Spółka, która ma kapitał zakładowy 5 tysięcy złotych i istnieje od zaledwie kilku miesięcy chce wybudować w Małym Klinczu zakład produkujący brykiet tekstylny. To przedsięwzięcie ma pochłonąć około 10 mln zł! Mieszkańcy tej miejscowości, ale nie tylko tej, a także lokalni przedsiębiorcy ostro protestują przeciwko temu przedsięwzięciu. Nie kryją swoich obaw, twierdząc, że może ono doprowadzić do tragedii.
Mieszkańcy Małego Klincza i okolicznych miejscowości, a także lokalni przedsiębiorcy, spotkali się z władzami gminy Kościerzyna, a także inwestorem, który planuje wybudować w tej miejscowości zakład produkujący brykiet tekstylny. Spotkanie miało charakter tzw. rozprawy administracyjnej, która jest częścią procedury związanej z wydaniem decyzji środowiskowej. Warto przypomnieć, że ta bulwersująca sprawa była przedmiotem zebrania wiejskiego, które miało miejsce w marcu tego roku.
Podczas środowego spotkania wójt Grzegorz Piechowski poinformował mieszkańców, że w tej sprawie niektóre instytucje wydały już decyzję oraz opinie dotyczące inwestycji.
- Pozytywne decyzje w tej sprawie wydały Wody Polskie oraz Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, natomiast negatywne opinie zostały wydane przez marszałka oraz Powiatową Stację Sanitarno-Epidemiologiczną. Są one tylko częścią całej procedury związanej z wydaniem decyzji przez wójta. To spotkanie, w którym dzisiaj uczestniczymy, jest również elementem tego procesu, bardzo ważnym. Zostanie z niego sporządzony protokół, do którego zarówno mieszkańcy jak i inwestor będzie mógł się ustosunkować – podkreślił wójt Grzegorz Piechowski.
W spotkaniu wziął udział inwestor, czyli prezes spółki Marek Klebba. Pojawił się na nim ze swoimi ekspertami, którzy opracowali koncepcję całego przedsięwzięcia, która ma spełniać wymogi środowiskowe oraz przeciwpożarowe. Zapewniali oni mieszkańców, że wszystko zostało opracowane zgodnie z procedurami i wymogami wynikającymi z przepisów prawa.
- Jesteśmy odpowiedzialni za opracowanie projektu, który dotyczy produkcji brykietu z tekstyliów z dodatkiem folii. Odpady będą zagospodarowane na działce i będą zabezpieczone. Plan uwzględnia wymogi ochrony przeciwpożarowej i środowiska. Właśnie ze względu na pożary składowisk, kładzie się duży nacisk na ochronę przeciwpożarową – przekonywał przedstawiciel inwestora.
Mieszkańców i lokalnych przedsiębiorców w ogóle nie przekonały argumenty przedstawione przez reprezentantów inwestora. Zadawali konkretne pytania, na których część nie otrzymali precyzyjnej odpowiedzi.
- Chciałbym się dowiedzieć jaka to będzie technologia i jakie brykieciarki będą wykorzystywane w całym procesie? Ponadto, ile firm w Polsce zajmuje się taką produkcją, którą planujecie – pytał pan Leszek.
W odpowiedzi usłyszał, że w kraju są dwie takie firmy. Mieszkaniec nie zgodził się z tą odpowiedzią.
- Proszę nie wprowadzać ludzi w błąd, bo ja dzwoniłem do tych firm, o których państwo mówicie i one w ogólnie nie produkują tego, co wy planujecie – stwierdził mieszkaniec Małego Klincza.
Prezes spółki Marek Klebba, mówił, że prowadzi rozmowy na temat zakupu brykieciarek z kilkoma podmiotami, zarówno polskimi, jak i zagranicznymi. Ale gdy dopytywano go o konkretne dane związane z technologią, nie był w stanie odpowiedzieć. Podobnie było w przypadku pytań związanych z gryzoniami oraz insektami, które mogą się pojawić na składowisku tekstyliów. Obawy mieszkańców dotyczyły również tego, jakie niebezpieczne związki mogą przenikać do wód gruntowych. W odpowiedzi usłyszeli, że w zakładzie będzie zastosowany obieg zamknięty wody.
Prezes spółki Marek Klebba podkreślał, że pomysł wybudowania takiego zakładu pojawił się kilka lat temu. Zapewnił, że tekstylia nie będą pochodzić spoza granic naszego kraju, ale pytany o kontrahentów odpowiedział, że z żadnym nie podpisał jeszcze umów zarówno w kontekście dostarczania materiałów tekstylnych do zakładu, jak i sprzedaży gotowego brykietu.
Największe obawy mieszkańców wzbudza m.in. możliwość wybuchu pożaru na planowanym obiekcie. Jako przykład podawali historię, która miała miejsce w gminie Cewice, gdzie powstało nielegalne wysypisko śmieci, które płonęło kilkadziesiąt razy.
- To co tutaj słyszymy, to jest jakiś kabaret i kpina. Mówimy o zakładzie, gdzie będą składowane materiały łatwopalne, znajdować się będą maszyny, elektryka, wysoka temperatura. To się skończy tragedią. A okolicznych przedsiębiorców nie uratuje żaden murek ognioodporny – stwierdził pan Mirosław, lokalny przedsiębiorca.
Prezesa Klebbę zapytaliśmy o to, ile będzie kosztować wybudowanie zakładu, jaki spółka ma kapitał zakładowy, i jakie on osobiście ma doświadczenie w branży gospodarczej, którą planuje uruchomić w Małym Klinczu. Co ciekawe, prezes zanim odpowiedział na pytanie związane z kosztami inwestycji, musiał się chwilę zastanowić, co wzbudziło śmiech na sali.
- To będzie kosztować około 10 mln zł. Jestem leśnikiem i w tej branży działam od 26 lat. To jest moja pierwsza spółka, która ma kapitał zakładowy 5 tysięcy zł – odpowiedział prezes.
Mieszkańcy jednoznacznie stwierdzili, że nie chcą, aby taki zakład powstał. Wielu z nich podkreślało, że mimo obecności prezesa i jego ekspertów, nie dowiedzieli się czegokolwiek.
- Ludzie byli lepiej przygotowani od inwestora i jego współpracowników. To jest jakiś żart. Nie powiedzieli żadnych konkretów, tylko to, że wszystko jest zgodne z prawem. Może na papierze tak. W żadnym stopniu nasze wątpliwości nie zostały rozwiane, tym bardziej, że w dyskusji okazało się, że zaprezentowany projekt to tylko koncepcja, która może się zmienić. Spółka, która powstała kilka miesięcy temu, z kapitałem 5 tysięcy chce budować zakład za 10 mln zł, a jej przedstawiciel nie potrafi odpowiedzieć konkretnie jaka technologia, maszyny itp. Wnioski chyba nasuwają się same – podsumowała uczestniczka spotkania.Reklama
Protokół z tego spotkania będzie dostępny w Urzędzie Gminy Kościerzyna najprawdopodobniej już w przyszłym tygodniu. Do tematu z pewnością będziemy wracać.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze