"Kim zostaniesz gdy dorośniesz? - Strażakiem. Będę ratował ludzi i pomagał innym. Będę bohaterem". Strażacki mundur to dziecięce marzenie niemal każdego chłopca. Wielu po latach podejmuje próbę, by je urzeczywistnić. Czeka ich jednak niełatwa droga - najpierw muszą przejść drogę kwalifikacyjną, a potem - w codziennej pracy stawiać czoło ludzkim tragediom, walczyć z ogniem, a często też i ze śmiercią. By wstąpić w strażackie szeregi trzeba mieć odpowiednie predyspozycje. Chodzi nie tylko o siłę fizyczną, ale przede wszystkim o tę psychiczną.
Każda akcja jest trudna - podkreślają strażacy. Przywołują w pamięci wiele tragicznych historii, z którymi przyszło im się spotkać. Do śmierci można się przyzwyczaić - mówią. - Ale nie da się jej zapomnieć, wypadki ze skutkiem śmiertelnym na zawsze pozostają w pamięci.
Twarzą w twarz ze śmiercią
Był 3 lipca 2009 roku, pierwszy dzień mojej służby. W dzień wyjeżdżaliśmy dwukrotnie do małych zdarzeń, pomyślałem wtedy, że początek w straży nie jest najgorszy. W nocy włączyła się jednak syrena. Zostaliśmy wezwani do pożaru mieszkania w Kościerzynie. Gdy dotarliśmy na miejsce poddasze było już całe w płomieniach. Dom wyglądał jak pochodnia. Ogień zajął drewniane schody prowadzące do mieszkania, gdzie uwięzione zostały trzy osoby. Jeden ze strażaków z Łubiany spadł ze schodów, próbując dotrzeć do środka. Niebezpieczeństwo rosło z każdą chwilą. W pewnym momencie wybuchł bojler z wodą. W końcu udało nam się wedrzeć do mieszkania. Wyciągnęliśmy z płomieni najpierw mężczyznę, potem chłopaka i na końcu kobietę. Niestety nikt z nich nie przeżył...
Najtrudniej...
Najbardziej boli śmierć dzieci, z nią nie da się oswoić i nie da się zapomnieć... Pamiętam, że wracaliśmy wtedy z jakiejś akcji. Właściwie stało się to na naszych oczach. Mężczyzna kierujący samochodem zasłabł. Auto, które prowadził zjechało na chodnik, którym szła matka z trójką dzieci. Samochód przygniótł ich do ściany. Jedno z dzieci zmarło na miejscu. Od tego czasu minęło jakieś dziesięć lat, jednak wciąż staje mi przed oczyma widok klęczącej matki ściskającej w ramionach swoje dzieci...
Poszukiwania...
Jest wiele zdarzeń, które odciskają na psychice nieodwracalne piętno. Jako członkowie Specjalistycznej Grupy Ratownictwa Wodno-Nurkowego często uczestniczymy w akcjach poszukiwawczych dzieci. Momentu, gdy w wodzie znajduje się nieruchome już ciałko nie da się opisać, ani wyrzucić z pamięci. Najgorsze jest przekazanie ciała czekającej na brzegu rodzinie...
Tylu powrotów, ile akcji
30 stycznia 2010 roku, godzina 5.20. Nowa Wieś. Gdy przyjechaliśmy na miejsce zdarzenia okazało się, że pali się garaż, w którym znajduje się butla z acetylenem. Akcja trwała jakieś 10 minut, gdy doszło do wybuchu. Jedna osoba zginęła na miejscu. Łącznie ucierpiało siedem osób. Podczas akcji ranny został nasz kolega. Musiał przejść na emeryturę, gdyż odniósł takie obrażenia, które nie pozwoliły mu na powrót do sprawności niezbędnej do pełnienia służby. Inny miał problemy z nogą, ja z plecami. Gdy butla wybuchła, w drodze na miejsce zdarzenia byli już strażacy z OSP z Wielkiego Klincza. Gdyby przyjechali pięć minut wcześniej, ucierpiałoby więcej osób. Na szczęście tym razem udało nam się przeżyć.
Tykające bomby...
Zdarzenia, przy których może dojść do wybuchu gazu, są najbardziej niebezpieczne. Taka butla z gazem zmienia się w tykającą bombę. Gdy dochodzi do pożaru piwnicy, czy garażu, nigdy nie wiemy, co znajduje się w środku. Dobrze jest, gdy mieszkańcy przed wejściem informują nas, co trzymają w środku. Inaczej możemy trafić na bombę. Gazy techniczne pod wpływem temperatury się rozszerzają i dochodzi do wybuchu...
W ciągu roku strażacy z powiatu kościerskiego wyjeżdżają do akcji około 1000 razy. Wśród zdarzeń niebezpiecznych, trudnych i bolesnych zdarzają się też takie, które po latach wywołują uśmiech na twarzy...
Na ratunek koledze w studni
Kiedyś jeden z dyżurnych odebrał telefon od płaczącego mężczyzny, który ledwo mógł wykrztusić słowo. Poinformował, że jego kolega wpadł do studni. Okazało się, że dwóch kolegów się pokłóciło, wdali się w bójkę i jeden z nich trzasnął drzwiami i wyszedł. Przyjeżdżamy na miejsce, rozwijamy sprzęt, zaglądamy do studni, a tam... pływa kot. Okazało się, że mężczyzna, który w złości wyszedł, do studni wrzucił kota.
Pająk olbrzym...
Innym razem, zadzwonił do nas mężczyzna, który poinformował, że w jego mieszkaniu znajduje się olbrzymi pająk. Dyżurny kazał zgłaszającemu zamknąć drzwi w tym pokoju, gdzie był ten groźny zwierz. Przyjeżdżamy na miejsce, otwieramy drzwi do tego pomieszczenia, rozglądamy się, szukamy... i nic... Groźnej tarantuli ani widu ani słychu. Tymczasem przerażony mężczyzna wskazując na stół krzyczy "Tam jest! Tam!" Patrzymy, wyostrzamy wzrok i rzeczywiście siedział tam mały pajączek.
Krew z jagód
Jakiś czas temu, nie tak dawno, otrzymaliśmy zgłoszenie o pani wymiotującej krwią w kościele w Kościerzynie. Ratownicy medyczni mieli w tym czasie inną interwencję i nie mogli pojechać, więc skierowano tam nas. Panią wyprowadzono z kościoła. Podaliśmy jej tlen, udzieliliśmy pomocy. Po kilku minutach przyjechała karetka pogotowia. Ratownik spytał się chorej, co jadła. Odpowiedziała, że piła maślankę i jadła jagody. Okazało się, że nie wymiotowała krwią, tylko zaszkodziły jej mleko i jagody, które nadały zwracanej treści żołądka oryginalny kolor.
Służba nie zawód
Dlaczego zawód strażaka? To pasja, powołanie. Osoby zgłaszające się do pracy w służbach mundurowych na pewno nie robią tego, ze względu na kwestie finansowe, bo wbrew pozorom wynagrodzenie nie jest duże.
Aby zostać strażakiem trzeba spełnić sporo wymogów - mieć dobre warunki fizyczne i psychiczne, przejść przez cały szereg badań, spotkań ze sztabem lekarskim, który ostatecznie podejmie decyzje o tym, czy dana osoba jest zdolna do służby. Marzenia to jedno, a ich urzeczywistnienie i służba, drugie. My wchodzimy tam, skąd inni uciekają. Czasem wiąże się to z narażaniem i zdrowia i życia.
Pracę traktujemy jak służbę. Nasze rodziny rozumieją to, że musimy dyżurować w niedziele i święta, bo na naszą pomoc ktoś czeka.
Prawa i przywileje, które mamy, nie są za darmo. Człowiekowi wydaje się, że jest przyzwyczajony do tragedii, że się oswoił i nie robią już na nim wrażenia, ale to nieprawda. Zawsze coś zostaje w człowieku.
Każda służba jednak kiedyś się kończy. Trzeba się otrząsnąć i służyć dalej...
Swoimi przeżyciami podzielili się: zastępca dowódcy JRG Kościerzyna st. asp. Mariusz Burandt, sekc. Przemysław Kaszubowski, st. sekc. Karol Wołoszyk, sekc. Dariusz Dunajski, mł. ogn. Maciej Wysiecki, st. kpt. Tomasz Holc, asp. Marek Duzowski, st. ogn. Zygmunt Jereczek, sekc. Tadeusz Cybulski, st. sekc. Szymon Lademan, st. ogn. Robert Kerlin oraz st. straż. Paweł Plutowski.
W realizacji materiału pomogli również Komendant Powiatowy PSP w Kościerzynie bryg. Tomasz Klinkosz oraz zastępca mł. bryg. Wiesław Kiedrowicz. Za co dziękujemy.
Anna Lehmann
współpraca: Natalia Bobrowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze