Niecałe dwa tygodnie temu odbyło się zebranie sołeckie w Wielu, na którym wybrano nowego sołtysa. Została nim Barbara Synak. Teraz okazuje się, że wybory nie były prawomocne i mieszkańcy będą musieli powtórnie dokonać wyboru sołtysa. Jak mogło do tego dojść?
Wójt Gminy Karsin Roman Brunke wyznaczył nowy termin zebrania wiejskiego na środę godz. 18.00. Mają być na nim powtórzone wybory sołtysa, gdyż Rada Gminy podczas sierpniowej sesji stwierdziła nieważność uchwał podejmowanych przez zebranie. Nikt nie sprawdził, czy podczas głosowania obecna była wymagana liczba mieszkańców.
Aby wybory sołeckie były ważne, zgodnie ze statutem sołectwa, musi w nich uczestniczyć co najmniej 1/5 mieszkańców uprawnionych do głosowania. Dla sołectwa Wiele to 185 osób. Tymczasem w poprzednim zebraniu uczestniczyły zaledwie 134 osoby.
- Liczbę mieszkańców powinien sprawdzić wójt i sekretarz. Jednak tego nie zrobili - tłumaczy Jan Narloch, przewodniczący Rady Gminy Karsin.
Zapytaliśmy się Romana Brunke, jak mogło dojść do tak istotnego przeoczenia. Wójt stwierdził, że sala była wypełniona po brzegi i wydawało mu się, że będzie wymagana większość.
- Gdyby mieszkańcy nie dopisywali się w trakcie trwania wyborów do listy to taka sytuacja nie miałaby miejsca. Od razu sprawdzilibyśmy liczbę uczestniczących w wyborach - tłumaczy wójt.
- W efekcie nie byłoby kolejnych wyborów, bo mielibyśmy przed sobą konkretne liczby. Wiadome jest, że mieszkańcy zgodziliby się na kolejny termin. Drugie wybory mogłyby się odbyć nawet tego samego dnia - wyjaśnia.
Zgodnie ze statutem sołectwa, jeśli nie ma odpowiedniej liczby uprawnionych do głosowania, obecni na zebraniu mieszkańcy mogą ustalić nowy termin spotkania. Uchwały podjęte w nowym terminie nie wymagają już obecności 20 proc. uprawnionych do głosowania.
Sprawa ma drugie dno. Niektórzy mieszkańcy oskarżają wójta o to, że unieważnił wybory z tego powodu, że nie został wybrany na kolejną kadencję Jerzy Stoltman. Były sołtys i przewodniczący komisji rewizyjnej gminy, w ich opinii jest "człowiekiem wójta". Reprezentował w sołectwie jego interesy, a nie mieszkańców. Roman Brunke wie, że sprawa jest komentowana jako spisek i zamach przez nieprzychylne mu osoby. Według niego przeciwko niemu wystąpili także radni PiS, którzy ostentacyjnie nie wzięli udziału w głosowaniu dotyczącym stwierdzenia nieważności uchwały.
Czy niestwierdzenie kworum, które jest warunkiem koniecznym na każdym zebraniu wiejskim, było celowe? Czy wójt przewidując, że "jego" kandydat może nie uzyskać poparcia mieszkańców, popełnił błąd proceduralny, który mógłby umożliwić powtórzenie wyborów na dogodnych dla niego warunkach? Czy też wynikało to ze zwykłego niedopatrzenia?
Do sprawy wrócimy.
BK, MC
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze