To, czego obawiali się samorządowcy, stało się faktem. Pojawiły się już pierwsze kłopoty z dystrybucją węgla. Szczególne trudności dotyczą takiego gatunku jak orzech. Niektóre gminy nie dostały go w ogóle. Czy to oznacza, że mieszkańcy nie będą mieli czym ogrzewać swoich domów?
Kryzys energetyczny od kilku miesięcy spędza sen z powiek mieszkańcom całego kraju. Spora część właścicieli nieruchomości nie decydowała się na zakup opału w trakcie sezonu letniego ze względu na horrendalne jego ceny. Ponadto, o „przeczekanie” apelował również premier Mateusz Morawiecki, który także mówił o tym, by wstrzymać się z zakupem. To były główne czynniki, które decydowały o tym, że mieszkańcy nie kupowali opału. Poza tym, jeszcze przed sezonem grzewczym rozpoczęły się prace nad ustawą, która miała wciągnąć lokalne samorządy w proces dystrybucji węgla. Ustalono, że w takim przypadku mieszkaniec zapłaci za niego nie więcej niż 2 tysiące złotych za tonę. Przedstawiciele samorządów nie ukrywali jednak swoich obaw.
- Jesteśmy małą gminą, która nie ma spółki komunalnej i która mogłaby zająć się dystrybucją węgla. Nie mamy też placu, ani odpowiedniego sprzętu, a to oznacza, że w przypadku wejścia w życie tych przepisów będziemy musieli szukać firmy, która zajmie się tym wszystkim. Pytanie jest też takie, dlaczego nie mogą tego robić właśnie odpowiednie firmy, które mają doświadczenie oraz infrastrukturę – mówił kilka tygodni temu Mirosław Ebertowski, wójt gminy Lipusz.
Obawy samorządowców dotyczyły również jakości węgla.
- Mamy spore obawy dotyczące tego, jakiej jakości będzie węgiel. Nie wiemy co się stanie, gdy zakupimy opał, a mieszkańcy nie będą go chcieli ze względu na złą jakość – tłumaczył Roman Brunke, wójt gminy Karsin.
Pod koniec listopada dystrybucja węgla przez samorządy stała się faktem.
Jak zapowiadali samorządowcy, większość gmin zdecydowała się na współpracę z lokalnymi przedsiębiorstwami, które od wielu lat zajmują się sprzedażą węgla. O ile, obawy dotyczące jego złej jakości się nie ziściły, to po kilku tygodniach pojawił się problem z jego dostępnością, a co za tym idzie dystrybucją. Szczególne kłopoty związane są z orzechem. Nic więc dziwnego, że przedstawiciele gmin, natychmiast poinformowały o tym fakcie mieszkańców.
- Mimo zamówienia 125 ton orzecha, nie otrzymaliśmy go. Jeśli chodzi o sprzedaż groszku będącego w naszych składach, to odbywa się ona na bieżąco w kolejności złożonych do Urzędu Gminy Kościerzyna wniosków. Niestety, pomimo złożonego zamówienia na kolejne setki ton, więcej węgla nie otrzymaliśmy i obawiamy się, że do końca tego roku możemy go nie dostać. Wprawdzie w miniony piątek (16 grudnia) pojawił się komunikat od wojewody, że orzech będzie, to na razie nie dostaliśmy jeszcze informacji, że można go odbierać – wyjaśnia Grzegorz Świtała, zastępca wójta gminy Kościerzyna.
W przypadku miasta dystrybucją opału zajmuje się m.in. Przedsiębiorstwo Infrastruktury KOS-EKO.
- Na chwilę obecną na stanie mamy węgiel, aczkolwiek trzeba przyznać, że występują pewne trudności z jego dostępnością. Na szczęście w naszym przypadku nie skutkowały one brakiem sprzedaży. Jak będzie w przyszłości, to w tym momencie trudno przewidzieć – tłumaczy Robert Fennig, prezes MPI KOS-EKO.
- Jako miasto podpisaliśmy trzy umowy. Pierwsze dwie dotyczyły 300 ton opału, po połowie groszek i orzech. Trzecia dotyczyła natomiast 400 ton i również zamówiliśmy po połowie groszek i orzech. Do tej pory wpłynęło ponad 680 wniosków w sprawie zakupu opału na nieco ponad 1000 ton. Z kolei zaświadczeń do jego odbioru wydaliśmy prawie 350. Odbiór odbywa się, jak na razie, systematycznie, aczkolwiek mamy informacje, że pojawiły się pewne problemy w porcie – mówi Tomasz Nadolny, zastępca burmistrza Kościerzyny.Reklama
Kłopoty z dostępnością opału potwierdza również Andrzej Pollak, wójt gminy Nowa Karczma.
- Problem jest i samorządowcy mówią o tym głośno. Dotyczy on nie tylko orzecha, ale również groszku. Dowodem na to jest dość burzliwa dyskusja na ten temat w jednym z ościennych samorządów w powiecie kartuskim, która miała miejsce podczas sesji. Mamy zapewnienia, że opał będzie, ale, jak na razie, efektów nie widać – stwierdza krótko Andrzej Pollak.
Także mieszkańcy naszego powiatu nie kryją swojego zdenerwowania zaistniałą sytuacją, co można zauważyć na portalach społecznościowych.
„Węgiel będzie w lipcu dla tych, którzy przetrwają zimę, a ich wniosek zostanie rozpatrzony pozytywnie. Pan Sasin wszystko zorganizuje”
„A nasi rządzący całą jesień siali propagandę na kraj w TVP, że opału w postaci węgla kamiennego nie zabraknie. Kto nie łyknął tego, jak pelikan żab, to zaopatrzył się szybciej w opał, a reszta pewnie ma 17 stopni w domu, co jak powiedziała marszałek, jest najlepszą temperaturą do odpoczynku”
„A ludzie w te mrozy marzną niemiłosiernie, a ci wielcy panowie w swoich gabinetach mają cieplutko i resztę mają w ……”.Reklama
To tylko część opinii mieszkańców naszego regionu, które można znaleźć w internecie.
Dodajmy, że oficjalny komunikat PGE Paliwa z 13 grudnia z pewnością nie rozwiewa obaw mieszkańców.
„Z przyczyn niezależnych od nas, związanych z warunkami atmosferycznymi, co w konsekwencji powoduje opóźnienia w procesach logistycznych, zmuszeni jesteśmy anulować od 15.12 wszystkie awizacje oraz wstrzymać dotychczasowe dostawy do odwołania. Za niedogodności bardzo przepraszamy i jak tylko sytuacja wróci do normy skontaktujemy się z Państwem w celu wznowienia dostaw. Wiemy, w jak dramatycznej sytuacji się Państwo i Państwa Mieszkańcy znajdują. Niestety nic nie możemy zrobić”.
Do tematu z pewnością będziemy wracać.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze