Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Pozostając w wielkim szacunku dla wypowiedzi Pana rzecznika PZŁ pozwolę sobie na dodanie komentarza. Cyt. "Pokot w Pażęcach pokazał, że myśliwi odstrzelili niewielką ilość drapieżników dla poprawienia mocno zachwianej równowagi w populacji zwierzyny drobnej. Jeszcze w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego stulecia na 100 zajęcy przypadał 1 lis. To była właściwa struktura. W takich warunkach lis był prawdziwym lekarzem i selekcjonerem zająca. Zjadał chore i słabe osobniki. Dziś, na 20 lisów przypada 1 zając. Człowiek musi zredukować nadmierną populację lisów do rozmiarów umożliwiających hodowlę zająca. Zając też chce żyć! " Zastanowiło mnie w/w tekście, dlaczego PZŁ, który od lat działa na rzecz "regulacji właściwego stanu zwierząt" pozwolił na zaistnienie tak wielkich dysproprcji między poszczególnymi gatunkami. Zdawałoby się, że odpowiedź tkwi w tekście Pana rzecznika, cyt: "Na tyle, na ile to możliwe, regulujemy właściwy stan zwierząt. Populacja zwierzyny łownej rośnie, bo myśliwi dokonują odstrzału tylko jej nadwyżek, a nie stada podstawowego. Taki odstrzał jest koniecznością i utrzymuje poziom poszczególnych gatunków w zgodzie z możliwościami bazy żerowej w naszych rewirach. Tej zwierzyny mogło by być znacznie więcej, gdyby prawo w mniejszym stopniu chroniło zbyt dużą ilość drapieżników." I już wiemy - winne jest prawo. Ale... zdania co do tego są podzielone :) "Populacje zajęcy podlegały od lat stałym wahaniom mającym odbicie w statystykach łowieckich. Od roku 1950 do 1970 populacja zajęcy wzrastała, aby w sezonie 1974/1975 osiągnąć szczyt. Polscy myśliwi pozyskiwali (czytaj: strzelali) ok. 1 miliona zajęcy rocznie, a w szczytowym sezonie 1,3 mln. W latach 1970-1980 odławiano (corocznie!) ok 100 tyś. zajęcy na eksport do Włoch i Francji. Liczby te mówią same za siebie. Myśliwi wytrzebili populację zająca (...) Wobec powyższych 1,3mln rocznie, + 100 tyś eksportu, przerzucanie odpowiedzialności na lisy czy kruki, trąci ponurym żartem. (...) po co też zdejmować zająca z listy łownych, co postulują organizacje ekologiczne? Wtedy nie będzie można na niego polować." Pan rzecznik napisał - Zając też chce żyć! I z tym się zgodzę w całej rozciągłości, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego obecność na liście zwierzyny łownej. Jestem dyletantem w sprawach prawa łowieckiego, ale nasuwa mi się pytanie, czy nie chodzi tu o to, że zajęcy jest po prostu za mało, aby polowały na niego i lisy ( wskazanym jest dodać, że źródła podają iż 90 procent pożywienia lisów to małe gryzonie) i myśliwi. Teraz chciałabym napisać coś o ludziach, którzy krytykują łowiectwo. Nie mam na myśli tych zachowujących się wulgarnie, nawołujących do przemocy wobec myśliwych, hejtujących w necie. Chcę pisać o zwykłych ludziach, którym żal zwierząt i nie chcą niepotrzebnego ich zabijania. Pan rzecznik dzieli wrażliwość dzieci na inną u tych, które mieszkają w mieście, umniejszając odczuwanie emocjonalne dzieci wiejskich. I tutaj nie zgadzam się z Panem rzecznikiem w najmniejszym nawet stopniu. Abstrahując już od przerysowanego rozmiaru przepaści dzielącej te dwa środowiska w epoce wszechobecnych komputerów i internetu posłużę się cytatem Alberta Schweitzera: "Wydawało mi się niepojęte, że w wieczornej modlitwie mam się modlić tylko za ludzi. Dlatego, gdy moja matka pomodliła się ze mną i obdarzyła pocałunkiem na dobranoc, po kryjomu odmawiałem jeszcze dodatkową ułożoną przez siebie modlitwę za wszystkie stworzenia: ‚Kochany Boże, chroń i błogosław wszystko, co oddycha, zachowaj od wszelkiego zła i daj spokojny sen’. " Wychowałam się na wsi, takiej prawdziwej :) Jednak słowa Alberta były moimi słowami, jakimi żegnałam każdy odchodzący dzień. Zostało mi to dziś :) Na koniec chcę przypomnieć, że każdego roku koła i organizacje łowieckie hucznie obchodzą wspomnienie św. Huberta. Kim w rzeczywistości był ich patron wie jednak niewielu z nas. Może warto sobie przypomnieć...
Odpowiedż rzecznika PZŁ moim zdaniem jest bardzo rzeczowa i mam nadzieję, że trochę przybliży wielu tym, którzy na co dzień żyją daleko od spraw natury jak naprawdę wygląda świat przyrody. Moze tez zachęci ich do bliższego poznawania tego świata, a nie bezkrytycznego przyjmowania stanowiska prezentowanego np.w TVN. Mieszkam w mieście, ale moje dzieciństwo upłynęło na wsi i z tego okresu pozostało w mojej świadomości to, że życie każdego stworzenia nierozerwalnie związane jest ze śmiercią i dla wiejskiego dzieciaka nie było w tym nic dziwnego.Śmierć zwierzat domowych jak i dzikich widywało się często, nierzadko dzieci asystowały przy niej i nie stawały się przez to gorsze, mniej wrażliwe, lub bardziej skłonne do np agresji. Prawdą jest, że wiedza o tych sprawach u przeciętnego "mieszczucha" jest żenująco niska, dlatego łatwo ulega on poglądom narzucanym mu przez pseudoekologów, mających duże poparcie np. w TVN. Dziennikarze tej telewizji wypowiadajacy się na te tematy wykazują się ignoranctwem w tej dziedzinie, ale przeciętny słuchacz nie zastanawia się nad tym i często się identyfikuje z narzucanym mu stanowiskiem.
Pozostając w wielkim szacunku dla wypowiedzi Pana rzecznika PZŁ pozwolę sobie na dodanie komentarza. Cyt. "Pokot w Pażęcach pokazał, że myśliwi odstrzelili niewielką ilość drapieżników dla poprawienia mocno zachwianej równowagi w populacji zwierzyny drobnej. Jeszcze w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego stulecia na 100 zajęcy przypadał 1 lis. To była właściwa struktura. W takich warunkach lis był prawdziwym lekarzem i selekcjonerem zająca. Zjadał chore i słabe osobniki. Dziś, na 20 lisów przypada 1 zając. Człowiek musi zredukować nadmierną populację lisów do rozmiarów umożliwiających hodowlę zająca. Zając też chce żyć! " Zastanowiło mnie w/w tekście, dlaczego PZŁ, który od lat działa na rzecz "regulacji właściwego stanu zwierząt" pozwolił na zaistnienie tak wielkich dysproprcji między poszczególnymi gatunkami. Zdawałoby się, że odpowiedź tkwi w tekście Pana rzecznika, cyt: "Na tyle, na ile to możliwe, regulujemy właściwy stan zwierząt. Populacja zwierzyny łownej rośnie, bo myśliwi dokonują odstrzału tylko jej nadwyżek, a nie stada podstawowego. Taki odstrzał jest koniecznością i utrzymuje poziom poszczególnych gatunków w zgodzie z możliwościami bazy żerowej w naszych rewirach. Tej zwierzyny mogło by być znacznie więcej, gdyby prawo w mniejszym stopniu chroniło zbyt dużą ilość drapieżników." I już wiemy - winne jest prawo. Ale... zdania co do tego są podzielone :) "Populacje zajęcy podlegały od lat stałym wahaniom mającym odbicie w statystykach łowieckich. Od roku 1950 do 1970 populacja zajęcy wzrastała, aby w sezonie 1974/1975 osiągnąć szczyt. Polscy myśliwi pozyskiwali (czytaj: strzelali) ok. 1 miliona zajęcy rocznie, a w szczytowym sezonie 1,3 mln. W latach 1970-1980 odławiano (corocznie!) ok 100 tyś. zajęcy na eksport do Włoch i Francji. Liczby te mówią same za siebie. Myśliwi wytrzebili populację zająca (...) Wobec powyższych 1,3mln rocznie, + 100 tyś eksportu, przerzucanie odpowiedzialności na lisy czy kruki, trąci ponurym żartem. (...) po co też zdejmować zająca z listy łownych, co postulują organizacje ekologiczne? Wtedy nie będzie można na niego polować." Pan rzecznik napisał - Zając też chce żyć! I z tym się zgodzę w całej rozciągłości, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego obecność na liście zwierzyny łownej. Jestem dyletantem w sprawach prawa łowieckiego, ale nasuwa mi się pytanie, czy nie chodzi tu o to, że zajęcy jest po prostu za mało, aby polowały na niego i lisy ( wskazanym jest dodać, że źródła podają iż 90 procent pożywienia lisów to małe gryzonie) i myśliwi. Teraz chciałabym napisać coś o ludziach, którzy krytykują łowiectwo. Nie mam na myśli tych zachowujących się wulgarnie, nawołujących do przemocy wobec myśliwych, hejtujących w necie. Chcę pisać o zwykłych ludziach, którym żal zwierząt i nie chcą niepotrzebnego ich zabijania. Pan rzecznik dzieli wrażliwość dzieci na inną u tych, które mieszkają w mieście, umniejszając odczuwanie emocjonalne dzieci wiejskich. I tutaj nie zgadzam się z Panem rzecznikiem w najmniejszym nawet stopniu. Abstrahując już od przerysowanego rozmiaru przepaści dzielącej te dwa środowiska w epoce wszechobecnych komputerów i internetu posłużę się cytatem Alberta Schweitzera: "Wydawało mi się niepojęte, że w wieczornej modlitwie mam się modlić tylko za ludzi. Dlatego, gdy moja matka pomodliła się ze mną i obdarzyła pocałunkiem na dobranoc, po kryjomu odmawiałem jeszcze dodatkową ułożoną przez siebie modlitwę za wszystkie stworzenia: ‚Kochany Boże, chroń i błogosław wszystko, co oddycha, zachowaj od wszelkiego zła i daj spokojny sen’. " Wychowałam się na wsi, takiej prawdziwej :) Jednak słowa Alberta były moimi słowami, jakimi żegnałam każdy odchodzący dzień. Zostało mi to dziś :) Na koniec chcę przypomnieć, że każdego roku koła i organizacje łowieckie hucznie obchodzą wspomnienie św. Huberta. Kim w rzeczywistości był ich patron wie jednak niewielu z nas. Może warto sobie przypomnieć...
Odpowiedż rzecznika PZŁ moim zdaniem jest bardzo rzeczowa i mam nadzieję, że trochę przybliży wielu tym, którzy na co dzień żyją daleko od spraw natury jak naprawdę wygląda świat przyrody. Moze tez zachęci ich do bliższego poznawania tego świata, a nie bezkrytycznego przyjmowania stanowiska prezentowanego np.w TVN. Mieszkam w mieście, ale moje dzieciństwo upłynęło na wsi i z tego okresu pozostało w mojej świadomości to, że życie każdego stworzenia nierozerwalnie związane jest ze śmiercią i dla wiejskiego dzieciaka nie było w tym nic dziwnego.Śmierć zwierzat domowych jak i dzikich widywało się często, nierzadko dzieci asystowały przy niej i nie stawały się przez to gorsze, mniej wrażliwe, lub bardziej skłonne do np agresji. Prawdą jest, że wiedza o tych sprawach u przeciętnego "mieszczucha" jest żenująco niska, dlatego łatwo ulega on poglądom narzucanym mu przez pseudoekologów, mających duże poparcie np. w TVN. Dziennikarze tej telewizji wypowiadajacy się na te tematy wykazują się ignoranctwem w tej dziedzinie, ale przeciętny słuchacz nie zastanawia się nad tym i często się identyfikuje z narzucanym mu stanowiskiem.