Historia, która rozgrzała opinię publiczną, nie jest niestety ani nowa, ani odosobniona. Temat finansowania kościerskich domów dziecka, poruszony przez radnego Krzysztofa Michnowskiego, wywołał niemałe zamieszanie. A w zasadzie nie tyle temat, co liczby. Bo czy ktokolwiek o zdrowych zmysłach może przejść obojętnie wobec faktu, że na całodzienne wyżywienie dziecka w tych placówkach przeznacza się... kilkanaście złotych, a na miesięczne utrzymanie 700 zł?
Trudno się dziwić oburzeniu radnego, tak samo jak trudno się dziwić reakcji opinii publicznej. Gdy te liczby ujrzały światło dzienne, wywołały falę emocji. Bo to nie są tylko suche kwoty w budżecie. To rzeczywistość dzieci, które z powodów od nich niezależnych znalazły się pod opieką państwa.
Gdy tylko temat stał się głośny, pojawiła się reakcja. Do naszej redakcji wpłynęło pismo od Aldony Plichty, dyrektorki Centrum Administracyjnego Placówek Opiekuńczo-Wychowawczych. Czytamy w nim, że dzieciom niczego nie brakuje, że mają zapewnioną odpowiednią opiekę, że placówki funkcjonują dobrze. Piękny obraz, niemal idylliczny. Ale czy to cała prawda?
Nie podważamy zaangażowania pracowników tych placówek. Nie wątpimy, że robią wszystko, by dzieci miały możliwie najlepsze warunki. Ale nie oszukujmy się – 700 zł miesięcznie na jedno dziecko nie jest kwotą, która może zapewnić komfortowe warunki życia. I nie państwo jest tu głównym dobrodziejem, lecz darczyńcy, sponsorzy, ludzie o dobrych sercach, którzy dokładają cegiełkę do tego, by te dzieci mogły pojechać na wakacje, dostać lepszą odzież, mieć cokolwiek ponad absolutne minimum.
Czy nie powinniśmy zadawać sobie pytania, dlaczego tak się dzieje?
Gdy radni decydowali o swoich dietach, nie było widać takich oszczędności. Miesięczne wynagrodzenie przewodniczącego Rady Powiatu to ponad 3100 zł, radnych – 1600 zł. Na wynagrodzenia starosty, wicestarosty, skarbnika i sekretarza powiatu przeznacza się około 19 tysięcy złotych dla każdego z nich. Czy ktokolwiek z nich zgodziłby się przeżyć za 700 złotych miesięcznie?
Dzieciom wystarczy kilkanaście złotych dziennie, ale dorosłym na kilkugodzinną pracę w miesiącu (to o radnych) potrzeba kilka tysięcy?
Zdumiewająca jest też bierność innych radnych, którzy w milczeniu przyjęli wystąpienie Krzysztofa Michnowskiego. Nikt nie podjął tematu, nikt nie zadeklarował chęci podjęcia działań, które mogłyby poprawić los dzieci. Brak reakcji jest równie wymowny co same liczby. Lepiej milczeć, niż podejmować niewygodne kwestie. Lepiej przymknąć oko, niż przyznać się, że system, który współtworzymy, ma poważne luki.
Ale dzieci w domach dziecka nie mogą sobie pozwolić na luksus udawania, że wszystko jest w porządku.
I dlatego media powinny takie tematy poruszać. Bo jeśli ktoś powinien liczyć się z każdym groszem, to nie dzieci w placówkach opiekuńczych, lecz ci, którzy podejmują decyzje w ich imieniu.
To, co najbardziej uderza w tej historii, to jej smutna powtarzalność. Niedofinansowanie placówek opiekuńczych to problem, który ciągnie się od lat. Dzieci w domach dziecka nie są wyborcami, nie mogą stanowić politycznego zaplecza, nie mają przedstawicieli w radzie powiatu, którzy walczyliby o ich interesy. Ich los zależy od dobrej woli urzędników i ludzi, którzy zdecydują się im pomóc.
Jednak to nie darczyńcy powinni być fundamentem systemu opieki. Odpowiedzialność za zapewnienie godnych warunków życia podopiecznym domów dziecka spoczywa na państwie i samorządzie. Można zrozumieć, że pieniędzy w budżecie powiatu nigdy nie jest za wiele, ale nie można zaakceptować priorytetów, które sprawiają, że radni o własne wynagrodzenia dbają bardziej niż o potrzeby dzieci.
Na koniec warto przypomnieć słowa, które każdy radny wypowiada, obejmując swój mandat:
„Uroczyście ślubuję rzetelnie i sumiennie wykonywać obowiązki wobec Narodu Polskiego, strzec suwerenności i interesów Państwa Polskiego, czynić wszystko dla pomyślności Ojczyzny, wspólnoty samorządowej powiatu i dobra obywateli, przestrzegać Konstytucji i innych praw Rzeczypospolitej Polskiej”.
Może radni powinni od czasu do czasu wrócić do tych słów i zastanowić się, dla kogo tak naprawdę pracują?
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Dobry artykuł ! Daje do myślenia . Nie ma ludzi o dobrych sercach którzy chcieli by coś zmienić. Wziąć dietę i resztę mieć w poważaniu.