Reklama

Felieton. Auschwitz-Birkenau. Wszystko zaczęło się od słów...

W styczniu 1945 roku żołnierze 1 Frontu Białoruskiego kierujący się na zachód ku stolicy III Rzeszy – Berlinowi, przekroczyli bramy wielkiego kompleksu obozowego, o którego przeznaczeniu nie mieli bladego pojęcia. 27 stycznia przypada 76. rocznica wyzwolenia KL Auschwitz-Birkenau.

To było "dzieło" rąk ludzkich

Chwilę później żołnierze nie mieli już wątpliwości, że znaleźli się w prawdziwym piekle. Piekle, które było dziełem ludzkich rąk. Wówczas, w niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau znajdowało się około 7 tysięcy więźniów, którzy tylko z nazwy przypominali ludzkie istoty, wszak oczom radzieckich żołnierzy ukazały się de facto szkielety obciągnięte ludzką skórą. Dzisiaj, 27 stycznia 2021 roku przypada kolejna rocznica momentu, gdy radzieccy żołnierze stanęli na progu piekielnej otchłani, którą był niewątpliwie KL Auschwitz-Birkenau. Chciałbym jednak nawiązać, do 75. rocznicy wyzwolenia obozu, która miała miejsce przed rokiem. Dlaczego? Dlatego, że słowa, które wtedy padły, mimo upływu czasu, nie tracą swej aktualności.

Reklama

Zbrodniczy system rodził się powoli

Wówczas, głównymi bohaterami uroczystości w odróżnieniu od tych odbywających się w Jerozolimie, nie byli przywódcy światowych mocarstw, lecz Ocaleni. Ocaleni, którzy wyrwali się z uścisku śmierci, dzięki czemu mogli kolejnym młodym pokoleniom przypominać, jak okrutny los może zgotować człowiek drugiemu człowiekowi. Szczególnie w pamięć zapadły mi słowa jednego z więźniów obozu - Mariana Turskiego. We wzruszającym i przejmującym wystąpieniu podkreślił, że zbrodniczy system nazistowski, którego elementem były fabryki zagłady, rodził się powoli, drobnymi krokami. A wszystko zaczynało się od słów, ograniczeń, wykluczeń….. Kiedy słuchałem tych niezwykle ważnych słów, przypomniałem sobie spotkanie z panią Agnieszką, mieszkanką Sztofrowej Huty, o której kilkanaście lat temu zrobiłem reportaż. Opowiedziała mi, że na własne oczy widziała, jak rodził się nazizm, ponieważ w połowie lat 30. XX wieku studiowała w Berlinie. Zwróciła wtedy uwagę na Igrzyska Olimpijskie z roku 1936, które stały się okazją do zademonstrowania siły przez system tworzony przez Adolfa Hitlera. Wkrótce sama miała się przekonać o tym, jak wypaczona jest ideologia wymyślona przez zwolenników narodowego socjalizmu. W szkole, do której chodziła, istniał przedmiot o nazwie – wiedza o rasie. Ze względu na to, że miała czarne kręcone włosy, sama była pokazywana przez nauczyciela jako przykład gatunku „podludzi” czyli Żyda.

Reklama

Wyrwali się z objęć śmierci

Słowa Ocalonych przypomniały mi także Kazimierza Piechowskiego, którego również miałem zaszczyt poznać. Do Auschwitz-Birkenau trafił wraz z drugim transportem i otrzymał numer obozowy 918. Opowiadał mi o apelu, podczas którego o. Maksymilian Kolbe ofiarował swoje życie za życie Franciszka Gajowniczka. Wreszcie usłyszałem z jego ust historię, która mogłaby być doskonałym materiałem na hollywoodzką produkcję, a chodzi oczywiście o jego brawurową ucieczkę z obozu wraz z innymi więźniami. Choć jest to historia bardzo dobrze znana, to przypomnę tylko, że Kazimierz Piechowski wspólnie z kompanami uciekł z tego piekła na ziemi, niemieckim samochodem, przebrany w niemiecki mundur. Pomimo braku dokumentów, udało mu się uciec dzięki bardzo dobrej znajomości języka niemieckiego. Najbardziej utkwiło mi w pamięci to, że o tym niezwykłym dokonaniu opowiadał ze stoickim spokojem, bez patosu, jakby nie było to nic wielkiego. Wtedy pomyślałem, że to wielki człowiek i wielki bohater. Niestety, po zakończeniu wojny został aresztowany przez władzę ludową i skazany na 10 lat więzienia z czego odsiedział 7. Na koniec muszę też wspomnieć o pani Marii z Kościerzyny, której historia dała mi możliwość spojrzenia na wojnę z zupełnie innej perspektywy, mianowicie dziecka. Jako 7-letnia dziewczynka wraz z rodzicami trafiła do obozu w Potulicach, gdzie dzieci chorowały, rozprzestrzeniały się insekty, wszy, pchły, dokuczał świerzb. Najbardziej wstrząsający w jej opowieści był jednak moment, gdy mówiła, jak z obozu wywieziono najpierw ojca, a później matkę, a ona wraz z rodzeństwem pozostała za kolczastym drutem. Dlatego też, nam wszystkim na stałe w pamięci powinny zapisać się słowa wypowiedziane przez Mariana Turskiego, który mówił: Nie bądź obojętny. Auschwitz nie spadło z nieba!

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Dzięki - niezalogowany 2021-01-27 17:25:17

    Dziękuję bardzo za te słowa

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Helena - niezalogowany 2021-01-27 19:00:07

    Pan Redaktor - jak zawsze - pisze o ważnych sprawach i do tego piękną polszczyzną.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Katarzyna - niezalogowany 2021-01-27 19:19:21

    To jest prawda! Mojego dziadka zabrano do KL Stutthof dlatego ze nie dał sie wpisać na Volksliste. Słyszałam koszmar rodziny z tym związany. Teraz tolerancja polega na tym że trzeba godzić się na wszystko to co mówią i robią tęczowi. Brak szacunku do życia drugiego człowieka, jego wiary czy tradycji. Daleko mi do osoby świętej , raczej nadaję sie na koniec kolejki. Nie mam nic do gejów czy lesbijek ale dlaczego oni tak bardzo depczą wszystko to co trzyma nas w pionie. Może jestem faktycznie niemodna . Wydaje mi się że to nas definiuje jako ludzi. Szacunek do siebie i każdego życia ludzkiego.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Koscierski.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości