Reklama

Bogusław Wołoszański o wyzwoleniu i Kaszubach w czasie II wojny światowej

Za nami niezwykłe widowisko - w sobotę na polach pod Tokarami odbyła się inscenizacja pancernej bitwy, jednej z wielu jakie toczyły się na Pomorzu w marcu 1945 roku. Komentatorem inscenizacji był znany dziennikarz, a przede wszystkim propagator historii - Bogusław Wołoszański. Nam udało się odciągnąć go na chwilę od obowiązków i zadać kilka pytań.

Często ma Pan okazję uczestniczyć w podobnych inscenizacjach?

- To znakomite przedsięwzięcie gminy, starostwa, ale i przede wszystkim rekonstruktorów, którzy zabiegali o to, by coś takiego stworzyć. Ja bardzo się cieszę, że zostałem zaproszony do udziału w tej inscenizacji. Zawsze bardzo chętnie wspomagam tego rodzaju przedsięwzięcia, bo one są potrzebne. Trzeba je ożywiać, zakotwiczać w naszej lokalnej społeczności. Inny cel, jaki mi przyświecał to przekazanie mojego honorarium na rzecz hospicjum pomorskiego. Liczę, że tego rodzaju imprezy będą miały właśnie ten drugi cel. Oprócz krzewienia historii powinniśmy wspomagać takie inicjatywy, jak właśnie chociażby hospicja.

Na ile to, co tu zobaczyliśmy realnie oddaje wydarzenia z 1945 roku?

- Nie zgadza się tylko jedno, tzn. pora roku. Odtwarzane są wydarzenia, które miały miejsce pod koniec marca , ale nie ma to większego znaczenia. Wszystko pozostałe jest bowiem bardzo bliskie oryginałowi. Mam tu na myśli pojazdy, mundury, broń. To nie jest odtworzenie konkretnej sytuacji, która miała miejsce w tym akurat miejscu, ale typowych wydarzeń, które rozgrywały się w czasie tych ciężkich, zaciętych walk o Gdańsk. Kiedy napierało 800 tysięcy żołnierzy radzieckich, a dostępu do morza broniło 140 tysięcy Niemców. Tylko tą drogą ewakuowani mogli zostać cywile, otoczeni już w tym momencie i zamknięci przez Rosjan w kotle gdańskim. Chodzi o pokazanie jednej z wielu sytuacji, które miały wówczas miejsce, o pokazanie broni, umundurowania, ale i udziału naszej zapomnianej brygady im. Bohaterów Westerplatte, która walczyła przecież o Gdańsk, o Sopot. To wszystko karta historii, o której nie należy zapominać.

Te walki, o których Pan mówi były elementem tzw. wyzwolenia. Na Kaszubach i nie tylko pojęcie to budzi skrajne emocje, bo w wielu sytuacjach pomoc radziecka wiązała się z gwałtami i grabieżami dokonywanymi na lokalnej ludności. Nie dla wszystkich było to "wyzwolenie", lecz bardziej zmiana okupanta.

- Myślę, że pojęcie okupanta w przypadku Niemiec jest jednoznaczne. Auschwitz, Treblinka, Sobibór, getto warszawskie i zniszczenie stolicy to jest dla mnie synonim okupanta. Rozmawianie w tych samych kategoriach o tych, którzy tu przyszli z nimi walczyć jest chyba nieporozumieniem.

Kontrowersje budzi też udział Kaszubów w II wojnie światowej. Z jednej strony mamy "Gryfa Pomorskiego", z drugiej słynne volkslisty.

- To jest powiedziałbym pewna tragedia, którą rodzi ziemia. Kiedy ta ziemia zostaje podzielona, kiedy część trafia do jednej armii lub jest do niej wcielana. Tak było m.in. także na Śląsku, gdzie wielu Ślązaków wsławiło się piękną walką o Polskę w czasie powstań śląskich, potem siłą zostało wcielonych do Wehrmachtu. Część z nich dezerterowała, a część została do końca. To samo można powiedzieć o Kaszubach, którzy brali przecież udział w walkach w obronie Wybrzeża w 1939. Był kiedyś w naszej historii taki czas, że się przystawiało łatkę. Historia tymczasem nie jest tak prosta, emocje i motywy nie są tak proste, żeby oceniać to jednym zdaniem. To zbyt skomplikowana, zbyt trudna sprawa.

Czy motyw działań wojennych na Kaszubach pojawił się wcześniej, w którymś z Pana programów?

- Nie, nie zajmowałem się tym z jednego, bardzo prozaicznego powodu. Dopiero teraz, kiedy patrzę na Panterę, na T-34 jest potencjał, który pozwala takie widowisko zrobić. Jeszcze kilka lat temu tego nie było i odtwarzanie tej historii 1945 roku po okresie czterech pancernych, czyli po latach 60., kiedy jeszcze wszystko było pod ręką, później stało się po prostu niemożliwe. Teraz na szczęście i pod względem umundurowania i uzbrojenia to wraca, czego efekty możemy właśnie dziś podziwiać.

Bartek Gruba
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Kaszub - niezalogowany 2017-08-05 11:10:33

    Czytanie ze zrozumieniem sie klamia Pan Woloszanski jasno okreslil co rozumie pod slowem okupant majac na mysli niemcow i czemu przez tyle lat mowiono ze rosjanie nas "wyzwolili"

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    ODKRYWCA - niezalogowany 2012-08-20 22:04:05

    Ruskie naswyzwolili:lol::lol::lol::lol::lol: Temu Panu ja juz dziekuje.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Fanfir - niezalogowany 2012-08-20 12:52:11

    @"Bogusław Wołoszański": Sobota musiała być upalna i pan Wołoszański zapomniał chyba uzupełnić płyny. Katyń, Kozielsk, Ostaszków, wywózki na Sabir, NKWD, ubeckie katownie - to nie są synonimy okupanta? 17 września to nie jest synonim okupanta?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Koscierski.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości