Gdyby nie gol Wirkusa na sześć minut przed końcem meczu - początek sezonu zakończyłby się dla piłkarzy Kaszubi nie rozczarowaniem, a kompromitacją. Przystępujący do walki o powrót na III-ligowe boiska biało-bordowi zaczęli od falstartu, remisując tylko w sobotę na własnym boisku z Potokiem Pszczółki 1:1.
Podopieczni Pawła Budziwojskiego, mimo kilku kadrowych zmian, byli faworytem tego spotkania. Goście, szósty zespół IV ligi w poprzednim sezonie podszedł jednak do potyczki z gospodarzami bez kompleksów, co przyniosło efekt już w 22 minucie. Dokładne podanie Kursa na gola zamienił debiutujący na tym poziomie rozgrywek 19-letni Mateusz Wólczyński i to Potok wyszedł na sensacyjne prowadzenie.
Kaszubia przeważała, zdecydowanie częściej utrzymując się przy piłce i co jakiś czas groźnie atakując rywali, ale długo nic z tego nie wynikało. Niemiłosiernie pudłowali Kwietniewski, Rusinek czy Prądziński. Gdy do ostatniego gwizdka sędziego pozostawały już jedynie minuty, wreszcie skomasowana obrona zespołu z Pszczółek skapitulowała. Po błędzie jednego z obrońców piłkę przed polem karnym przejął Wirkus, uderzył z około 20 metrów i umieścił futbolówkę tuż przy słupku.
Na kolejne trafienie zabrakło czasu i zdecydowanie skuteczności w szeregach kościerskiego zespołu. Kaszubia sezon rozpoczęła więc od skromnej, bo jednopunktowej zdobyczy. Oby w kolejnych kolejkach było już znacznie lepiej.
Komentarze