Trzy osoby trafiły do szpitala, a blisko 50 zostało objętych nadzorem sanepidu, po tym jak stwierdzono u nich podejrzenie zarażaniem włośnicą. Sanepid ostrzega przed spożywaniem mięsa niewiadomego pochodzenia, co może grozić utratą zdrowia lub życia.
Trzy osoby były hospitalizowane w Pomorskim Centrum Chorób Zakaźnych i Gruźlicy w Gdańsku w związku z podejrzeniem u nich zarażaniem włośnicą. Dwie z nich już opuściły szpital, trzecia najprawdopodobniej wyjdzie do domu w poniedziałek.
Objawy, a więc bóle mięśni z towarzyszącą wysoką gorączką, wystąpiły także u innych 46 osób, które zostały objęte nadzorem epidemiologicznym. W większości to mieszkańcy powiatu kościerskiego, ale również gdańskiego, wejherowskiego, tczewskiego oraz starogardzkiego. Najprawdopodobniej to jedna z rodzin z powiatu starogardzkiego przetwarzała mięso dzika i świni.
- Z przeprowadzonego przez nas wywiadu wynika, że osoby te zjadły kiełbasę z dzika i wieprzowiny. Dzik najprawdopodobniej miał włośnie. Na podstawie objawów klinicznych chorych możemy podejrzewać, że doszło do zarażenia włośnicą - mówi p.o. Powiatowego Inspektora Sanitarnego w Kościerzynie, Katarzyna Duska.
Swoje dochodzenie w tej sprawie wszczął już inspektorat weterynarii, który ma ustalić skąd pochodziło mięsa dzika.
Jeśli mówimy o zarażeniu włośnicą, na pewno dzik nie pochodził z legalnego źródła. Jak podkreślają myśliwi, po upolowaniu zwierzyny, mięso z każdego dzika musi zostać poddane badaniom.
- Jeśli dzik miał włośnie, a trafił na stół, oznacza to, że nie był on badany - zaznaczają łowczy.
Do sprawy wrócimy.
Anna Lehmann
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze