Reklama

Kolejowa katastrofa pod Skorzewem. Pociąg pasażerski zderzył się z towarowym. Od tej tragedii minęło ponad 50 lat

Siedem osób zabitych i osiemnaście rannych – to bilans wypadku kolejowego, do którego doszło w okolicach Skorzewa na linii nr 201. To dramatyczne zdarzenie miało miejsce w czerwcu 1969 roku i było jedną z największych katastrof kolejowych w powojennej historii naszego kraju.

Niedziela 15 czerwca 1969 roku, jak na tę porę roku przystało, była dniem bardzo pogodnym. Ze względu na to, że w tamtych czasach posiadanie samochodu było dobrem luksusowym, większość mieszkańców decydujących się na podróż, korzystała z publicznych środków lokomocji, czyli Państwowej Komunikacji Samochodowej lub Polskich Kolei Państwowych.

Ostatnia podróż

Chociaż nic nie zwiastowało zbliżającej się tragedii, dla części pasażerów, którzy wsiedli do pociągu osobowego nr 929 jadącego z Bydgoszczy do Gdyni, miała to być ostatnia podróż w ich życiu.

Reklama

Pociąg osobowy z Bydgoszczy prowadził maszynista Jan P., mieszkaniec Starego Bytowa. Ze względu na fakt, że mijała mu 12 godzina pracy, zgodnie z obowiązującymi przepisami, powinien udać się na przerwę, o co ostatecznie poprosił dyspozytora. Temu ostatniemu nie udało się znaleźć nikogo na zastępstwo, w efekcie czego wspomniany maszynista zgodził się na to, by poprowadzić pociąg do samej Gdyni. Do tej decyzji nakłonić go mieli przełożeni.

Około godziny 15.30 pociąg pasażerski otrzymał sygnał „droga wolna” i ruszył z Kościerzyny w kierunku Gdyni po jednotorowej linii kolejowej.

Reklama

Warto w tym miejscu odnotować, że kilka minut wcześniej z Gołubia Kaszubskiego wyjechał w kierunku Kościerzyny skład towarowy nr 9082, który był ciągnięty przez lokomotywę Ty246 ważącą prawie 200 ton. Mijając Skorzewo, otrzymał on na semaforze sygnał „droga wolna”. Po przejechaniu około półkilometrowego odcinka zbliżył się do łuku, do którego z przeciwnej strony dojeżdżał pociąg pasażerski. Na wyhamowanie obu maszyn nie było już żadnych szans. Zderzyły się czołowo, w efekcie czego wykoleiła się lokomotywa, a za nią z torów wypadło kilka wagonów. Z kolei w przypadku pociągu pasażerskiego, pierwszy wagon i wagon bagażowy wpadł na tender i budę dla maszynisty, a pozostałe wagony przewróciły się na bok.

Zwykle przy tego rodzaju wypadkach, jako pierwsi na miejscu zdarzenia pojawiają się mieszkańcy okolicznych domów. Nie inaczej było w przypadku katastrofy pod Skorzewem. Ze względu na trudny dojazd do miejsca tragedii, służby ratownicze dojechały tam zdecydowanie później. Bilans wypadku - to śmierć siedmiu osób. Natomiast osiemnaście trafiło do szpitali w Kościerzynie, Gdyni, Starogardzie Gdańskim oraz Gdańsku.

Reklama

Wewnętrzne dochodzenie służb kolejowych

W tamtym czasie opinia publiczna nie miała szans na to, aby dowiedzieć się oficjalnie jakie były przyczyny katastrofy kolejowej pod Skorzewem. Nie informowała o tym również prasa. A to mogło oznaczać, że jej powodem mógł być czynnik ludzki spowodowany alkoholem. Naszej redakcji udało się dotrzeć do dokumentu, który zdaje się potwierdzić tę tezę.

Jest to Biuletyn Informacyjny wydany przez Dyrekcję Okręgową Kolei Państwowych w Gdańsku – Urząd Ruchu – Nr R4F-4016/32/69. Dokument jest datowany na 11 sierpnia 1969 roku i podpisany przez naczelnika inż. Stefana Biaseckiego lub Piaseckiego (nieczytelna pierwsza litera na maszynopisie – przyp. redakcji). Jego tytuł brzmi „O wypadku zderzenia się pociągów nr 9082 i 929 w dniu 15 czerwca 1969 r. na szlaku Kościerzyna-Skorzewo”.

Reklama

Możemy w nim przeczytać:

„W Gołubiu Kaszubskim znalazł się również maszynista Tadeusz L., jego pomocnik Wiktor N., kierownik pociągu Kazimierz R. i wiele innych, z tą jednak różnicą, że wymienieni nazwiskami znaleźli się tam służbowo. Przyprowadzili z Gdyni skład próżnych węglarek, a z Gołubia Kaszubskiego do Bydgoszczy mieli zaprowadzić pociąg ładowny. W godzinach popołudniowych, kiedy słońce najbardziej dopiekało, wzrastało i pragnienie. Trzeba było je ugasić. L i N pozostawili bez opieki parowóz Ty246-84 i udali się do miejscowego baru gastronomicznego. Tam zastali zawiadowcę stacji Bogdana W. …. W barze nie zabrakło też kierownika pociągu. Kazimierz R. znalazł się tam w towarzystwie stażystki Wiktorii Ż. Zadowolił się złocistym płynem podawanym w ½ litrowych kufelkach. Nikt z gaszących pragnienie nie zastanowił się do jakich skutków doprowadzą przyjemnie spędzone chwile”.

Reklama

Ciąg dalszy opisywanej historii w Biuletynie Informacyjnym wygląda tak:

„O godz. 15.20 L i N zaopatrzeni w dwulitrowe dzbanki z piwem udali się w drogę z zamiarem doprowadzenia pociągu 9082 do Bydgoszczy. Ich zdaniem wszystko zakończyłoby się szczęśliwie, gdyby nie dyżurny ruchu ze Skorzewa Jerzy Z. L i N dużo rzeczy zapomnieli, jednak pamiętają dobrze to, że Jerzy Z. dał im „przelot”. Pociąg prowadzili „planowo”, nawet trochę skracali czas jazdy".

PKP ustaliło winnych

W dokumencie przytoczone są opinie innych osób na temat przebiegu tych dramatycznych zdarzeń. Jedną z nich jest Robert D., nastawniczy ze stacji Skorzewo, który za pomocą sygnałów trąbką i powiadomienia dyżurnego ruchu starał się zatrzymać pociąg. Bezskuteczne miały się również okazać krzyki dyżurnego ruchu Jerzego Z. Bez znaczenia były też sygnały „stój” na tarczy ostrzegawczej i semaforze wyjazdowym.

Reklama

Informacje zamieszczone w przytaczanym biuletynie dotyczą również czołowego zderzenia pociągów. Wynika z nich, że doszło do niego na łuku przy ograniczonej wzajemnej „widzialności”. Maszynista pociągu pasażerskiego znajdował się po zewnętrznej stronie łuku i do momentu zderzenia, nie miał możliwości zauważenia zbliżającego się z przeciwnego kierunku pociągu. Natomiast maszynista pociągu towarowego mógł zauważyć obiekt z przeciwnego kierunku z odległości około 187 m. Pasażerski miał jechać z prędkości 70 km/h, natomiast towarowy – 62 km/h. Do momentu zderzenia, maszyniści nie użyli hamulca.

Z cytowanego dokumentu wynika, że winnymi spowodowania wypadku zostali – Tadeusz L, maszynista parowozu, Wiktor N, pomocnik maszynisty, którzy w czasie pełnienia obowiązków służbowych wprowadzili się w stan nietrzeźwości. Winą obarczono również Kazimierza R., kierownika pociągu, który widząc pracowników drużyny parowozowej pijących alkohol, jako ich zwierzchnik, nie zareagował. Sam również miał pić piwo. Ostatnim z winnych był Bogdan W., zawiadowca stacji w Gołubiu Kaszubskim, który nie reagował na opuszczenie parowozu pod parą przez drużynę lokomotywową, pił z tą drużyną napoje alkoholowe i dopuścił ją do prowadzenia pociągu.

Reklama

W dokumencie czytamy też, że niezależnie od odpowiedzialności karnej, wyżej wymienieni zostali wydaleni z pracy na PKP, a także przypisano każdemu po 10 tys. zł do zwrotu na częściowe pokrycie strat PKP. Kary dyscyplinarne nałożono jeszcze na kilku innych pracowników PKP.

Autorzy cytowanego dokumenty stwierdzili jednocześnie, że wypadek wskazuje na potrzebę bezwzględnego zwalczania wszelkich objawów zaniżania dyscypliny, w tym głównie pijaństwa. Świadczy o tym poniższy fragment.

„Nie możemy pozwolić, żeby w naszych szeregach pozostawali ludzie nie gwarantujący bezpieczeństwa pracy transportu kolejowego, dlatego pobłażanie wszelkim przejawom niezdyscyplinowania winno być traktowane z całą surowością”.

Reklama

Dodajmy na koniec, że w katastrofie pod Skorzewem w 1969 roku śmierć ponieśli: Jan P, 40-letni maszynista z MDp Kościerzyna, Jan Sz., 20-letni pomocnik maszynisty z MDp Kościerzyna, Jan G, 40-letni kierownik pociągu z RS Bydgoszcz, Danuta K., 5-letnia podróżna, Bożena K., 32-letnia podróżna, Marta G., 72-letnia podróżna oraz Anna T., 67-letnia podróżna. Straty materialne oszacowano na kwotę 2,5 mln zł

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Koscierski.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości