Zima zbliża się wielkimi krokami, a poprawy sytuacji na rynku energetycznym nie widać. Podstawowego źródła opału jakim jest węgiel nadal brakuje, o czym świadczą chociażby kolejki ustawiające się pod kopalniami, które sprzedają węgiel. O problemach z ogrzewaniem, które mogą dotknąć mieszkańców Kościerzyny, informował kilka miesięcy temu Robert Fennig, prezes Miejskiego Przedsiębiorstwa Infrastruktury KOS-EKO, które odpowiada za ciepło w wielu mieszkaniach w Kościerzynie. Spółka ma zapasy węgla, które wystarczą do połowy listopada.
Winter is coming ....- to zdanie pochodzące z serialu HBO "Gra o tron" dzisiaj nabiera zupełnie innego znaczenia. Przede wszystkim budzi wśród wielu mieszkańców naszego powiatu obawę, że zimą będzie naprawdę zimno.
Wsparcie finansowe ze strony rządu w postaci dodatku węglowego nie rozwiązuje w żadnym stopniu problemu, ponieważ za kwotę 3 tys. zł, beneficjent będzie w stanie kupić, jeśli będzie miał oczywiście szczęście, 1 tonę węgla. Z równie poważnymi kłopotami borykają się przedsiębiorstwa, które są odpowiedzialnie za dostarczenie ciepła w miastach. A jednym z nich jest Miejskie Przedsiębiorstwo Infrastruktury KOS-EKO. Jego szef Robert Fennig, kilka miesięcy temu informował radnych miejskich, że spółka, którą kieruje ma węgla do końca września.
W ostatnim czasie udało się zakupić spółce 1000 ton węgla, który wystarczy do połowy listopada. Prezes Robert Fennig zdecydowanie mówi, że aby zakupić kolejne partie opału, konieczne będzie zaciągnięcie kredy
- Z własnych środków nie jesteśmy w stanie zakupić nawet tony węgla. Jednak nie czekamy z założonymi rękami, na to co się wydarzy. Rozmawiamy z bankami, bo czasu naprawdę jest bardzo mało. Z jednej strony węgiel mamy, ale z drugiej, mamy go bardzo mało. A trzeba mieć jeszcze świadomość, że kredyt załatwia się dość długo w naszym systemie bankowym, co oznacza, że w tym przypadku czas ma niebagatelne znaczenie – informuje Robert Fennig.Reklama
Kwota kredytu, o jaką zamierza ubiegać się KOS-EKO to 11 mln zł. Za takie pieniądze spółka będzie mogła kupić około 5 tysięcy ton węgla, które zabezpieczą potrzeby do końca roku. Prezes Fenig zwraca też uwagę, że tak ciężkiego sezonu nie pamiętają nawet najstarsi pracownicy firmy, którą kieruje. Dlatego też spółka musi również być przygotowana na ograniczenia w dostawie ciepła, na wypadek tego, gdyby węgla nie udało się zakupić w odpowiednim terminie. Szef KOS-EKO ma jednak nadzieję, że wszystko zakończy się pomyślnie
- Dobra informacja jest taka, że miał węglowy, którego potrzebujemy, jest dostępny na rynku. Problem polega na tym, że my musimy go kupić, jak najszybciej, a nie dysponujemy odpowiednimi środkami finansowymi. Dlatego sięgamy po kredyt, ale poręczyć go musi gmina miejska. Ponadto, będziemy szukać takiego oferenta, któremu zapłacimy w ciągu 30 dni, a nie będzie żądał od nas przedpłaty, bo jak wspomniałem, my pieniędzy nie mamy – tłumaczy prezes Fennig.Reklama
Jeśli miasto zgodzi się poręczyć kredyt zaciągnięty przez spółkę w kwocie 11 mln zł, i uda się zakupić wspomniane przez prezesa Fenniga 5 tysięcy ton opału, to wystarczy go do końca tego roku. A co będzie później? W tym przypadku szef KOS-EKO ma informacje, które mogą napawać optymizmem.
- My nie mamy pieniędzy w tej chwili, stąd konieczność kredytu. Ale gdy zaczniemy dostarczać ciepło, to wówczas będą do nas spływać opłaty ze strony mieszkańców i to właśnie z tych pieniędzy będziemy kupować kolejne partie opału potrzebne na przyszły rok – wyjaśnia Robert Fennig.Reklama
Jednocześnie dodaje, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że taryfa za ciepło pójdzie w górę.
- Jeżeli pojawią się podwyżki, to będą miały one odzwierciedlenie w naszej taryfie, ale nie powinny pojawić się po stronie klienta. Stanie się tak dlatego, ponieważ dopłata zostanie pokryta z budżetu państwa dzięki ustawie, która została przyjęta przez parlament – dodaje prezes Fennig.
Warto przypomnieć, że w poprzednim sezonie grzewczym, kościerska spółka na zakup węgla wydawała około 3 mln zł. Już na początku tego roku, było wiadomo, że ta kwota będzie zbyt niska, a agresja Rosji na Ukrainę, rozwiała wszelkie wątpliwości co do tego, w jakim kierunku będą iść ceny węgla czy gazu. Robert Fennig wielokrotnie tłumaczył, że w minionym roku cena 1 tony opału kosztowała spółkę nieco ponad 270 zł. W połowie tego roku była to już kwota przekraczająca 1700 zł. Radykalny wzrost cen za opał skutkował tym, że spółka KOS-EKO kilka razy podniosła taryfę za dostarczanie ciepła mieszkańcom, którzy korzystają z usług miejskiej spółki.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze