Reklama

Z obiektywem w nieznane zakątki świata - Magdalena Zelewska portrecistka dusz dzikich plemion

Z aparatem dotarła do przeróżnych zakątków ziemi. Jej wystawa przebyła niemal całą Polskę i nie tylko. Fotografia to jej największa pasja, wyniosła ją z domu. Dziś jej zdjęcia prezentują się na okładkach największych czasopism podróżniczych na świecie. Mowa o Magdalenie Zelewskiej, pochodzi z Sierakowic, mieszka w Paryżu. Swoimi zdjęciami nie tylko inspiruje do zwiedzania świata, ale też odkrywa nieujęte dotąd fotografią plemiona i ich obyczaje. O miłość do podróżowania i fotografii pytał Dominik Ropela.

Która miłość była tą pierwszą - do fotografii czy do podróży?

Do podróży ciągnęło mnie od małego, ale chyba to jednak aparat towarzyszył mi jako pierwszy. Moje wędrownicze pasje mogłam realizować dopiero długo potem, choć rzecz jasna, zawsze z aparatem pod pachą.

Pani fotografie zachwycają. W fantastyczny sposób potrafi pani portretować mieszkańców różnych zakątków ziemi. Na zdjęciach widać dusze bohaterów pani zdjęć. Pamięta pani swoją pierwsze zdjęcie? Jak wyglądały początki przygody z fotografią?

Pierwszego zdjęcia nie pamiętam. Wiem, że mój tata bardzo interesował się fotografią, więc w domu trzymał mnóstwo fotograficznego sprzętu. Od czasu do czasu zamykałam się z nim w wyciemnionej łazience, żeby przy czerwonym świetle zobaczyć, co też udało mu się uchwycić na ostatnich kliszach. Tłumaczył mi wtedy, co w zdjęciach jest ważne i dlaczego. To od taty przejęłam swój pierwszy aparat, krokusa i zapał … Mój romans z fotografią zaczął się w domu, to pewne.


Odwiedziła pani najdziksze zakątki globu. Fotografowała mieszkańców ziem, nieskażonych współczesną cywilizacją. Pokazuje pani piękno autentycznych ludzi, których tożsamości nie zaburzyła jeszcze globalizacja. Wkracza pani do ich świata z aparatem - jak reagują?

To prawda, z projektem Into the Tribes dotarłam do kilku plemion, których dostęp do cywilizacji był znikomy, a reakcje ludzi były bardzo różne. Jedni z uśmiechem od razu zapraszali mnie do siebie i wręcz zachęcali do robienia im zdjęć, jednocześnie dziwiąc się, jak cała rodzina może się zmieścić w tak małym pudełku, jakim jest aparat, inni nigdy nie obdarzyli mnie zaufaniem i podczas mojego pobytu nie miałam odwagi ani razu wyciągnąć aparatu. Wychodzę z założenia, że człowiek którego odwiedzam stoi jednak ponad fotografią, którą chciałabym mu zrobić. Dlatego też nie pcham się na dzień dobry, z butami, żeby jak najwięcej i najszybciej ustrzelić. Najczęściej spędzam z ludźmi parę dni, żeby ich lepiej poznać, zrozumieć ich codzienność, a jeśli mi na to pozwolą - ich w tym kontekście sfotografować.

Jak jest pani odbierana przez plemiona, które pani odwiedza?

Zazwyczaj na początku jest jakieś zawstydzenie, niepokój, może lęk, że ktoś obcy wkracza w ich osobistą przestrzeń. Potem zazwyczaj, kiedy opowiadam trochę o sobie, tłumaczę, kim jestem, co robię, jak wygląda moje życie w mieście - najpierw pojawia się szok i niedowierzanie. Mam wrażenie, że ludzie, którzy żyją blisko natury i organicznie podporządkowują jej swój rytm dnia, przeraża wizja wielkich domów, metalowych samochodów, stale spieszących się ludzi i supermarketów, gdzie wszystko jest dostępne bez większego wysiłku. Wielu z nich rozumie, że żyję w jakiejś abstrakcyjnej dla nich rzeczywistości, ale sam fakt że im o tym opowiadam, często sprawia, że pękają pierwsze lody i fakt, że na co dzień mieszkam w Paryżu, a teraz siedzę z nimi w lepiance i zajadam sorgo, dla nikogo nie ma najmniejszego znaczenia.


Pani fotografie to cenne lekcje etnicznej różnorodności świata. Co chce pani za pomocą swoich kadrów powiedzieć?

Myślę, że głównym przesłaniem serii Into the Tribes jest wezwanie, by nie iść z tłumem, przejmując ogólnie dostępne i uważane za "jedyne właściwe" wartości, trendy, ideały. Nie wszystko, co popularne jest wartościowe. Chciałam też pokazać, jakie bogactwo siedzi w kulturze - nie tylko tej plemiennej, ale także regionalnej. Fakt, że jesteśmy Kaszubami i mamy tak silną tożsamość, jest naszym wielkim skarbem i powinniśmy go pielęgnować.


Spełniła pani marzenie wielu osób - porzuciła pracę w korpo i oddała się podróżowaniu. Nie było trudno tak wszystkiego rzucić i zaryzykować? Nie żałuje pani?

Odeszłam z korpo, to fakt - choć chyba nie można powiedzieć, że wszystko nagle rzuciłam i zaczęłam wędrować po świecie. To był bardziej skomplikowany proces. Kiedy odeszłam z firmy, nie przestałam normalnie żyć i pracować, nawet podczas moich wojaży trzeba było opłacić mieszkanie, rachunki, no i same podróże. Pracowałam więc na własną rękę jako grafik i powiem szczerze, że początki, kiedy jeszcze budowałam swoją bazę klientów, nie były zbyt różowe. Taka praca miała jednak jeden wielki atut - można ją wykonywać na odległość. Dziś znów pracuję na etacie, bo udało mi się znaleźć firmę, która świetnie rozumie moje podróżnicze zapędy i usprawiedliwia każdą absencję. Nie żałuję. Podczas tych kilku lat spotkałam tyle ciekawych i inspirujących osób, ile nie poznałam podczas całego swojego życia. Nauczyłam się wiele o świecie, o sobie, o fotografii, no i nawiązałam współpracę z pismami podróżniczymi, dla których regularnie piszę artykuły, robię fotorelacje, a nawet okładki. Moje życie kręci się wokół podróży i fotografii - a to dla mnie koktajl idealny (śmiech).


W którym momencie fotograficzna pasja przerodziła się w sposób na życie?

Myślę, że to przechodziło w sposób naturalny. Na początku raczej nieśmiało wysyłałam swoje prace na konkursy fotograficzne i kiedy dostałam pierwsze liczące się nagrody (UNESCO, National Geographic, PHOTO, Survival International), zaczęłam zadawać sobie pytanie, czy by nie zrobić z tym czegoś więcej. Stworzyłam więc projekt fotograficzny Into the Tribes, z którym jeździłam po całej Polsce. Pisma podróżnicze w większości same się do mnie zgłaszały, prosząc o publikację, podobnie domy kultury czy klubokawiarnie. Niedawno zadzwonił do mnie ktoś z ratusza 15. dzielnicy Paryża z propozycją wystawy. W sumie nie było jakiejś wielkiej decyzji, która podjęłam. Po prostu jeździłam, robiłam zdjęcia, pokazywałam swoje prace, a reszta zakręciła się jakoś sama.


Pamięta pani swoją pierwsza podróż?

Pierwszą daleką była Australia ponad 10 lat temu. Zakochałam się w niej do tego stopnia, że dość długo rozważałam przeprowadzkę. Potem jeszcze niejednokrotnie do niej wracałam i pewnie nie raz jeszcze pojadę.

W które miejsca chciałaby pani jeszcze wrócić, a które dopiero odwiedzić?

Jak napisała kiedyś Susan Sontag "I haven’t been everywhere but it’s on my list" (Nie byłam wszędzie, ale wszędzie jest na pewno na mojej liście przyp. red.). Lista miejsc do odwiedzenia jest bardzo długa. Żyje w przekonaniu, że cały świat jest tego warty i bez względu na destynacje, która będzie tą kolejną, czeka mnie fantastyczna wyprawa.

Miejsc, do których bym wróciła też jest wiele. W ogóle wszystko bym najchętniej jeszcze raz objechała, tylko może z innej strony, zajrzała w kąty, do których wcześniej nie dotarłam. Myślę, że te same zakątki można odwiedzać w niezliczoną liczbę sposobów i ja najchętniej je wszystkie w każdy możliwy bym przedreptała. 


Z którego zdjęcia jest pani najbardziej dumna? Które jest dla pani najważniejsze, najbliższe?

Najbardziej dumna jestem z portretu, który zrobiłam członkowi plemienia Dani w Papui Zachodniej. Fotografowany mężczyzna przedrzeźniał mnie, bo nie odrywałam się wtedy od aparatu, zwinął więc dłoń w tutkę i przyłożył do oka, imitując mnie. Nie było trudno fotografować tych ludzi, bo mają bardzo plastyczne twarze i dużo się wygłupiają. Stosunkowo łatwo też do nich dotrzeć, więc widok białego człowieka nie był dla nich ani przerażający, ani nie budził nieufności, niemal natychmiast wyciągnęłam aparat. Duma z tego zdjęcia wynika z faktu, że międzynarodowa organizacja broniącą praw ludów pierwotnych na całym świecie, Survival International, wybrała je zdjęciem roku 2017 i umieściła na okładce kalendarza, z którego dochód w całości przekazywany jest na ten cel. Jest to taka moja cegiełka, która częściowo spłacam dług za gościnę, jakiej doznałam u tych ludzi.

Z kolei najbliższe jest mi zdjęcie śpiącej kobiety Karo z synem, których zastałam nad rzeką Omo w Etiopii (wioska Dus). Kontekst jego powstania to długa historia. Powiem tylko, że to jedyny portret, jaki udało mi się stamtąd przywieźć.


Co czuła pani, gdy pierwszy raz zobaczyła swoje foty w National Geographic?

Radość i dumę. Kiedy patrzałam na opublikowane w Travelerze zdjęcie, które zrobiłam na jeziorze Inle Lake w Kambodży, byłam przeszczęśliwa. Przez moment myślałam, że to już to i nic więcej się nie wydarzy. W jak wielkim byłam błędzie! Moja podróż dopiero wtedy brała swój początek. Dopiero później ruszyły wystawy, publikacje obszernych artykułów, następne druki w National Geographic, no i przede wszystkim kolejne wyprawy do Amazonii, Mentawai, Papui, Nepalu, Birmy na Wyspy Zielonego Przylądka, Kubę… Mam nadzieję, że teraz też jestem na samym początku drogi.


Który zakątek świata najbardziej panią zachwycił i wywarł na pani największe wrażenie?

Zachwyciło mnie wyłaniające się o wschodzie słońca spośród chmur Maido na wyspie Réunion, zachwyciły nurkowania na Bunaken, gdzie różnorodność morskiej fauny, aż biła po oczach a gracja, z jaką poruszają się płaszczki, skłania do kompleksów, zachwyciły widoki okalające tysiące buddyjskich świątyń w Bagan w Mjanmie, zachwyciła filozofia życia i tatuaże Mentawai, nieokiełznana natura Amazonii, wulkany na Fogo, maderskie wino, jedzenie w Kambodży, jeziora i ludzie na Kaszubach. Każde miejsce ma swój powód do zachwytów i nie sposób wybrać jedno idealne, wykluczając całą resztę. Każde jest idealne na swój sposób. Trzeba tylko dobrze patrzeć (śmiech).

Z niewielkich Sierakowic trafiła pani do tętniącego życiem Paryża i tam ułożyła sobie życie. Jak doszło do tego, że pani wyjechała? Nie bała się pani życia w tak wielkim mieście?

Z Sierakowic wyjeżdżałam małymi kroczkami. Najpierw na studia, do Torunia, gdzie spędziłam pięć wspaniałych lat. Tu spotkałam osoby wychowane w zupełnie innych kulturach, na odmiennych od moich wartościach, poglądach, doświadczeniach i gustach. Zaczęłam ich słuchać i zafascynowały mnie te historie. Przewartościowałam swoje dotychczasowe pojęcie "normy" jako takiej i wiedziałam już że lubię słuchać niecodziennych opowieści i poznawać odmiennych ode mnie ludzi. Kultura francuska interesowała mnie wtedy szczególnie i wiedziałam, że kiedy tylko odbiorę dyplom, pomieszkam w Paryżu przynajmniej przez rok. Pamiętam jak przyjechałam autobusem z Lęborka. Podróż zajęła mi 24 godziny i kiedy wysiadłam z moją wielką walizą na placu Concorde, w samym sercu miasta, spojrzałam na obelisk, Champs Elysées zakończone Łukiem Triumfalnym, spod którego wyzierało nowoczesne La Defense, z drugiej strony na ogród Tuileries z licznymi barokowymi posągami i uwieńczony szklanymi piramidami Luwru, pomyślałam o tym, jaką wibrację niosą w sobie te współistniejące ze sobą a pochodzące z całkiem innych epok i stylów struktury… Wsiadłam do metra i bardzo cieszyłam się, że na chwilę stanę się częścią tej energii. Było to 12 lat temu, a moja fascynacja Francją trwa do dziś. Do tego Paryż to świetna baza wypadowa na dalekie wyjazdy i co najważniejsze, z domem dzieli mnie zaledwie godzina lotu, co sprawia, że mogę wpadać na Kaszuby, kiedy tylko przyjdzie mi na to ochota (śmiech).

Dziękuję za rozmowę
Dominik Ropela
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    zazdrośnica - niezalogowany 2018-08-29 09:29:35

    i tu można powiedzieć że żyje! strasznie zazdroszczę...odwagi, żeby niestandardowo ułożyć życie my - zwykli śmiertelnicy myślimy, że najważniejsze to dom, maż, dzieci - a to nie prawda żałuje, że mi zabrakło odwagi, żeby tak żyć.....

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Kaszubka - niezalogowany 2018-08-27 21:22:40

    Piękne miejsca, ciekawa pasja i zdjęcia jak do National Geographic :)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Koscierski.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości