Reklama

Wiesław Kiedrowicz żegna się z komendą, ale nie ze służbą i mundurem

25 października jest ostatnim dniem pracy Wiesława Kiedrowicza jako zastępcy Komendanta Powiatowego Państwowej Straży Pożarnej w Kościerzynie. Po wieloletniej służbie wiceszef tutejszej straży postanowił przejść na emeryturę. W związku z tym opowiedział nam o swojej 30-letniej służbie, swoich najtrudniejszych akcjach i planach na przyszłość.

Dlaczego wybrał pan straż pożarną?
Od dziecka podziwiałem mundurowych w pracy. Już wtedy marzyłem o tym, by pomagać ludziom i też założyć mundur. W szkole podstawowej należałem do harcerstwa, a jako nastolatek wstąpiłem do OSP w Liniewie. Ale tak samo jak mundur interesowało mnie rolnictwo. Ojciec pracował w zakładzie mleczarskim w Kościerzynie a matka zajmowała się gospodarstwem domowym. Wspólnie prowadzili małe gospodarstwo rolne, więc początkowo kształciłem się w tym kierunku. Najpierw uczęszczałem do zawodowej szkoły rolniczej, a potem do Technikum Rolniczego w Przodkowie. Pracę dyplomową pisałem z analizy hodowli drobiu na fermach. Na naszym terenie istniało wówczas bardzo mało kurników. Odbywałem praktyki w PGR, w 1983 roku, rozpocząłem staż, a potem pracę w Wojewódzkim Ośrodku Postępu Rolniczego w Lubaniu. Praca bardzo mi się podobała, jednak dostałem powołanie do zasadniczej służby wojskowej. Wówczas można było ją odbywać w jednostkach obrony cywilnej. Otrzymałem przydział do Ośrodka Szkolenia Pożarniczego Straży Portowej w Gdańsku. Po zakończeniu szkolenia i ślubowaniu oddelegowano mnie wraz z dwoma kolegami z rejonu kościerskiego do Terenowej Zawodowej Straży Pożarnej w Kościerzynie. Komendantem był tam ppłk. poż. Marian Szucki. W 1985 roku Gdańsk organizował Mistrzostwa Polski w Sporcie Pożarniczym. Kadrę na te zawody przygotowywał wtedy mjr poż. Jerzy Rożek. Częściowo stanowili ją funkcjonariusze kościerskiej straży, dlatego 30 grudnia 1984 roku ówczesny ppłk. poż. Ryszard Jabłoński przydzielił nas do służby na podziale bojowym. Po kilku miesiącach zwolniło się miejsce w systemie dziennym. Otrzymałem ofertę objęcia tego stanowiska. 25 kwietnia 1985 roku zostałem oddelegowany do pracy w prewencji. W 1987 roku poszedłem do Gdyni na kurs podoficerski. Zaproponowano mi, abym został w komendzie w systemie ośmiogodzinnym. Po uregulowaniu zasadniczej służby wojskowej mogłem wrócić do pracy w Lubaniu, jednak ja zdecydowałem, że zostanę w straży.

Co przeważyło na tej decyzji, że jednak wybrał Pan straż pożarną?
Praca strażaka była odpowiedzialna i niebezpieczna, jednak miała też wiele zalet, takich jak gwarancja i stabilność zatrudnienia, ale przede wszystkim dawała mnóstwo satysfakcji i możliwości rozwoju. Ukończyłem kurs podoficerski w Gdyni, potem pojawiła się możliwość nauki w szkole chorążych w Poznaniu w systemie zaocznym. Zajęcia odbywały się w Tczewie, a egzaminy przeprowadzano w Poznaniu. Szkołę ukończyłem w 1989 roku. W wydziale prewencji pracowałem do 1995 roku. Potem przejąłem kwatermistrzostwo od wspaniałego i doświadczonego kolegi już śp. Mirosława Podjaskiego. W tym czułem się bardzo dobrze. Zawsze starałem się wykonywać jak najlepiej powierzone mi obowiązki i w stu procentach się z nich wywiązywać.

Jak przebiegała Pana kariera w PSP?
W 1995 roku pojawiła się szansa na kształcenie w szkole oficerskiej. Byłem na etacie oficerskim, więc musiałem uzupełnić wykształcenie. Dwa razy zdawałem egzaminy, lecz z powodu braku miejsc nie zostałem przyjęty. W 1997 roku po zdaniu kolejnych egzaminów zostałem przyjęty do SGSP w Warszawie na zaoczne studia inżynierskie, gdzie wspólnie z kolegą dowódcą JRG Wojtkiem Szyszką wyjeżdżaliśmy na zajęcia do Warszawy. W sierpniu 1997 roku pojechałem na miesiąc do Górzycy w dawnym województwie gorzowskim. Podwyższaliśmy tam przy pomocy worków z piaskiem wały przeciwpowodziowe i zabezpieczaliśmy miejsca ujęcia wody na odcinku Słubice - Kostrzyn - Górzyca. Byłem szefem kompanii logistycznej. Kontynuowałem naukę na uzupełniających studiach magisterskich, które ukończyłem w 2003 roku. Na wniosek st. bryg. Jerzego Rożka, ówczesnego Komendanta, w 2007 roku Pomorski Komendant Wojewódzki powierzył mi stanowisko zastępcy Komendanta Powiatowego PSP w Kościerzynie i tę funkcję pełnię do chwili obecnej. Byłem odpowiedzialny za wydział operacyjno-kontrolno-rozpoznawczy oraz JRG Kościerzyna. Przez dwa miesiące - od marca do maja w 2007 roku - pełniłem obowiązki komendanta powiatowego. Jestem także członkiem OSP Liniewo, OSP Kościerzyna i członkiem zarządu oddziału powiatowego ZOSP RP w Kościerzynie.

Czy pamięta Pan swoją pierwszą akcję?
W swojej pierwszej akcji brałem udział jeszcze podczas służby w portowej straży. Podczas szkolenia byliśmy w podziale bojowym. Pojechaliśmy do pożaru elektrociepłowni w Gdańsku. Była to długa i nocna akcja, choć ze zgłoszenia wynikało, że mieliśmy tylko sprawdzić, czy coś się dzieje. Gdy wróciliśmy do koszar wszyscy się z nas śmiali. Byliśmy cali brudni, niemal czarni od sadzy i miału, którym to palono w piecach.

A najtrudniejsza akcja?
Uczestniczyłem w niej z OSP Liniewo, pojechaliśmy do pożaru dużego gospodarstwa do miejscowości Młynek niedaleko Grabowa. Płonęła stodoła i chlewnia. Jechaliśmy na sygnale Starem 25, zatrzymał nas milicjant, pytając, gdzie jedziemy, ale nie mieliśmy miejsca by go zabrać, ponieważ było wielu chętnych na wyjazd. Akcja była długa i żmudna. Kolejna trudna akcja miała miejsce w 1998 roku. Kościerzynę nawiedziła ulewa, straszna powódź. Zalało Plebankę, Dworcową, zniszczyło infrastrukturę miasta. Byłem wówczas na zajęciach w szkole. Koledzy przekazali mi informację, że zalało Kościerzynę. Nie mogliśmy wrócić ze szkoły pociągiem. Tory były zalane. Kolega nas podwiózł samochodem. Budowano tamę na Małej Kolejowej. Działania ratownicze trwały około 20 dni. Całe miasto potrzebowało pomocy. Solidarność wszystkich mieszkańców i zaangażowanie służb zespolonych zdało egzamin. Jednym z trudniejszych działań było uszkodzenie podczas prac ziemnych przy rurze gazowej, a tym samym rozszczelnienie instalacji na ulicy Gdańskiej. Szczęśliwie nikomu nic się nie stało. Było to wczesnym rankiem. Razem z policją informowaliśmy pobliskie zakłady, aby ewakuować ludzi do strefy bezpiecznej. Po zakończonej akcji, w pewnym momencie z sąsiedniego budynku, gdzie doszło do rozszczelnienia gazu, wyszła kobieta. Wszystkim włosy stanęły dęba. Kobieta też była zdezorientowana. Pytała się co się stało. Mówiła, że całą noc pracowała na zapleczu w sklepie. Nie słyszała nic. W swojej pracy zawodowej uczestniczyłem w wielu trudnych do zrozumienia akcjach takich, jak śmierć dwóch młodych osób na torach, wypadek samochodowy trzech młodych osób, pożar altanki, w której spłonęli dwaj bezdomni oraz wielu akcjach ratowniczych czy ratowniczo-gaśniczych.

Gdyby miał Pan szansę ponownie stanąć przed wyborem pracy, czy dziś też wstąpiłby Pan w strażackie szeregi?
Gdybym miał wybierać jeszcze raz, to wybrałbym tak samo. Naprawdę nigdzie nie miałbym lepiej, choć w Lubaniu zapowiadało się również doświadczalnie. W czasie mojej pracy zawodowej spotkałem wspaniałych ludzi. Bardzo dziękuję poprzednim komendantom, jak i obecnemu za możliwość rozwoju, podwyższenia kwalifikacji zawodowych oraz awansowania. Czas spędzony w tej jednostce wspominam bardzo miło.

Czy jest coś za czym będzie Pan szczególnie tęsknił?
Kończę pewien etap w moim zawodowym życiu. Jest to na pewno trudny moment, zwłaszcza, jeśli odchodzi się z miejsca, w którym tyle lat przepracowałem. Taka jest jednak kolej rzeczy. Osiągnąłem wysługę emerytalną i postanowiłem skorzystać z możliwości przejścia na emeryturę. Zdecydowałem, że jest to odpowiedni czas. Na pewno będę tęsknił za rannymi godzinami wstawania i pracą,za współpracownikami z komendy, za spotkaniami z ochotnikami, ich serdecznością i zawsze gościnnym przyjęciem. Przez wiele lat pełniłem funkcję rzecznika prasowego, dlatego chciałbym podziękować wszystkim mediom za współpracę.

Co dalej? Czym będzie się Pan zajmował na strażackiej emeryturze?
Nadal będę współpracował z ochotniczymi strażami pożarnymi w powiecie. Jestem też konserwatorem podręcznego sprzętu gaśniczego. W końcu będę miał również więcej czasu dla rodziny. Do tej pory na pierwszym miejscu stawiałem straż pożarną. Moja żona zawsze mi powtarzała, że ożeniłem się ze strażą i jest to moja pierwsza żona, a ona jest tą drugą. Odpowiadałem, że jak pójdę na emeryturę, to jej to wszystko wynagrodzę. Pewnie nigdy nie nadrobię tego czasu, ale będę się starał.

Dziękuję za rozmowę.

AL
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Koscierski.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości