Najprawdopodobniej w piątek załoga szpitala dowie się, w których grupach zawodowych rozpocznie się cykl zwolnień. Pracę do końca sierpnia mają stracić 233 osoby, a więc 1/4 wszystkich pracowników. Zwolnienia są jednym z głównych punktów programu naprawczego dla szpitala, który w opinii pracowników jest planem degradacji, dotychczas jednej z najlepszych, placówek w kraju.
Datę, 7 stycznia pracownicy szpitala zapamiętają na długo. Wówczas przedstawiony został im zarys planu naprawczego, który w opinii firmy przygotowującej go, ma uratować placówkę przed likwidacją. Jeszcze bardziej utkwi im jednak w pamięci data10 stycznia, kiedy to dotarła do nich wiadomość, że zwolnienia będą dotyczyły nie 150, ale 233 osób.
ZWOLNIENIA GRUPOWE
- Ludzie już podczas spotkania z wicemarszałek, zarządem szpitala i firmą Know - How byli zszokowani skąd chcą zwolnić 150 osób, jeżeli w tej chwili nie ma już ludzi do pracy. Choćby w pionie pielęgniarskim wynajmuje się zewnętrzną firmę, która zatrudnia pielęgniarki do pracy na oddziałach. Jeszcze większe zaskoczenie dla nas związkowców była informacja, którą w piątek otrzymaliśmy od prezesa, że do zwolnienia jest nie 150 a 233 osoby - mówi Andrzej Pufelski, Przewodniczący Związku Zawodowego "Solidarność".
- Ten kto się nie zmienia, stoi w miejscu. I związkowcy i załoga rozumieją potrzeby zmian. Wiemy, że być może w takim kształcie, w rozumieniu organizacji i struktury zakładu, rzeczywiście trzeba coś zmienić. Wiemy dobrze, że służba zdrowia w Polsce, a zwłaszcza jej finansowanie jest delikatnie mówiąc, dalekie od ideału. Natomiast rozpoczynanie planu naprawczego od poinformowania załogi, że jest was za dużo i za drogo leczycie, wydaje mi się co najmniej delikatną niezręcznością - mówi z kolei dr Arkadiusz Błaszczyk, Wiceprzewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.
Na razie załoga nie wie, z jakich działów i w jakich grupach zawodowych mają odbyć się zwolnienia grupowe. Najprawdopodobniej dowiedzą się o tym już w najbliższy piątek podczas spotkania z prezesem szpitala. Zwolnienia mają być jednak przeprowadzone do sierpnia, a ruszą prawdopodobnie w marcu.
Takie plany pracownicy uznają za celowe działania, które mają doprowadzić do degradacji placówki. W ostateczności może więc dojść do sytuacji, że jedna z najlepszych lecznic w Polsce, rokrocznie znajdująca się w czołówkach ogólnopolskich rankingów pod względem opieki medycznej i przyjazności pacjentowi, może zniknąć z mapy szpitali specjalistycznych.
- Do tej pory pracownicy robili wszystko, by ten poziom, jakość opieki nad pacjentem, zapewnić. Po zwolnieniu znacznej ilości pracowników, to będzie po prostu niemożliwe - podkreśla Andrzej Pufelski.
"CO TO ZNACZY, ŻE LECZYMY ZA DROGO?"
Jedną z przyczyn złej kondycji finansowej kościerskiej placówki, miał być wysnuty przez firmę Know - How (opracowującej plan naprawczy) wniosek, że leczy się tu za drogo. Lekarze pytają więc, co to znaczy, że leczy się za drogo?
- Czy jest gdzieś zapisane, może w konstytucji, że możemy na pacjenta wydać 1000 zł, a nie 1001 zł? Lekarz jest zobowiązany najlepsze siły i środki, swoją najlepszą wiedzę, zaangażowanie wykorzystać w leczeniu każdego chorego. Tak mówi prawo. Rozumiem, że są limity. Jeżeli jednak nie będzie w prawie napisane, że mam wydać na pacjenta nie więcej niż 1000 zł i potem zostanę ukarany, jeśli wydam więcej, to będę leczył jak potrafię najlepiej - mówi dr Arkadiusz Błaszczyk.
- Nie rozumiem pojęcia "za drogo". Leczymy za taką cenę, za jaką kupujemy leki. Przecież nikt ze szpitalem nie negocjuje ceny. Czy naprawdę jest tak, że nie stać nas na utrzymanie dobrego szpitala w takiej miejscowości, jak Kościerzyna, gdzie latem jest 300 tysięcy osób w powiecie? Jeżeli nie stać naszego państwa na opiekę medyczną, to po co nam takie państwo? - pyta wiceszef związku zawodowego lekarzy.
"NAJLEPSI Z NAJLEPSZYCH" PRZYSZLI RATOWAĆ SZPITAL?
Wyjść na prostą kościerskiej placówce mieli pomóc nowi szefowie szpitala. Zdaniem jednak pracowników, wyszło zupełnie odwrotnie.
Jak relacjonują związkowcy, przyjście do Kościerzyny między innymi Zbigniewa Krzywosińskiego zostało opatrzone komentarzem dyrektor Departamentu Zdrowia Urzędu Marszałkowskiego, że "daję wam tutaj najlepszych moich ludzi".
- A na nasze pytanie, czym ci ludzie się wsławili w służbie zdrowia na Pomorzu, to pani dyrektor nie umiała już nam odpowiedzieć. My wiemy, czym oni się wsławili - część z nich niczego dobrego dla służby zdrowia nie zrobiła. Wszędzie tam, gdzie byli źle się działo - podkreśla Andrzej Pufelski.
Niestety nie najlepsza opinia krąży też o firmie Know - How, która opracowała też programy naprawcze dla kilku innych zadłużonych placówek.
- Szpitale restrukturyzowane przez tę spółkę, to dziś szpitale niedoboru, niedostatku, problemów i skarg. Jeśli do tego dążymy, to broń Boże - komentuje dr Arkadiusz Błaszczykowski.
Na potwierdzenie tych słów na stronie facebook Ratujmy Kościerski Szpital można znaleźć linki do materiałów o firmie i nie tylko.
"NIKT NAS NIE PYTAŁ O ZDANIE"
Firma przygotowująca program naprawczy nie pokusiła się nawet o rozmowę ze związkowcami.
- My jako związki zawodowe nie byliśmy proszeni na rozmowy z firmą. Nie mieliśmy okazji wypowiadać się na temat planu i mam wrażenie, że nikt od nas takiej rozmowy nie oczekuje - mówi dr Arkadiusz Błaszczyk.
- Czekamy jednak, by usiąść do stołu negocjacyjnego. Wierzę w instynkt samozachowawczy decydentów. Wierzę w to, że wyborcy przy urnie będą potrafili ocenić, czy ci, którzy zarządzają szpitalem, robią to właściwie. Wierzę, że to zostanie zapamiętane - dodaje.
BĘDĄ PROTESTY
Związkowcy i pracownicy szpitala szukają pomocy wśród kościerskich samorządowców. We wtorek odbyło się spotkanie w Starostwie Powiatowym w Kościerzynie, w którym uczestniczyli przedstawiciele gminy, miasta i powiatu oraz radni sejmiku województwa z terenu powiatu.
Na pewno będą kolejne.
Związkowcy jednak już teraz zapowiadają protesty. Na początku lutego manifestacja w obronie miejsc pracy i szpitala ma przejść ulicami Kościerzyny.
Komentarze