Temat zniesienia dwukadencyjności wójtów, burmistrzów i prezydentów miast ponownie wraca do debaty publicznej i budzi duże emocje – także wśród mieszkańców naszego regionu. Sprawa nie jest jednak rozstrzygnięta, a prace legislacyjne wciąż trwają i napotykają poważne trudności.
Obowiązujące dziś przepisy wprowadzono w 2018 roku. Zakładają one, że włodarz gminy może pełnić swoją funkcję maksymalnie przez dwie kadencje, liczące obecnie po pięć lat. W praktyce oznacza to, że wielu samorządowców wybranych w 2018 i 2024 roku nie będzie mogło ponownie ubiegać się o urząd w wyborach w 2029 roku i później.
W Sejmie znajduje się jednak projekt, który zakłada całkowite zniesienie tego ograniczenia. Jego zwolennicy argumentują, że to mieszkańcy powinni decydować, jak długo dana osoba sprawuje władzę. Jeśli wójt czy burmistrz dobrze wykonuje swoje obowiązki i cieszy się poparciem społecznym, nie powinno się – ich zdaniem – administracyjnie ograniczać możliwości kandydowania.
Przeciwnicy tego rozwiązania wskazują z kolei na ryzyko nadmiernej koncentracji władzy. Ich zdaniem wieloletnie rządy jednej osoby mogą prowadzić do powstawania lokalnych układów, utrudniać kontrolę społeczną i ograniczać napływ nowych pomysłów oraz liderów. Dwukadencyjność miała być właśnie mechanizmem odświeżania życia publicznego na poziomie lokalnym.
A co na ten temat sądzą nasi włodarze. Zapytaliśmy o to m.in. Grzegorza Piechowskiego, wójta gminy Kościerzyny, który swoją funkcję pełni od 2010 roku.
- Jestem przeciwnikiem ograniczenia kadencji w samorządach. To przecież mieszkańcy decydują o tym, kto zostaje wójtem, burmistrzem, czy prezydentem miasta. Jeżeli jakiś włodarz straci ich zaufanie, to z pewnością nie oddadzą na niego swojego głosu. A najlepszym potwierdzeniem tych słów jest fakt, że w roku 2018 oraz 2024, czyli podczas wyborów samorządowych doszło do takiej właśnie sytuacji. Wówczas, w około 30-40 procentach samorządów doszło do zmiany włodarza – mówi Grzegorz Piechowski, wójt gminy Kościerzyna.
W podobnym tonie wypowiada się Piotr Laska, który pełni pierwszą kadencję jako wójt gminy Dziemiany.
- Osobiście jestem za zniesieniem dwukadencyjności. Jeżeli dany włodarz nie będzie odpowiadał mieszkańcom, to oni go zmienią i nie trzeba do tego żadnych ograniczeń w postaci wspomnianej kadencyjności. Ponadto, dlaczego taka zasada nie obowiązuje np. posłów. Mamy przecież takie przypadki, gdzie poseł pełni swój mandat przez kilkadziesiąt lat. Podobnie jest z radnymi – stwierdza Piotr Laska.
Nieco inne zagadnienie na tę kwestię prezentuje Dawid Jereczek, burmistrz Kościerzyny, dla którego obecna kadencja jest również pierwszą.
- Moja odpowiedź może będzie niejednoznaczna, bo ograniczenie, o którym mówimy, jest rozwiązaniem złym i dobrym. Kadencyjność daje m.in. szasnę innym. Samorząd i mieszkańcy czasami potrzebują takich zmian. Natomiast z drugiej strony, włodarz, który ma świadomość, że to jego ostatnia kadencja - oczywiście teoretyzuję – nie będzie mocno zaangażowany na rzecz rozwoju swojej gminy. Natomiast jeśli wprowadzane są ograniczenia w sprawowaniu funkcji, to myślę, że powinny one również obowiązywać wyżej np. posłów – uważa Dawid Jereczek.
Na dziś projekt zniesienia limitu kadencji utknął na etapie prac sejmowych. Choć odbyły się już pierwsze czytania i konsultacje, brakuje wyraźnej większości politycznej, która pozwoliłaby przyjąć nowe przepisy. Wśród ugrupowań parlamentarnych nie ma zgody – część popiera zmiany, inni pozostają sceptyczni lub otwarcie im się sprzeciwiają.
Co to oznacza dla mieszkańców? Na razie – brak zmian. Obowiązujące przepisy nadal pozostają w mocy, a ewentualna reforma stoi pod znakiem zapytania. Jednak sama dyskusja ma duże znaczenie, bo dotyczy bezpośrednio sposobu zarządzania gminą i wpływu mieszkańców na wybór lokalnych władz.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Oby nie! Bo mam wrażenie, że aktualnie najbardziej zadowolonym PODMIOTEM z obecnie rządzących w mieście jest agencja reklamowa. Jeszcze brakuje papieru toaletowego z grafiką Kościerzyna Warto! Panowie... Rynek pada, ul. Długa - pada. Miasto aktualnie nie sprzyja nowym działalnościom, żadnego pomysłu dla przedsiębiorców. Czapeczki, bluzeczki i inne pierdółki z grafiką Kościerzyna Warto nie przyciągną poważnych inwestorów.
Oby nie! Bo mam wrażenie, że aktualnie najbardziej zadowolonym PODMIOTEM z obecnie rządzących w mieście jest agencja reklamowa. Jeszcze brakuje papieru toaletowego z grafiką Kościerzyna Warto! Panowie... Rynek pada, ul. Długa - pada. Miasto aktualnie nie sprzyja nowym działalnościom, żadnego pomysłu dla przedsiębiorców. Czapeczki, bluzeczki i inne pierdółki z grafiką Kościerzyna Warto nie przyciągną poważnych inwestorów.