Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
@frugo: Przeczytaj ten fragment kilka razy i zastanów się, czy masz rację. Po pierwsze, nie chodzi o to, że pracodawca chce dać zarobić swojemu. Chodzi o to, że od płacy minimalnej, która wynosi obecnie chyba 1680 zł odchodzi jakieś 400 zł do Państwa jako składki płacone przez pracownika oraz dodatkowo pracodawca musi zapłacić kolejne 300 zł jako składki płacone przez pracodawcę. Nie znam dokładnych liczb, więc jakby ktoś chciał to uszczegółowić, to proszę bardzo... I masz łącznie od jednego pracownika, który fikcyjnie zarabia płacę minimalną, 700 zł dla Państwa. To, co mu płacisz za godziny, to już całkiem inne obliczenia... I temu pracownikowi każesz pracować niezgodnie z Kodeksem Pracy, bo musiałbyś Państwu Polskiemu zapłacić drugie tyle, gdyby pracę tej jednej osoby wykonywały dwie osoby. Poza tym okazałoby się przy podziale pracy na dwie osoby, że tak słabo płacisz za godziny ustawowe, że nikt dla ciebie nie chce pracować... Druga sprawa, czy pracodawca by nic nie zrobił, gdyby on miał pracę do zrobienia, a pracownik by powiedział, że nie chce mu się robić po godzinach? Na pewno nic innego: tylko by się pożegnał z takim pracownikiem. W dodatku przypuszczam, że pracodawca zrobiłby to zgodnie z prawem. Jest zasada, że nie można planować z wyprzedzeniem pracownikowi nadgodzin, ale w przypadku uzasadnionych potrzeb pracodawcy pracownik raczej nie może odmówić pracy w nadgodzinach. Inna kwestia jest taka, czy taki zwykły pracownik zna się na tyle dobrze na przepisach, że byłby w stanie stwierdzić, że kolejne nadgodziny są niezgodne z prawem, dlatego pracodawca legalnie nie może go zmusić do pracy... Podobnie jest z urlopem: pracodawca ma prawo ściągnąć pracownika nawet z Egiptu, jeśli stwierdzi, że ten mu jest potrzebny. Kwestia poboczna jest taka, że ten pracodawca musiałby zwrócić pracownikowi część wydanych przez niego pieniędzy... W układzie pracodawca-pracownik ten pierwszy jest na pozycji uprzywilejowanej... Twoja wypowiedź również trąci prywatą. Masz firmę i każesz ludziom robić po 300 godzin, jednocześnie nie uwzględniając +50%/+100% przy nadgodzinach oraz okradając ich ze składek? Czy po prostu nie spotkałeś się pośrednio lub bezpośrednio z tego typu przypadkami? Ktoś ostatnio powiedział, że nasze Państwo istnieje teoretycznie. Miał rację. Sporo instytucji nie zajmuje się tym, do czego zostały stworzone, dlatego właśnie dochodzi do nagminnego łamania prawa przez pracodawców. Nie tłumaczę sprawcy wypadku. Zauważam tylko, jakie mogły wystąpić czynniki. Ten kierowca jest odpowiedzialny za to zdarzenie i nic tego nie zmieni. Jednak uważam, że warto zbadać te "czynniki", które mogły mieć wpływ na zdarzenie. Czy byłbym współwinny zabójstwa, gdyby dał jakiemuś dziecku giwerę, a to dziecko by kogoś zastrzeliło z tej broni? Albo gdybym dał osobie pijanej kluczyki do samochodu, przez co doszłoby do wypadku śmiertelnego?
Twoja wypowiedź trochę trąci prywatą. Sądzę, że opisujesz swoją sytuację bądź kogoś z najbliższego otoczenia i szukasz usprawiedliwienia na wypadek gdyby coś podobnego się Tobie przytrafiło. To, że pracujesz (bądź ktoś Ci bliski) po 300 godz. to nie wina pracodawcy (widocznie pracownik sam wyraża na to chęć a pracodawca pozwala zgodnie z zasadą- lepiej dać dorobić swojemu niż obcemu). Gdybyśmy nie godzili się na dodatkowe godziny pracodawca nic by nam nie zrobił. Poza tym uważam, że pracodawca jeśli płaci za godziny nie ponosi żadnej winy, a już w ogóle nie można o niej mówić w opisywanej powyżej sytuacji. To tak samo jakbyś usprawiedliwiał pijanego kierowcę, który był pod wpływem bo kolega w pracy miał urodziny i nie wypadało odmówić. Wziąłeś pod wzgląd, że być może kierowca mercedesa był pijany i po prostu zbiegł z miejsca zdarzenia? Bądźmy odpowiedzialni a nie szukajmy winnych Japco.
Nie napisałem, że jest bez winy. Napisałem, że jego pracodawca powinien zostać sprawdzony i w razie stwierdzenia sporych nieprawidłowości jego pracodawca powinien również odpowiadać za to zdarzenie. Sorry, taki mamy klimat... W Polsce rynek pracy należy do pracodawcy, a nie pracownika. Ludzie, aby mieć pracę, często nie mają wyboru. Albo zgadzasz się na wszystko, albo dostajesz kopa... Ludzie pracują po 300 godzin, jeśli pracodawca każe lub pozwala na to... Jeśli by pracodawca dawał w miarę normalne wynagrodzenie za wypracowanie ustawowych godzin i gdyby nie zmuszał pracowników do wyrabiania "dwóch nominałów", jednocześnie płacąc ZUS od jednej pensji i to od płacy minimalnej, bo reszta idzie pod stołem, to może takich zdarzeń byłoby mniej... Ucieczka z miejsca zdarzenia nie powinna mieć miejsca. Początkowo bardzo potępiałem ten fakt, bo, jak sam zauważyłeś, wypadek może przytrafić się każdemu, ale ucieczki być nie powinno. Przemyślałem jednak kwestię tej "ucieczki". Mianowicie, tutaj mamy do czynienia ze zdarzeniem, w którym brała udział ciężarówka i rower. Różnica mas jest kolosalna. Jeśli kierowcę ciężarówki oślepiło słońce i wcale nie widział rowerzysty, to również najprawdopodobniej nie miał możliwości, aby usłyszeć uderzenie. Tym bardziej mógł tego nie poczuć... Rowerzysta przez ciężarówkę nawet nie musi zostać zahaczony, aby zginąć. Gdy ciężarówka wyprzedza rowerzystę, nie zachowując odpowiedniej odległości od niego, to podmuch generowany przez ciężarówkę może rowerzystę zepchnąć do rowu, a w przypadku wyprzedzania przez ciągnik siodłowy z naczepą zawirowania powietrza mogą wciągnąć rowerzystę pod naczepę... Istnieje również taka ewentualność, że rowerzysta został uderzony w głowę lusterkiem samochodu. Prawie nigdy samochody nie wyprzedzają rowerzystów drugim pasem, a wystarczy, że rowerzysta minimalnie "straci linię" w momencie, gdy jest wyprzedzany... Kiedyś "straciłem linię" z powodu studzienki na jezdni, a chciał mnie wyprzedzić kierowca autobusu. Centymetry brakowały, abym został "muśnięty" zderzakiem. Oczywiście nie wiedziałem, że mnie autobus wyprzedza. Gdy znowu znalazłem się przy skraju jezdni po ominięciu studzienki, przegubowiec przeleciał kilka centymetrów od mojej kierownicy. Zmieściliśmy się wtedy niemal na jednym pasie jezdni, w Gdańsku na dawnej ulicy Słowackiego... Prawie zawału dostałem... W związku z powyższym uważam, że jest całkiem możliwe, że kierowca samochodu ciężarowego mógł nie zauważyć, że coś się stało... Kiedyś sporo jeździłem rowerem. Od kiedy jeżdżę samochodem, widzę, jak mogą być niewidoczni rowerzyści. Widzę również, w jakich niebezpiecznych sytuacjach czasem rowerzyści biorą udział... Kiedyś wydawało mi się, że przecież jestem pełnoprawnym użytkownikiem drogi i w prawie każdym zdarzeniu, które mi się przytrafiły,winny byłby kierowca samochodu. Po czasie jednak twierdzę, że gdybym miał troszkę mniej szczęścia, to bym wylądował na wózku lub w trumnie, zaś sprawca dostałby "zawiasy" lub by nawet nie zauważył, że mnie uszkodził. To nigdy nie będzie równa "rozgrywka"... Nie uważam, że w przypadku wystąpienia tego zdarzenia można schematycznie stwierdzić: wypadek śmiertelny + ucieczka z miejsca wypadku = 12 lat bez zawiasów Uważam, że trzeba na sprawę spojrzeć trochę szerzej, ukarać tego kierowcę sprawiedliwie, biorąc pod uwagę m.in. rzeczy, które opisałem powyżej, a następnie również ukarać ewentualnych współwinnych. Pozdrawiam Japco
Ciekaw jestem czy pisałbyś podobnie gdyby ofiarą była ci osoba bliska... Sorry taki mamy klimat.... Uważasz, że jeśli przysnął, zahaczył i zbiegł to jest bez winy? Musiał zauważyć, że kogoś potrącił (to wydarzenie na pewno by go przebudziło). Jeśli ludzie godzą się na pracę po 300 godz. to niech pracują, dostają za to wynagrodzenie. Zastanów się nim coś napiszesz. Nic nie usprawiedliwia ucieczki, wypadek może przytrafić się każdemu.
Ciężarowy Mercedes? Był chłopak w pracy? Jeśli tak, to może warto by było, aby ITD sprawdziło, czy w chłopaka firmie kierowcy nie wyrabiają po 300 godzin miesięcznie. Gdyby tak rzeczywiście było, to właściciel firmy powinien dostać 2/3 wyroku, bo chłopak mógł przysnąć i nawet nie zauważył, gdy ciężarówką o coś zahaczył... Sorry, taki mamy klimat... Ludzie chcą pracować i czasem zgadzają się na wiele...
@frugo: Przeczytaj ten fragment kilka razy i zastanów się, czy masz rację. Po pierwsze, nie chodzi o to, że pracodawca chce dać zarobić swojemu. Chodzi o to, że od płacy minimalnej, która wynosi obecnie chyba 1680 zł odchodzi jakieś 400 zł do Państwa jako składki płacone przez pracownika oraz dodatkowo pracodawca musi zapłacić kolejne 300 zł jako składki płacone przez pracodawcę. Nie znam dokładnych liczb, więc jakby ktoś chciał to uszczegółowić, to proszę bardzo... I masz łącznie od jednego pracownika, który fikcyjnie zarabia płacę minimalną, 700 zł dla Państwa. To, co mu płacisz za godziny, to już całkiem inne obliczenia... I temu pracownikowi każesz pracować niezgodnie z Kodeksem Pracy, bo musiałbyś Państwu Polskiemu zapłacić drugie tyle, gdyby pracę tej jednej osoby wykonywały dwie osoby. Poza tym okazałoby się przy podziale pracy na dwie osoby, że tak słabo płacisz za godziny ustawowe, że nikt dla ciebie nie chce pracować... Druga sprawa, czy pracodawca by nic nie zrobił, gdyby on miał pracę do zrobienia, a pracownik by powiedział, że nie chce mu się robić po godzinach? Na pewno nic innego: tylko by się pożegnał z takim pracownikiem. W dodatku przypuszczam, że pracodawca zrobiłby to zgodnie z prawem. Jest zasada, że nie można planować z wyprzedzeniem pracownikowi nadgodzin, ale w przypadku uzasadnionych potrzeb pracodawcy pracownik raczej nie może odmówić pracy w nadgodzinach. Inna kwestia jest taka, czy taki zwykły pracownik zna się na tyle dobrze na przepisach, że byłby w stanie stwierdzić, że kolejne nadgodziny są niezgodne z prawem, dlatego pracodawca legalnie nie może go zmusić do pracy... Podobnie jest z urlopem: pracodawca ma prawo ściągnąć pracownika nawet z Egiptu, jeśli stwierdzi, że ten mu jest potrzebny. Kwestia poboczna jest taka, że ten pracodawca musiałby zwrócić pracownikowi część wydanych przez niego pieniędzy... W układzie pracodawca-pracownik ten pierwszy jest na pozycji uprzywilejowanej... Twoja wypowiedź również trąci prywatą. Masz firmę i każesz ludziom robić po 300 godzin, jednocześnie nie uwzględniając +50%/+100% przy nadgodzinach oraz okradając ich ze składek? Czy po prostu nie spotkałeś się pośrednio lub bezpośrednio z tego typu przypadkami? Ktoś ostatnio powiedział, że nasze Państwo istnieje teoretycznie. Miał rację. Sporo instytucji nie zajmuje się tym, do czego zostały stworzone, dlatego właśnie dochodzi do nagminnego łamania prawa przez pracodawców. Nie tłumaczę sprawcy wypadku. Zauważam tylko, jakie mogły wystąpić czynniki. Ten kierowca jest odpowiedzialny za to zdarzenie i nic tego nie zmieni. Jednak uważam, że warto zbadać te "czynniki", które mogły mieć wpływ na zdarzenie. Czy byłbym współwinny zabójstwa, gdyby dał jakiemuś dziecku giwerę, a to dziecko by kogoś zastrzeliło z tej broni? Albo gdybym dał osobie pijanej kluczyki do samochodu, przez co doszłoby do wypadku śmiertelnego?
Twoja wypowiedź trochę trąci prywatą. Sądzę, że opisujesz swoją sytuację bądź kogoś z najbliższego otoczenia i szukasz usprawiedliwienia na wypadek gdyby coś podobnego się Tobie przytrafiło. To, że pracujesz (bądź ktoś Ci bliski) po 300 godz. to nie wina pracodawcy (widocznie pracownik sam wyraża na to chęć a pracodawca pozwala zgodnie z zasadą- lepiej dać dorobić swojemu niż obcemu). Gdybyśmy nie godzili się na dodatkowe godziny pracodawca nic by nam nie zrobił. Poza tym uważam, że pracodawca jeśli płaci za godziny nie ponosi żadnej winy, a już w ogóle nie można o niej mówić w opisywanej powyżej sytuacji. To tak samo jakbyś usprawiedliwiał pijanego kierowcę, który był pod wpływem bo kolega w pracy miał urodziny i nie wypadało odmówić. Wziąłeś pod wzgląd, że być może kierowca mercedesa był pijany i po prostu zbiegł z miejsca zdarzenia? Bądźmy odpowiedzialni a nie szukajmy winnych Japco.
Nie napisałem, że jest bez winy. Napisałem, że jego pracodawca powinien zostać sprawdzony i w razie stwierdzenia sporych nieprawidłowości jego pracodawca powinien również odpowiadać za to zdarzenie. Sorry, taki mamy klimat... W Polsce rynek pracy należy do pracodawcy, a nie pracownika. Ludzie, aby mieć pracę, często nie mają wyboru. Albo zgadzasz się na wszystko, albo dostajesz kopa... Ludzie pracują po 300 godzin, jeśli pracodawca każe lub pozwala na to... Jeśli by pracodawca dawał w miarę normalne wynagrodzenie za wypracowanie ustawowych godzin i gdyby nie zmuszał pracowników do wyrabiania "dwóch nominałów", jednocześnie płacąc ZUS od jednej pensji i to od płacy minimalnej, bo reszta idzie pod stołem, to może takich zdarzeń byłoby mniej... Ucieczka z miejsca zdarzenia nie powinna mieć miejsca. Początkowo bardzo potępiałem ten fakt, bo, jak sam zauważyłeś, wypadek może przytrafić się każdemu, ale ucieczki być nie powinno. Przemyślałem jednak kwestię tej "ucieczki". Mianowicie, tutaj mamy do czynienia ze zdarzeniem, w którym brała udział ciężarówka i rower. Różnica mas jest kolosalna. Jeśli kierowcę ciężarówki oślepiło słońce i wcale nie widział rowerzysty, to również najprawdopodobniej nie miał możliwości, aby usłyszeć uderzenie. Tym bardziej mógł tego nie poczuć... Rowerzysta przez ciężarówkę nawet nie musi zostać zahaczony, aby zginąć. Gdy ciężarówka wyprzedza rowerzystę, nie zachowując odpowiedniej odległości od niego, to podmuch generowany przez ciężarówkę może rowerzystę zepchnąć do rowu, a w przypadku wyprzedzania przez ciągnik siodłowy z naczepą zawirowania powietrza mogą wciągnąć rowerzystę pod naczepę... Istnieje również taka ewentualność, że rowerzysta został uderzony w głowę lusterkiem samochodu. Prawie nigdy samochody nie wyprzedzają rowerzystów drugim pasem, a wystarczy, że rowerzysta minimalnie "straci linię" w momencie, gdy jest wyprzedzany... Kiedyś "straciłem linię" z powodu studzienki na jezdni, a chciał mnie wyprzedzić kierowca autobusu. Centymetry brakowały, abym został "muśnięty" zderzakiem. Oczywiście nie wiedziałem, że mnie autobus wyprzedza. Gdy znowu znalazłem się przy skraju jezdni po ominięciu studzienki, przegubowiec przeleciał kilka centymetrów od mojej kierownicy. Zmieściliśmy się wtedy niemal na jednym pasie jezdni, w Gdańsku na dawnej ulicy Słowackiego... Prawie zawału dostałem... W związku z powyższym uważam, że jest całkiem możliwe, że kierowca samochodu ciężarowego mógł nie zauważyć, że coś się stało... Kiedyś sporo jeździłem rowerem. Od kiedy jeżdżę samochodem, widzę, jak mogą być niewidoczni rowerzyści. Widzę również, w jakich niebezpiecznych sytuacjach czasem rowerzyści biorą udział... Kiedyś wydawało mi się, że przecież jestem pełnoprawnym użytkownikiem drogi i w prawie każdym zdarzeniu, które mi się przytrafiły,winny byłby kierowca samochodu. Po czasie jednak twierdzę, że gdybym miał troszkę mniej szczęścia, to bym wylądował na wózku lub w trumnie, zaś sprawca dostałby "zawiasy" lub by nawet nie zauważył, że mnie uszkodził. To nigdy nie będzie równa "rozgrywka"... Nie uważam, że w przypadku wystąpienia tego zdarzenia można schematycznie stwierdzić: wypadek śmiertelny + ucieczka z miejsca wypadku = 12 lat bez zawiasów Uważam, że trzeba na sprawę spojrzeć trochę szerzej, ukarać tego kierowcę sprawiedliwie, biorąc pod uwagę m.in. rzeczy, które opisałem powyżej, a następnie również ukarać ewentualnych współwinnych. Pozdrawiam Japco