Dla mieszkańców powiatu kościerskiego II wojna światowa zakończyła się w marcu 1945 roku. Działania militarne nadal toczyły się w wielu rejonach Polski i Europy, i mogło się wydawać, że mogą spać spokojnie. Tak jednak nie było, bo hitlerowskiego okupanta zastąpił nowy – radziecki, który w bezwzględności i brutalności nie ustępował niemieckiemu najeźdźcy. Wielu mieszkańców naszego regionu przekonało się o tym na własnej skórze.
Na początku 1945 roku wojna chyliła się już ku upadkowi i wiadomo było, że demoniczna wizja dominacji Tysiącletniej III Rzeszy zrodzona w umyśle szaleńca Adolfa Hitlera, nie zostanie urzeczywistniona. Do zakończenia działań militarnych w powiecie kościerskim doszło już w marcu, ale dla jego mieszkańców ucieczka niemieckich okupantów w kierunku Berlina, wcale nie oznaczała spokoju. Podobnie jak w innych rejonach naszego kraju, kontrolę na „wyzwalanymi” ziemiami zaczęli sprawować przedstawiciele Związku Radzieckiego, a w głównej mierze byli to żołnierze Armii Czerwonej oraz NKWD.
Armia Czerwona brutalnie zaznacza swoją obecność
Stolica naszego powiatu – Kościerzyna została zajęta przecz czerwonoarmistów na początku marca. Wprawdzie infrastruktura naszego miasta w efekcie przejścia frontu ocalała, ale widmo bestialstwa nadciągającego ze Wschodu stawało się coraz bardziej realne. Mieszkańcy Kościerzyny oraz okolicznych miejscowości mieli się o tym przekonać bardzo szybko. Już w pierwszych dniach pojawienia się żołnierzy Armii Czerwonej dochodziło do grabieży, dewastacji, gwałtów, a także wywózek miejscowej ludności.
Jak wynika z oficjalnych danych, w pierwszych miesiącach 1945 roku z naszego terenu deportowano w głąb Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich około 700 osób. Część z nich nawet nie zdążyła stanąć na nieludzkiej ziemi, bo zmarła jeszcze w Polsce lub w czasie transportu. Inni ponieśli śmierć na terenie ZSRR. Przykładem mogą być następujące osoby: Bernard Bonin z Lubania (śmierć w obozie NKWD w Ciechanowie), Józef Brandtz Kalisza (śmierć w więzieniu NKWD w Grudziądzu), Leon Chrapkowski z Kościerzyny (śmierć na Uralu), Paweł Gruchała z Wielkiego Klincza (śmierć na Uralu), Leon Kotlewski z Nowego Barkoczyna ( śmierć w Czelabińsku).
Jak podkreślają historycy, najczęstszą przyczyną śmierci deportowanych osób były choroby zakaźne oraz niedożywienie. Mieszkańcy powiatu kościerskiego byli wywożeni między innymi do obozów w Czelabińsku, Kopiejsku, Biełorecku. Aresztowania obywateli z naszego powiatu rozpoczęły się już na początku marca 1945 roku. Trzeba wspomnieć, że większość wywożonych osób to rolnicy, wykwalifikowani robotnicy, czy też rzemieślnicy. Nie brakowało również kolejarzy oraz urzędników. Aresztowania, które miały przede wszystkim charakter polityczny, miały miejsce w kościerskim regionie również w drugiej połowie 1945 roku.
Rządy nowej władzy
Obecność żołnierzy Armii Czerwonej na ziemi kościerskiej oznaczała budowę nowego systemu politycznego wzorowanego oczywiście na ZSRR. Trzonem powstających ośrodków władzy na zajętych ziemiach były komendantury wojskowe. W przypadku Kościerzyny, siedzibą takiej właśnie instytucji był kościerski magistrat. Z kolei przedstawicielem polskiej administracji był Zarząd Miejski, na czele którego stał Aleksander Jakubowski.
Jednak najważniejszym ośrodkiem polskiej władzy było Starostwo Powiatowe, na czele którego stał wówczas Witold Pawłowski. Podkreślić należy, że obydwa ośrodki, czyli zarząd i starostwo, były całkowicie zależne od radzieckich władz. Ważną rolę odrywał również Tymczasowy Komitet Obywatelski, którego przewodniczącym został Jan Bociański. Do najważniejszych zadań komitetu, w początkowym okresie działalności, należało m.in. zatwierdzanie dziennych norm żywnościowych, przygotowanie lokali na rzecz polskiego wojska, a także wyznaczenie zarządców najważniejszych przedsiębiorstw.
Na kościerskiej ziemi niezwykle istotną rolę odgrywali polscy oficerowie polityczno-wychowawczy. Pierwsi z nich pojawili się w Kościerzynie już w marcu 1945 roku. Głównym celem ich działań było stworzenie struktur Polskiej Partii Robotniczej, a także przeprowadzenie reformy rolnej. Kilka tygodni później zaczęto uruchamiać pierwsze placówki służby zdrowia. Funkcję powiatowego lekarza objął wówczas dr Franciszek Borzyszkowski. Wkrótce do Kościerzyny powrócili kolejni lekarze tacy jak Jan Lemańczyk i Edmund Podlaszewski.
Z końcem marca 1945 roku powołano do życia Powiatową Radę Narodową, a w gminach, Gminne Rady Narodowe, które pełniły funkcję organów uchwałodawczych. W skład tej pierwszej weszli przedstawiciele Polskiej Partii Robotniczej, Polskiej Partii Socjalistycznej oraz Stronnictwa Ludowego. Natomiast przewodniczącym PRN został Franciszek Marchewicz. W tym samym czasie w Kościerzynie powstała Miejska Rada Narodowa, której przewodniczącym został Józef Tkaczyk. Jedną z najważniejszych decyzji, która została podjęta przez wspomnianą instytucję, było powołanie burmistrza, którym pozostał Antoni Jakubowski z PPS.
Autor artykuły korzystał z publikacji Mirosława Golona "Deportacje mieszkańców Kościerzyny i powiatu kościerskiego do ZSRR w 1945 roku i początkowy okres działalności nowych władz".
Zdjęcia pochodzą ze zbiorów Muzeum Ziemi Kościerskiej
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Należy w związku z tym zapytać, jakim cudem w Kościerzynie są jeszcze ulice Franciszka Marchewicza czy Józefa Tkaczyka. Dodać jeszcze należy, że w tych mrocznych czasach, od 1947 roku powiat miał starostę, o którym Wikipedia pisze tak: "Po zajęciu Pomorza przez Armię Czerwoną organizował polską administrację samorządową na tym obszarze. Został komendantem powiatowym Milicji Obywatelskiej w Kartuzach. Od maja 1945 r. pracował w referacie samorządowym Urzędu Wojewódzkiego w Gdańsku. Andrzej Gąsiorowski w książce „Jan Kaszubowski i służby specjalne. Gestapo, Smiersz, UB.” pisze, że (Aleksander - przyp. mój) Arendt został w 1945 r. tajnym współpracownikiem UB. Wyraża także wątpliwość, czy A. Arendt w czasie okupacji nie podjął współpracy z Niemcami". [...] "W 1946 roku Arendt został wicestarostą powiatu gdańskiego, a w 1947 roku – starostą kościerskim". Słyszałem od trzech nie znających się osób, że w czasach obecnych jednym ze spadkobierców rodzinnych A. Arendta, choć noszącym inne nazwisko, jest pewien znany działacz samorządowy, który pojawia się na wielu ważnych uroczystościach w Kościerzynie i zawsze przyjmowany jest z honorami. Oczywiście nie można go za to winić, bo rodziny się nie wybiera. Ale to tak dla uzupełnienia tego tekstu, aby zrozumieć, dlaczego tak trudno w Polsce o dekomunizację i denazyfikację i dlaczego te upiory przeszłości ciągle dezorganizują nasze życie.
Co do ostatniego mojego zdania z tekstu powyżej, które brzmi: "Ale to tak dla uzupełnienia tego tekstu, aby zrozumieć, dlaczego tak trudno w Polsce o dekomunizację i denazyfikację i dlaczego te upiory przeszłości ciągle dezorganizują nasze życie" - to wyjaśniam, że nie ma mam na myśli tego konkretnego "znanego działacza samorządowego", tylko ogół problemu tych powiązań rodzinnych, jaki mamy w Polsce od 1989 roku.
Należy w związku z tym zapytać, jakim cudem w Kościerzynie są jeszcze ulice Franciszka Marchewicza czy Józefa Tkaczyka. Dodać jeszcze należy, że w tych mrocznych czasach, od 1947 roku powiat miał starostę, o którym Wikipedia pisze tak: "Po zajęciu Pomorza przez Armię Czerwoną organizował polską administrację samorządową na tym obszarze. Został komendantem powiatowym Milicji Obywatelskiej w Kartuzach. Od maja 1945 r. pracował w referacie samorządowym Urzędu Wojewódzkiego w Gdańsku. Andrzej Gąsiorowski w książce „Jan Kaszubowski i służby specjalne. Gestapo, Smiersz, UB.” pisze, że (Aleksander - przyp. mój) Arendt został w 1945 r. tajnym współpracownikiem UB. Wyraża także wątpliwość, czy A. Arendt w czasie okupacji nie podjął współpracy z Niemcami". [...] "W 1946 roku Arendt został wicestarostą powiatu gdańskiego, a w 1947 roku – starostą kościerskim". Słyszałem od trzech nie znających się osób, że w czasach obecnych jednym ze spadkobierców rodzinnych A. Arendta, choć noszącym inne nazwisko, jest pewien znany działacz samorządowy, który pojawia się na wielu ważnych uroczystościach w Kościerzynie i zawsze przyjmowany jest z honorami. Oczywiście nie można go za to winić, bo rodziny się nie wybiera. Ale to tak dla uzupełnienia tego tekstu, aby zrozumieć, dlaczego tak trudno w Polsce o dekomunizację i denazyfikację i dlaczego te upiory przeszłości ciągle dezorganizują nasze życie.
Co do ostatniego mojego zdania z tekstu powyżej, które brzmi: "Ale to tak dla uzupełnienia tego tekstu, aby zrozumieć, dlaczego tak trudno w Polsce o dekomunizację i denazyfikację i dlaczego te upiory przeszłości ciągle dezorganizują nasze życie" - to wyjaśniam, że nie ma mam na myśli tego konkretnego "znanego działacza samorządowego", tylko ogół problemu tych powiązań rodzinnych, jaki mamy w Polsce od 1989 roku.