Agresja Rosji na Ukrainę odbija się na sytuacji rolników, którzy wydają coraz więcej pieniędzy na prowadzenie swoich gospodarstw. Wielu z nich nawet nie stać, by kupić np. nawozy. Przedstawiciele branży rolniczej z naszego regionu nie ukrywają, że na ich katastrofalną sytuację ma wpływ nie tylko wojna za naszą wschodnią granicą. Jednocześnie dodają, że ceny podstawowych artykułów spożywczych nadal będą rosły i trudno przewidzieć, kiedy wyhamują.
Od wielu miesięcy ceny na półkach sklepowych rosną w zastraszającym tempie, wprowadzając w przerażenie konsumentów, którzy podczas zakupów liczą każdą złotówkę. Ich radykalny wzrost nie dotyczy wcale rarytasów, ale podstawowych artykułów takich jak chleb, masło, olej, nabiał itp.
- Jeszcze w ubiegłym roku za chleb oliwski płaciłam 2,95 zł. Dzisiaj trzeba za niego zapłacić ponad 5 zł i jak mówią sprzedawcy, nie jest to ostateczna cena. Ja naprawdę nie wiem co to będzie dalej. Takiego kryzysu to ja naprawdę nie pamiętam, a najgorsze jest to, że jego końca nie widać. Współczuję przede wszystkim osobom starszym, których emerytury w naszym kraju są bardzo niskie, a większość swoich pieniędzy wydają na leki. Jeżeli ceny nie wyhamują, to chyba będą musieli z nich zrezygnować, bo w innym przypadku nie będzie ich stać na zakup jedzenia – mówi Weronika, mieszkanka gminy Kościerzyna.
Surowce rolne gwałtownie drożeją na całym świecie, bo Ukraina oraz Rosja to znaczący eksporterzy zbóż i roślin oleistych. Warto wspomnieć, że w marcu na giełdzie paryskiej pszenica i kukurydza podrożały o prawie 40 procent. Radykalnie w górę poszybowały również ceny rzepaku. Jak podkreślają eksperci, ceny będą rosły dalej z powodu sankcji nałożonych na Rosję, a ta jest największym, światowym producentem pszenicy. Nasz kraj jest wprawdzie dużym producentem i eksporterem zbóż, jednak poważnym czynnikiem kształtującym ceny w Polsce, są notowania na rynku europejskim i amerykańskim.
- Sytuacja, która ma miejsce po prostu nas zabija, a składa się na nią kilka czynników. Mam na myśli przede wszystkim ceny nawozów oraz paliwa. Ponadto, może być bardzo mało zboża, a wielu rolników nie chce go siać. Ludzie już teraz przecierają oczy, gdy kupują chleb, ale moim zdaniem to nie koniec. Będziemy za niego płacić 10 zł. Wielu rolników rezygnuje również z chowu świń, bo jest to nieopłacalne. Sam miałem do niedawna 30 sztuk macior, a teraz mam 6. Dodatkowym problemem będzie sprzedaż naszych produktów za kilka miesięcy, gdy w połowie roku do ceny paliwa będzie doliczany VAT i pojawi się pytanie czy sprzedawać z VAT-em, czy bez, ponieważ od kilku miesięcy rolnicy, podobnie jak wszyscy, kupują paliwo, w którym nie jest wliczony VAT. Wyższe ceny surowców rolnych, takich jak zboża czy rzepak, będą miały wpływ nie tylko na ceny pieczywa, mąki czy też oleju. Zboża oleiste, to główne składniki pasz, więc wzrost ich cen ma bezpośrednie przełożenie na koszty produkcji mięsa – stwierdza Jerzy Bałachowski z gminy Liniewo, członek zarządu Polskiego Związku Hodowców i Producentów Bydła Mięsnego w Warszawie.Reklama
Jak podkreślają przedstawiciele branży rolniczej, drożeje nie tylko wieprzowina, która do tej pory była dość tania, ale też wołowina i drób, których ceny już wcześniej szybko szybowały w górę. Ich zdaniem, sytuacja jest dramatyczna.
- Jednym z głównych problemów są ceny środków do produkcji rolnej. Ceny nawozów dla wielu rolników są po prostu nie do zaakceptowania. Niektórzy mieli jeszcze jakieś zapasy, ale spora część nie będzie w stanie ich kupować. A trzeba pamiętać, że bez nawozów azotowych na naszych słabych glebach nie ma co liczyć na udane zbiory. Rosną również ceny środków ochrony roślin, a ceny zbóż dla hodowców także nie są do zaakceptowania. Gdy do tego dodamy kwestie pogodowe, na przykład suszę, to naprawdę robi się nieciekawie. Ze względu na toczącą się wojnę za naszą wschodnią granicą perspektywy na zmianę sytuacji nie są dobre, bo trzeba pamiętać, że ukraińscy rolnicy nie obsieją około 40 procent swoich pól, ponieważ są one zniszczone, zaminowane, a porty są zablokowane – wyjaśnia Ryszard Kleinszmidt, przewodniczący Rady Powiatowej Pomorskiej Izby Rolniczej Powiatu Kościerskiego.Reklama
Podwyżki żywności, które obserwujemy od wielu tygodni są efektem nie tylko droższego paliwa, ale także słabej polskiej waluty. Dzieję się tak, ponieważ ceny surowców rolnych w Polsce zależą od notowań na giełdach, gdzie płaci się w euro lub dolarach. Rolnicy zwracają uwagę, że słaba złotówka jest efektem fatalnej polityki Narodowego Banku Polskiego.
- Wszyscy mówią o tym, że kryzys i wysokie ceny są pokłosiem wojny na Ukrainie. Jednak proszę pamiętać, że ceny zaczęły radykalnie iść w górę już wiele miesięcy temu. Inflacja nie zaczęła się na początku tego roku, a znacznie wcześniej. W moim przekonaniu do tak dramatycznej sytuacji, jaką mamy teraz, doprowadziły m.in. fatalne decyzje Narodowego Banku Polskiego, a właściwie ich brak. NBP powinien reagować zdecydowanie wcześniej, ale tego nie robił, bo zdaniem prezesa sytuacja była bardzo dobra. Teraz widzimy, czym się to kończy. Gdy do tego dołożymy złą politykę rolną w naszym kraju, mamy tego efekty w postaci bardzo ciężkich czasów – stwierdza Stanisław Narloch, wiceprzewodniczący komisji rolnictwa w Radzie Gminy Liniewo.Reklama
Zdaniem wielu ekspertów zajmujących się branżą rolniczą, kumulacja wzrostów cen może się zbiec z końcem obniżki stawek VAT na żywność, którą wprowadził polski rząd w 2021 roku.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze