Buldożery wjechały tam, gdzie przez pokolenia stukały maszyny, a ludzie wracali do domów z wypłatą, dzięki której utrzymywali swoje rodziny. Zakłady Mięsne w Kościerzynie przestały istnieć. Na naszych oczach znikają budynki, które od ponad wieku były sercem gospodarczym całego regionu.
Początek – jeszcze przed niepodległą Polską
Historia zakładu sięga końca XIX wieku, gdy Polski nie było jeszcze na mapie Europy. Wszystko zaczęło się od rzeźni miejskiej wybudowanej w 1891 roku. Już w niepodległej Rzeczpospolitej fabryka zyskała markę znaną daleko poza granicami kraju – specjalizowała się w produkcji i eksporcie bekonu do Anglii. Centralne położenie na Kaszubach sprzyjało wysokiej jakości wyrobów. Zakład zajmował się ubojem trzody chlewnej i bydła, produkcją mięsa oraz wędlin, a także ich sprzedażą.
Po wojnie Zakłady Mięsne działały jako przedsiębiorstwo państwowe i z czasem stały się jednym z czołowych producentów w kraju, znanym z szerokiego eksportu. Patrząc z dzisiejszej perspektywy, można powiedzieć, że kościerskie mięso i wędliny cieszyły się wówczas znakomitą renomą wśród konsumentów – to była złota era zakładu.
Prywatyzacja, która zaczęła się od strat
Kłopoty przyszły wraz z przełomem XX i XXI wieku, kiedy doszło do prywatyzacji. W 1999 roku na mapie gospodarczej Pomorza pojawiła się spółka Zakłady Mięsne Kościerzyna SA – powstała w wyniku likwidacji państwowego przedsiębiorstwa i wniesienia go do spółki. Za proces prywatyzacji odpowiadał ówczesny wojewoda pomorski, pełniący funkcję organu założycielskiego. 20 maja 1999 roku podpisał w imieniu Skarbu Państwa akt zawiązania i uchwalenia statutu spółki akcyjnej. Skarb Państwa objął wówczas 2 miliony akcji, co dawało 40 procent kapitału zakładowego, a prywatni udziałowcy – po 30 procent, czyli po 1,5 miliona akcji każdy.
Spółka ruszyła oficjalnie 1 września 1999 roku. Pierwszy rok zamknęła niewielkim zyskiem netto – niespełna 85 tysięcy złotych. Rok 2000 wyglądał już zupełnie inaczej: strata sięgnęła prawie 8 milionów złotych netto.
Jak ustaliliśmy na podstawie dokumentu Ministerstwa Skarbu, do którego dotarliśmy, ten wynik w przeważającej części nie miał związku z samą produkcją. Winne były zdarzenia zupełnie innej natury.
„Duży wpływ na działalność spółki wywiera obsługa kredytu inwestycyjnego w wysokości 6 mln zł, zaciągniętego 2 grudnia 1999 r. Ww. kredyt został zaciągnięty na zakup akcji spółki Zakłady Mięsne w Kościanie SA. Była to wysoce niekorzystna inwestycja. Spółka ta była w trudnej sytuacji finansowej. Istnieje także uzasadnione przypuszczenie, że wartość jej akcji przy sprzedaży została zawyżona. Racjonalizacja kosztów działalności spółki Zakłady Mięsne Kościerzyna SA, w szczególności kosztów sprzedaży, ogólnego zarządu oraz pozostałych kosztów operacyjnych, przy przychodach osiąganych przez spółkę, w krótkim czasie wpłynęłaby na poprawę jej sytuacji ekonomiczno-finansowej” – czytamy w dokumencie resortu skarbu.
Reklama
Prokuratura wkracza do akcji
Na początku stycznia 2001 roku Departament Zastępstwa Procesowego Ministerstwa Skarbu Państwa złożył w Prokuraturze Rejonowej w Kościerzynie zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez jednego z udziałowców spółki. Chodziło o działanie na szkodę spółki przy transakcji zakupu akcji Zakładów Mięsnych w Kościanie SA.
W połowie 2002 roku gdańska Prokuratura Okręgowa oskarżyła siedmiu biznesmenów, którzy – jak ustalili śledczy – mieli narazić na ogromne straty zarówno Zakłady Mięsne w Kościerzynie, jak i Zakłady Graficzne w Szczecinie. Mechanizm przestępstwa opierał się na grze akcjami: kupowano je po zaniżonych cenach, a potem sprzedawano kilkukrotnie drożej, sztucznie windując ich wartość. Zyski, według prokuratury, trafiały do oszustów. Skutek był taki, że obie firmy stanęły na skraju bankructwa.
Na początku 2002 roku do Wydziału Gospodarczego Sądu Okręgowego w Gdańsku wpłynął wniosek o upadłość Zakładów Mięsnych w Kościerzynie SA. Złożył go ówczesny zarząd spółki. Wśród pracowników zapanowało rozgoryczenie.
- Na razie jeszcze pracujemy i chcemy to robić dalej. Cały czas myślimy, że nie dojdzie do likwidacji, że ktoś przyjedzie i poprowadzi dalej firmę. Jeśli tak się nie stanie, to wówczas trzeba będzie szukać innej roboty – mówił wtedy pan Grzegorz.
- Człowiek stracił w tych zakładach zdrowie. Swoją pracę zaczęłam zaraz po szkole. Co z nami teraz się stanie? Przed wyborami każdy chciał ratować zakłady, teraz nie ma nikogo – żaliła się jedna z pracownic.
Reklama
W połowie 2002 roku Sąd Okręgowy w Gdańsku ogłosił upadłość firmy.
- Sędzia komisarz wyraziła zgodę na funkcjonowanie firmy przez okres trzech miesięcy, a dokładnie do 4 października. Do tego czasu wstrzymane zostały wszystkie postępowania egzekucyjne, które trwały w stosunku do zakładów. O dalszych losach przedsiębiorstwa zadecyduje ponownie sąd – tłumaczył wówczas Józef Dębiński, syndyk masy upadłościowej.
Ratunek w ostatniej chwili
Rozpoczął się wyścig z czasem. Jesienią 2003 roku lokalna społeczność, a przede wszystkim pracownicy, mogli wreszcie odetchnąć z ulgą – Zakłady Mięsne zostały kupione przez kościerskiego przedsiębiorcę, który wspólnie z bratem postanowił wyprowadzić firmę na prostą. W zakładzie znów pojawiła się nadzieja.
- Wierzymy, że nie będzie to działalność na kilka miesięcy. My pracy się nie boimy, najważniejsze żebyśmy ją mieli – mówiła wówczas wiceszefowa zakładowej Solidarności.
Dziś, ponad 20 lat później
Od tamtych wydarzeń minęło ponad dwie dekady. Dziś wiemy już, że ważna część historii kościerskiego regionu ostatecznie dobiegła końca. Na miejscu dawnego zakładu trwa wyburzanie budynków. Po dawnym symbolu pozostała tylko wielka dziura.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze