonał zgłoszenia w Starostwie Powiatowym w Kościerzynie wykonania robót budowlanych na terenie punktu sprzedaży w Nowej Karczmie, choć miał taki obowiązek. Ten wątek wyłączono jednak do odrębnego postępowania.

Józef F. wniósł o warunkowe umorzenie postępowania karnego na okres roku próby i zobowiązał się do zapłacenia 1.000 zł. Prokuratura zaakceptowała wniosek i skierowała go do sądu. Z uzyskanych przez nas informacji wynika, że również sąd przychylił się do zaproponowanej kary.

Wciąż niewyjaśniona pozostaje natomiast kwestia sfałszowania dokumentów. Tę sprawę również wyłączono do odrębnego postępowania, jednak z uwagi na niewykrycie sprawcy, który mógłby dopuścić się podrobienia podpisu denata, umorzono ją.

Anna Lehmann
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    kaz - niezalogowany 2014-09-27 11:01:47

    Raczej decydują przepisy prawa budowlanego. Inwestor powinien dokonać zgłoszenia robót, powinien opracować plan bezpieczeństwa i ochrony zdrowia. W przypadku Wykonawcy odpowiedzialność spoczywa na kierowniku robót, jeżeli tymi robotami kierowała osoba z uprawnieniami budowlanymi, to moim zdaniem ona odpowie za wypadek, przepisy prawa budowlanego są jednoznaczne, jest wiele naruszeń prawa. W przypadku braku takiego kierownictwa, sprawa będzie bardziej skomplikowana, zależy od umowy między obydwoma podmiotami, co było właściwym zadaniem (czy na pewno montaż reklamy wolnostojącej, czy prace ślusarsko-montażowe), czyim obowiązkiem było zapewnienie bezpieczeństwa, kto sprawował nadzór nad robotami, raczej nie może to być brygadzista, a jeżeli tak, to czy miał szkolenie BHP dla kierowników, itp. Tutaj w pewnym momencie możemy mieć do czynienia z ograniczoną odpowiedzialnością właściciela.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    grakk - niezalogowany 2014-09-25 10:58:06

    Henryk M. znany jest z tego ze traktuje swoich pracowników jak swoją własnosć, odnosi się do nich bez szacunku, a dodatkowo nie dba o żadne normy bezpieczeństwa, etyki czy poszanowania godności. Ten wypadek jest znany tylko z powodu tragicznego zakończenia - o dziesiatkach innych sytuacji zmuszania pracowników do pracy bez zabezpieczeń, zatrudniania na lewo, bez ubezpieczeń i ogólnego chamstwa nikt nie wspomina...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Koscierski.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości