Sylwia Trzebiatowska, zwolniona dyrektorka Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Kościerzyna na sesji Rady Miasta zaprzeczyła wszystkim zarzutom, które znalazły się w protokole pokontrolnym przeprowadzonym w placówce, na podstawie którego burmistrz Dawid Jereczek odwołał ją z zajmowanego stanowiska. Była szefowa MOPS-u wyciągnęła przeciwko włodarzowi „ciężkie działa”, zarzucając mu m.in. brak dialogu, nieprofesjonalne przygotowanie ankiet, a także brak możliwości ustosunkowania się do protokołu, przed poinformowaniem przez burmistrza opinii publicznej o jej zwolnieniu. Sylwia Trzebiatowska podkreśliła również, że po informacji podanej do publicznej wiadomości o tym fakcie, spotkała się z falą hejtu w sieci. Dawid Jereczek nie chciał na sesji ustosunkować się do wystąpienia byłej szefowej MOPS.
Sylwia Trzebiatowska, wieloletnia dyrektorka Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej (MOPS) w Kościerzynie, odwołana na początku listopada decyzją burmistrza Dawida Jereczka, zapowiada pozew sądowy przeciwko włodarzowi miasta. Na sesji Rady Miasta Trzebiatowska stanowczo zaprzeczyła zarzutom zawartym w protokole pokontrolnym i zarzuciła burmistrzowi brak dialogu oraz działania na szkodę jej dobrego imienia. Sprawa wywołała szeroką dyskusję podczas sesji Rady Miasta.
Powodem zwolnienia mobbing?
Sylwia Trzebiatowska, wieloletnia dyrektorka Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Kościerzynie została zwolniona ze stanowiska na początku listopada. Decyzję taką podjął burmistrz Dawid Jereczek, który uzasadniał ją w ten sposób.
- Z przeprowadzonej kontroli wynika, że niektórzy pracownicy byli poddawani czynnościom, które mogą nosić znamiona mobbingu. Wobec tego podjąłem decyzję o zwolnieniu pani dyrektor, ponieważ taka sytuacja nie może mieć miejsca. Szczególnie w tak specyficznej placówce jaką jest MOPS – powiedział uzasadniając swoją decyzję Dawid Jereczek.
Dyrektor Trzebiatowska nie chciała wówczas komentować ruchu burmistrza, powiedziała jedynie, że drogi jej i burmistrza rozeszły się ze względu na odmienną sposób zarządzania placówką. Jednak na ostatniej sesji Rady Miasta zabrała głos i przedstawiła swój punkt widzenia na całą sprawę. Była już szefowa MOPS wytoczyła przeciwko burmistrzowi „ciężkie działa”. Zanim to zrobiła, przypomniała, że z placówką z placówką związana była od 18 lat, a w roku 2016 objęła stanowisko dyrektora. Mówiła o swoich sukcesach i osiągnięciach, do których zaliczyła m.in. powołanie Kościerskiego Stowarzyszenia Factum, stworzenie świetlicy dla seniorów, pozyskiwanie środków na realizację różnych projektów, stworzenie w mieście mieszkania wspomaganego (jako jedna z nielicznych gmin w regionie), czy organizację pikników, które już na stałe wpisały się w kalendarz ważnych imprez organizowanych w Kościerzynie. Zaznaczyła, że jej działania przyczyniły się do rozwoju technologicznego samego MOPS-u, a co za tym idzie do lepszego zarządzania nim.
Burmistrz miał naciski?
- Myślę, że każdy z nas pamięta bajkę o wilku i zającu. Mam nadzieję, że w tej historii, którą przedstawię, dowiecie się państwo, kto jest wilkiem, a kto zającem. Dawid Jereczek, 8 listopada, bez dialogu, czyli sztandarowego hasła swojego ugrupowania, odwołał mnie ze stanowiska, a także innych funkcji. Zrobił to na podstawie anonimowej ankiety i sygnałów, które otrzymywał. Chcę jednak podkreślić, że od maja do listopada, w MOPS doszło do 8 kontroli, które przeprowadziły m.in. Najwyższa Izba Kontroli, czy Państwowa Inspekcja Pracy oraz Sanepid. Nie wykazały one żadnych nieprawidłowości oraz błędów. Co więc w tej sytuacji zrobić, by złapać wspomnianego wcześniej zająca? Dawid Jereczek poinformował pracowników, że przeprowadzi na mój wniosek audyt. To prawda, że wnioskowałam o audyt, ale całościowy. Jednak burmistrz zmienił zakres kontroli, by wykazać, że jest mobbing w MOPS. Po kontroli PIP nie udzielił żadnych wskazówek, ale decyzja zapadła ze względu na sygnały, których jak stwierdził, nie będzie ignorował. W rozmowie ze mną powiedział, że ma na mnie naciski, więc się pytam, kto pana naciskał? Komu pan służy? – pytała Sylwia Trzebiatowska.Reklama
W dalszej części swojego wystąpienia poinformowała radnych, że o swoim zwolnieniu została poinformowana przez Dawida Jereczka, który przybył do MOPS ze swoim zastępcą Tomaszem Szalą. Zarzuciła włodarzom, że swojej decyzji nie przekazali pracownikom placówki, a także to, że nie mogła się ustosunkować do treści protokołu, a także nie poinformowali o przysługującym jej prawie do złożenia zastrzeżeń. Dodała jednocześnie, że mimo iż miała termin 7 dni na ich złożenie, burmistrz nie czekając na taki krok, podał do publicznej wiadomości informacje o odwołaniu dyrektorki wraz z powodami takiej decyzji, zawierającymi sugestie o czynach mających znamiona mobbingu.
- Burmistrz wręczył mi wypowiedzenie, a ja się pytam dlaczego nie dał mi dyscyplinarki skoro było tak źle? Dlaczego mi płaci skoro nie świadczę stosunku pracy? I dlaczego MOPS przez kilka dni pracował bez nadzoru, bo dyrektor został zwolniony, a jego zastępca przebywał na zwolnieniu. Takie rozwiązanie umowy jest niemoralne i nie do przyjęcia – kontynuowała Trzebiatowska.Reklama
Fala hejtu w sieci
Podkreśliła też, że publicznie została oszkalowana oraz skazana bez dowodów. Jako przykład podała falę hejtu, która wylała się na byłą szefową MOPS w internecie. Dodała też, że jest matką 8-letniego dziecka, które nie rozumie tego, co zrobił burmistrz. Wspomniała, że grupa osób wypowiadających się w sieci wskazała już jej następczynię, którą ma być żona Dawida Jereczka.
- Burmistrzu, rozumiem, że nie chciałeś ze mną współpracować, ale nie można tego rozwiązywać w ten sposób, że się niszczy komuś życie prywatne i zawodowe – stwierdziła była szefowa MOPS.Reklama
Trzebiatowska przedstawiła również swoje zastrzeżenia do treści protokołu. Zaprzeczyła stawianym zarzutom, podkreślając jednocześnie, że nigdy nie stosowała metod w zarządzaniu, które są nieakceptowane, a także, że nie izolowała pracowników. Negowała również fakt stosowania gróźb. Burmistrzowi zarzuciła również, że ankieta wręczona pracownikom nie była przygotowana profesjonalnie pod względem metodologii badań. Zaznaczyła przy tym, że zawsze preferowała dialog, a pracownicy mogli liczyć na wsparcie i zrozumienie dyrekcji. Sylwia Trzebiatowska powiedziała również, że w trakcie jej kierowania placówką, osoby, które odeszły z pracy, czyniły to głównie ze względu na fakt przejścia na emeryturę albo z powodu lepszych warunków finansowych zaoferowanych w innej pracy. Wspomniała również o tym, że w swojej karierze zawodowej nigdy nie została ukarana za jakiekolwiek nieprawidłowości.
Wątek żony burmistrza
Przekazała również informację, która dla części radnych była zaskakująca.
- 12 listopada opierając się na przepisach ustawy o ochronie sygnalistów, złożyłam do Urzędu Miasta informację o nieprawidłowości jaką odkryłam w MOPS, jeszcze przed pospiesznym i nieprzygotowany zwolnieniem mnie ze stanowiska. Opisana przeze mnie sytuacja jest związana z wykonywaniem obowiązków służbowych przez małżonkę burmistrza wobec na tamten czas klienta, który obecnie piastuje stanowisko w tej Radzie Miasta, co uważam, że było powodem, dla którego w tak bezemocjonalny sposób ze mną postąpiono. MOPS jako organ przyjmujący sygnał wewnętrzny nadał mi status sygnalisty w tej sprawie. A co zrobił Urząd Miasta w tej samej sprawie mając sygnał zewnętrzny o działaniach na granicy prawa lub może bezprawnych? No nic. No może nie do końca nic, bo pan burmistrz pofatygował się do siedziby MOPS, by obejrzeć teczkę MOPS. Czy mógł to zrobić? Sprawa dotyczy jego małżonki i jest związana z nią. A co powinien zrobić urząd? Zgodnie z przepisami kodeksu postępowania karnego, instytucje państwowe lub samorządowe, które dowiedziały się o popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu, są zobowiązane niezwłocznie zawiadomić prokuratora lub policję i przedsięwziąć niezbędne czynności do czasu przybycia organu powołanego do ścigania przestępstw, aby nie dopuścić do zatarcia śladów lub dowodów przestępstwa. Minęło już 14 dni i czekałam na jakiekolwiek informacje na temat działań w kontekście zgłoszenia sygnału zewnętrznego i nie dostałam żadnej informacji – argumentowała dalej Sylwia Trzebiatowska.Reklama
Zapowiedź pozwu
Na zakończenie oświadczyła, że zamierza złożyć pozew do Sadu Pracy przeciwko Dawidowi Jereczkowi, który, jak to określiła, czasowo zarządza miastem. Jednocześnie podziękowała wszystkim za dotychczasową współpracę.
Odpowiedź Dawida Jereczka na wystąpienie zwolnionej przez niego dyrektorki MOPS była bardzo krótka.
- Ja rozumiem linię obrony pani Trzebiatowskiej, ale do tych wszystkich kwestii będę się odnosił przed odpowiednimi organami – odpowiedział burmistrz Jereczek.Reklama
Wystąpienie Sylwii Trzebiatowskiej wywołało ożywioną dyskusję. Radni zabierający głos podkreślali, że ich współpraca z byłą szefową MOPS była zawsze dobra. Część z nich nie ukrywała, że sprawa powinna być inaczej załatwiona przez burmistrza. Zastrzegając, że nie opowiadają się po żadnej ze stron, stwierdzili, że wyrok w oczach opinii publicznej już zapadł.
- To jest sytuacja bezprecedensowa. Sama byłam zaskoczona formą komunikowania o rozwiązaniu stosunku pracy z panią dyrektor. Trzeba mieć świadomość, że chodzi o kierowanie instytucją, która nie cieszy się dużą popularnością. W efekcie mamy do czynienia z falą hejtu, pomówień itp. Tak się nie robi w cywilizowanym mieście. Ta sprawa poszła za daleko, bo wyrok zapadł w sieci – stwierdziła radna Monika Jaskulska.Reklama
Głos w dyskusji zabrał również były burmistrz Michał Majewski, który przypomniał, że w czasie kampanii wyborczej on i jego rodzina również padła ofiarą hejtu.
- Słyszeliśmy, że miał być dialog i uśmiechnięta Kościerzyna. Po tym, co dzisiaj usłyszeliśmy jest zupełnie coś innego. W czasie kampanii nie wiedziałem co to jest uśmiechnięta Kościerzyna, ale dzisiaj już wiem – powiedział Majewski.
Na te słowa ostro zareagował Dawid Jereczek, podkreślając, że radny Majewski poszedł o kilka kroków za daleko.
- Insynuuje pan, że to ja dokonywałem hejtu w kampanii. Oświadczam, że nigdy nie pisałem negatywnych komentarzy. To ja podjąłem decyzję w sprawie zwolnienia dyrektor i nie tylko na podstawie ankiet, ale również rozmów z pracownikami. Jestem przygotowany i gotowy przekazać odpowiednie materiały stosownym organom – odpowiedział burmistrz.
Jednocześnie dodał, że jako osoba publiczna jest gotowy przyjmować różne ataki, ale zaapelował o to, by nie robić tego w stosunku do jego małżonki, która osobą publiczną nie jest. Na koniec dyskusji radny Kazimierz Maszk wyraził opinię, że tą sprawą powinna zając się w szerokim zakresie Komisja Skarg i Wniosków.
Do tematu będziemy wracać
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze