Reklama

Wreszcie będą mieli normalne święta

Przez wiele lat byli zgodnym małżeństwem. Na świat przyszło trzech synów. Mąż miał własną firmę. Żona znalazła pracę na drugą zmianę, co ułatwiało jej opiekę nad dziećmi. Tworzyli kochającą się rodzinę. Nic nie zapowiadało tragedii jaka się wydarzy. Przemoc fizyczna i psychiczna. Zdrady. Zaglądanie głęboko do kieliszka. Więzienie. Separacja i starania się o rozwód. Wspólne życie legło w gruzach.

Po ślubie Zofia Kamińska przeprowadziła się z dużego miasta na Kaszuby, z których pochodzi jej mąż Ryszard. Pierwszy kryzys zaczął się kilka lat po ślubie, kiedy maż oświadczył, że ma… kochankę i będzie miał z nią dziecko. Uznał bowiem, że ona da mu córkę, o której zawsze marzył.

- Przeżyłam koszmar, życie wywróciło mi się do góry nogami - wspomina pani Zofia. - Po jakimś czasie mąż wrócił do domu. Wybaczyłam mu i nigdy do tego tematu nie wracałam. Dopiero po kilkunastu latach wyznał, że wszytko wymyślił. Byłam w szoku, bo to było wyjątkowo perfidne kłamstwo.

Po zażegnaniu pierwszego kryzysu Zofia rodzi jeszcze dwójkę dzieci. Tym razem dziewczynki. Idylla nie trwała długo. Podczas świąt Bożego Narodzenia poniża prawie już dorosłego syna w obecności jego wujka. Na pytanie dlaczego tak postąpił, pada odpowiedź: bo tak mi się podobało. Chłopak wyjeżdża.

Firma Ryszarda plajtuje, dlatego chce wziąć kredyt. Żona ma się pod nim podpisać. Odmówiła, bo wie, że go nie spłaci. Po tej decyzji nawet nie stara się ukryć, że ją nienawidzi.

Wreszcie znalazł dla siebie nowe zajęcie, ale pieniędzy na utrzymanie nie daje. Skończyło się w sądzie. Ma płacić na utrzymanie rodziny. Prawomocny wyrok nie robi jednak na nim żadnego wrażenia.

Ryszard coraz mocniej "zaprzyjaźnia się" z alkoholem. Jeździ po pijaku, czasami z najmłodszą córką. Na szczęście zatrzymuje go policja. Traci prawo jazdy. Po jakimś czasie traci też wolność, ograniczono mu prawa rodzicielskie i ma dozór kuratora.

Więzienna odsiadka pozwala rodzinie żyć w spokoju i bez strachu. "Odpoczynek" od męża i ojca trwa jednak krótko.

Zanim jeszcze trafił za kratki, dał się rodzinie nieźle we znaki. Zaczyna się fizyczna przemoc.

- Wziął mnie za chabety i wystawił na dwór, zamykając drzwi na klucz - relacjonuje pani Zofia. - Na pytanie dlaczego, odpowiedź brzmiała: Żebyś ochłonęła. Tylko nie wiedziałam od czego. Po drugiej stronie drzwi słychać było płacz przerażonych i trzęsących się ze strachu moich dzieci. Po raz drugi uderzył mnie w twarz bez jakiekolwiek powodu. Gdybym się przewróciła, to wylądowałabym na stercie złomu, gdzie była m. in. kosa. Nie oszczędzał też najstarszego syna. Bił i wyrzucał z domu.

Ryszard nie szczędzi też obraźliwych słów, a repertuar ma bogaty. Wyzywać potrafi nawet na ulicy.

Do akcji wielokrotnie wkracza policja. Z różnych powodów. Funkcjonariusze znali ich dom "na pamięć".

Po powrocie z więzienia staje się milutki i wrażliwy. Dobra atmosfera znika jak efemeryda. Ryszard zakazywał żonie i dzieciom widywać się z najbliższymi - nawet ze swoją matką, teściową, ciociami, wujkami i kuzynami. Robił to konsekwentnie i perfidnie, bo zakazywał spotkań rodzinnych z okazji Świąt Bożego Narodzenia, urodzin, a nawet podczas przyjęcia do Pierwszej Komunii Świętej. Nie reagował nawet na prośby swoich własnych rodziców.
Uroczystości w gronie rodzinnym nie mogły odbywać się nie tylko w jego domu, ale nie można też było pójść w odwiedziny. Stosował szlaban w obie strony. Przyjaciół i znajomych również nie akceptował.

Urządzał karczemne awantury o niewymyte naczynia w kuchni, które często lądowały w śmietniku. Zabrał dzieciom komputer i telewizor. Zakazał korzystania ze sprzętu AGD i niektórych pomieszczeń. O kolejnym perfidnym działaniu ojca przekonali się, kiedy Ryszard, wynosił z domu różne rzeczy, a o kradzież oskarżał dzieci. Znikające przedmioty jakimś "cudem" odnajdywały się u niego.

Nie obca była mu też przemoc finansowa. Otrzymywane przez panią Zofię pieniądze były jak ochłapy rzucane na stół. Zawsze miała ten sam dylemat - kupić dzieciom jedzenie czy opłacić rachunki.

Tragiczne wydarzenia kumulowały coraz większy strach, nerwicę i depresję. Spokoju i bezpieczeństwa było w tym domu tyle co kot napłakał. Było multum powodów do tego, aby rodzina otrzymała niebieską kartę.

Najgorsze jednak miało dopiero nadejść. - Dowiedziałam się, że mąż ma u siebie gościa w postaci… kochanki, z którą spodziewa się dziecka - wyznała nasza rozmówczyni. - W ten sposób dwie rodziny są pod wspólnym dachem. Od tej pory oprócz hałasów słyszymy jeszcze płacz dziecka. To co wtedy przeżyłam z dziećmi jest trudne do opisania.

Od jakiegoś czasu mają względny spokój. Nie muszą już korzystać ze wspólnej kuchni. A pomieszczenia Ryszarda od rodziny pani Zofii dzieli korytarz i są osobne wejścia.

- Przeżyłam wiele ciężkich chwil, ale nie dałabym sobie z nimi radę bez pomocy moich dzieci, mojej mamy, rodzeństwa, a przede wszystkim… teściowej - przyznaje. - Wiem, to brzmi dziwne, ale to ona dodawała mi otuchy, mogłam się pożalić, wspierała mnie w ciężkich momentach, nawet finansowo.

Przerywa na chwilę i podczas naszej długiej rozmowy po raz pierwszy się rozczuliła. Dorzuciła też dobrą radę dla kobiet, które mają podobny jak ona życiorys. Przede wszystkim nie wolno się załamywać, nie zamykać się w sobie, szukać życzliwych osób, bo nigdy nie wiemy, skąd przyjdzie pomoc. Może mówić o szczęściu, bo wokół siebie mam takich właśnie ludzi.

Jakie będzie dla nich tegoroczne Boże Narodzenie? - Wigilię spędzimy u mnie w domu - planuje pani Zofia. - I nikt mi w tym nie przeszkodzi. Przyjadą dzieci, a jedno z nich ma w tym dniu urodziny. W pierwszy dzień świąt wyjeżdżamy do mojej rodziny. Jak ochłoniemy, zabliźnią się rany, to chciałabym wszystkich najbliższych bez wyjątku gościć u siebie.

Dla pani Zofii i jej dzieci po wielu latach tegoroczne Boże Narodzenie będzie wreszcie w miarę normalne.

Longina Templin

PS Imiona i nazwisko, a także niektóre szczegóły na prośbę naszych rozmówców zostały zmienione.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    stefan - niezalogowany 2015-12-26 11:14:57

    @behe2: słusznie :P czytać a rozumieć co się przeczytało to sztuka :D Spokojnych Świąt :)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    behe2 - niezalogowany 2015-12-25 21:20:53

    Imiona i nazwisko tak, zgadza sie, ale żeby płeć zmieniać? To coś nowego w artykule, ale nie drążę tematu.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    violka1 - niezalogowany 2015-12-25 20:56:27

    Przecież napisano, że na prośbę rozmówców zmieniono dane i imiona/nazwiska. To chyba logiczne, że się nie zgadza co pisze i po co wywlekać prawdę... skoro sobie zażyczyli brak szczegółów? Choć też przyznaję, że nie rozumiem intencji tego artykułu.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Koscierski.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości