Potężny pożar, który przed tygodniem strawił niemal całe gospodarstwo rodziny Borowskich, odebrał im dorobek życia i zmusił do walki o przetrwanie. Choć strażacy uratowali dom i część inwentarza, straty liczone są w milionach złotych. Teraz lokalna społeczność i przyjaciele mobilizują siły, by pomóc rodzinie stanąć na nogi przed zbliżającą się zimą.
To była noc, której rodzina Borowskich nie zapomni do końca życia. 17 listopada, kilka minut po czwartej nad ranem, telefon od sąsiada przerwał ciszę – słowa „Palicie się!” stały się początkiem dramatu, który w ciągu kilkudziesięciu minut pozbawił gospodarzy ich pracy, majątku i poczucia bezpieczeństwa. Gdy na miejsce dotarły pierwsze zastępy straży pożarnej, żywioł był już nie do opanowania. Płomienie ogarniały cały budynek: od fundamentów aż po dach, a ogień przerzucał się na stojące obok samochody, maszyny rolnicze i dwa traktory. W płonącej strefie znalazła się także część wyposażenia chlewni.
Strażacy walczyli z ogniem i czasem. Dzięki ich ogromnemu wysiłkowi udało się obronić pobliski dom mieszkalny i dwa budynki gospodarcze, tym samym powstrzymując rozprzestrzenianie się żywiołu. Z płonących zabudowań ewakuowano cały inwentarz – 84 sztuki świń i prosiąt, 19 sztuk bydła oraz 14 koni. Niestety, nie wszystkie zwierzęta udało się uratować. W pożarze zginęło 16 świń i prosiąt oraz 3 byki.
– W budynku znajdowało się około 200 balotów, które strażacy musieli wynosić i dogaszać na zewnątrz. Ze względu na brak możliwości użycia maszyn wszystkie działania wykonywano ręcznie, w aparatach ochrony dróg oddechowych – relacjonował kpt. Mateusz Szmaglik, oficer prasowy KP PSP w Kościerzynie.
Akcja trwała do godziny 17:00 i była jedną z największych w regionie w ostatnich miesiącach. W szczytowym momencie w działania zaangażowane było aż 19 zastępów straży pożarnej z powiatów kościerskiego i chojnickiego. Straty są ogromne – szacowane na około 2 miliony złotych. Strażakom udało się jednak uratować mienie warte blisko milion. Przyczyny pożaru bada kościerska policja.
Zbiórka uruchomiona przez bliskich ukazuje prawdziwy wymiar tragedii. Gospodarstwo Borowskich – miejsce tworzone latami ciężkiej pracy, wyrzeczeń i uporu – przestało istnieć.
- Spłonęło niemal wszystko: maszyny, obora, wiaty, stodoła, część zwierząt, sprzęt, zapasy, samochody, całe źródło utrzymania naszych rodziców. Jak powiedzieć im ‘będzie dobrze’, gdy stoimy na ziemi, która jeszcze paruje po pożarze? - piszą dzieci państwa Borowskich.
W ogniu zginęły nie tylko zwierzęta i budynki, lecz także codzienność, która definiowała życie całej rodziny. Dom przetrwał, ale serce gospodarstwa – obora i chlewnia – zamieniło się w zgliszcza.
Rodzina Borowskich jest znana w lokalnej społeczności ze swojej dobroci. Wielokrotnie pomagali innym rolnikom i sąsiadom w potrzebie, organizując wsparcie i nie odmawiając pomocy o żadnej porze dnia. Teraz to oni potrzebują wsparcia – a bez niego odbudowa gospodarstwa przed zimą będzie niemożliwa.
Priorytetem jest jak najszybsze postawienie nowych budynków gospodarczych, aby ocalałe zwierzęta mogły wrócić do bezpiecznego schronienia. Niezbędne są także środki na zakup sprzętu rolniczego, który spłonął niemal w całości.
- Każda złotówka pomoże im stanąć na nogi i zacząć od nowa – apelują dzieci.
Do pomocy przyłącza się również Ośrodek Wypoczynkowy eFKa Wiele, którego właściciele od lat współpracują z panem Grzegorzem Borowskim.
- To wspaniali, pracowici ludzie. Pan Grzegorz od lat dostarcza do naszego ośrodka wyjątkowe wyroby wędliniarskie i najlepsze regionalne ziemniaki. Zawsze uśmiechnięty, zawsze gotowy do pomocy. Teraz to on potrzebuje naszego wsparcia. Każda, nawet najmniejsza cegiełka, przybliża ich do odbudowy normalności – podkreślają w apelu.
Reklama
Wesprzeć pogorzelców można wpłacając środki za pośrednictwem platformy zrzutka.pl klikając w poniższy link:
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze