Reklama

Sprawdź jak wygląda raj!

Hodowla świń, krów, pszczół i kur, sery, przetwory i rękodzieło z własnego wyrobu a do tego niesamowita życzliwość między mieszkańcami - to na co dzień zobaczyć można w Osadzie Burego Misia w Nowym Klinczu. Sprawdź jak wyjątkowe to miejsce! Już w sobotę uroczystość 30-lecia istnienia wspólnoty.

Osada Burych Misiów - ta nazwa dla wielu brzmi, obco, infantylnie i nieco dziwnie. Jednak dla większości mieszkańców Nowego Klincza i okolic to miejsce kojarzące się z pięknem i przykładem wspaniałej wspólnoty. Tam bowiem, pośród pól, lasów i jezior żyje kilkadziesiąt osób - 20 osób niepełnosprawnych, ich 14 opiekunów i dwie małe dziewczynki.

Dlaczego Bure Misie?

Pomysłodawcą i założycielem wspólnoty jest ksiądz Kuba Marchewicz, pochodzący z Kościerzyny zakonnik, członek Zgromadzenia Zmartwychwstania Pana Naszego Jezusa Chrystusa. To on zapoczątkował obozy dla osób niepełnosprawnych pod Kościerzyną.

Pierwszy odbył się w 1984 roku. Podczas przygotowań Kuba Marchewicz szukał nazwy dla obozu.

- Według harcerskiej zasady obóz ten powinien mieć jakąś nazwę. Działałem wtedy w Ruchu Harcerstwa Rzeczpospolitej i każdy z nas miał jakąś "ksywkę". Moja brzmiała "Bury Niedźwiedź". Postanowiłem więc nazwać ten twór "Obozem Burego Misia". Ta nazwa przylgnęła do nas, zaczęła być używana powszechnie przez wszystkich. Dziś, kiedy robimy zakupy w markecie i prosimy o fakturę to Panie ekspedientki pytają jakimi misiami się opiekujemy: brunatnymi czy polarnymi. Nazwa jest więc intrygująca. Moi bracia zakonnicy mówili, ze to jest bardzo zła nazwa, że brzmi bardzo infantylnie, ja tak nie uważam - mówił ks. Kuba.

Kiedy uczestnicy obozu wrócili w okolice Krakowa postanowili spotkać się na herbacie i powspominać "harce w kaszubskich lasach". I tak, po pierwszych spotkaniach nadszedł czas na następne, po nim kolejne i kolejne. Spotkania stały się cykliczne i przerodziły się we wspólnotę.

- Najpierw powstała wspólnota, później fundacja, a na końcu osada "Burego Misia". Dzięki temu, że ta nazwa tak przylgnęła to uniknęliśmy używania pojęcia "niepełnosprawny" czy "upośledzony". Bo Bury Niedźwiedź to osoba sprawna, zdolna do głębszych refleksji, a Bury Miś to przyjaciel, który towarzyszy niedźwiedziowi. Przez 30 lat nie używamy między sobą określenia niepełnosprawny. Nie robią tego ani podopieczni, ani opiekunowie, ani kadra - kontynuuje duchowny.

Jak Bure Misie trafiły do gminy Kościerzyna?

Był rok 1984, w Polsce panował jeszcze głęboki PRL. W tej smutnej rzeczywistości kleryk Kuba, którego zgromadzenie znajdowało się na co dzień na Śląsku, przygotowywał pierwszy obóz dla osób niepełnosprawnych nad Jeziorem Dobrogoszcz w gminie Kościerzyna.

- Niedawno skończył się stan wojenny, to były trudne czasy. Pamiętam jak jechałem nysą seminaryjną i załatwiałem cukier. Niedaleko Częstochowy zatrzymał nas patrol ZOMO. Sprawdzili nas wtedy bardzo szczegółowo. Wynosiliśmy z samochodu wszystko, ważyliśmy, wkładaliśmy z powrotem. W tamtych czasach zorganizowanie jakiegokolwiek obozu było rzeczą prawie niemożliwą, szczególnie w miejscu którego się nie znało. Dlatego postanowiłem przygotować obóz w okolicach Kościerzyny, z której pochodzę - mówi zakonnik.

Pomysł duchownego spotkał się z aprobatą wielu ludzi, którzy życzliwie pochodzili do jego pomysłów.

- Choć niektórzy, w myśl obowiązującego ustroju, nie mogli mi pomóc oficjalnie, to zawsze byli przychylni. Gdy przyjechałem do urzędu miasta po kartki to bez problemu otrzymałem zwiększone limity na wiele produktów. Wszystko odbywało się jednak w atmosferze tajemnicy. Gdy naczelnik odmówił mi talonów na paliwo wróciłem do jednej z urzędniczek, która, nie ukrywając oburzenia, wydała mi tyle talonów ile potrzebowałem. Zawsze mogłem więc liczyć na ludzką życzliwość - opowiada duchowny.

Obozy odbywały się w każde kolejne wakacje.

- W 1986 roku podczas jednego z obozów wydarzyła się niezwykła historia. W wyniku harców, nasi "piraci" znad Dobrogoszcza przybyli do znajdującego się nieopodal gospodarstwa, w którym zrobili mały armagedon. Wypuścili świnie, kury, krowy, wypili kompot... w końcu udało się ich spacyfikować i powrócili do nas. Tego samego wieczora pojechałem przeprosić właścicieli. Gospodarze zrobili mi herbatę i zaczęliśmy rozmawiać. W dyskusji wyszło na jaw, że zamierzają się oni wyprowadzić do Kościerzyny. Wtedy to pojawiła się pierwsza myśl kupna tego miejsca. I tak, rok później, kupiliśmy gospodarstwo z myślą o tym, że powstanie tu jakaś baza - dom, w którym będziemy mogli żyć, wspólnie z osobami, których rodzice nie mogą się już nimi opiekować - mówi zakonnik.

W 1989 roku podstała Fundacja Wspólnoty Burego Misia im. Bogdana Jańskiego, która istnieje do dziś.

W 1992 roku w osadzie zamieszkały pierwsze Bure Misie z Niedźwiedziami - Roman i Jacek z Magdą i Elwirą. Zamieszkała tam również rodzina Leny i Jędrzeja, którzy mieli sprawować gospodarską pieczę nad osadą.

Jak rozwijała się osada?

Na początku osada burego misia to był dom - czyli miejsce, w którym mieszkały "Misie" wraz z "Niedźwiedziami" i kaplica polowa, w której odbywały się nabożeństwa.

- Zamieszkały tutaj osoby, które mają różne zdolności, zainteresowania i pragnienia. Wokół domu powstawały więc nowe obiekty. Rozpoczęliśmy hodowlę krów - hodujemy krowy Jersey - ze względu na to, że dają mleko o bardzo dobrej jakości pod względem serowarskim. Najpierw trafiły do nas dwie krowy, na początku tylko je doiliśmy i wykorzystywaliśmy mleko, potem zaczęliśmy robić sery. Dziś mamy serowarnię i ponad 20 krów. Serwatka jest produktem ubocznym produkcji serów, jest też doskonałą karmą dla świń - tym sposobem w osadzie pojawiły się też świnie. Z ich mięsa powstają swojskie kiełbasy. Mamy też oborę, pastwiska, sprzęty rolnicze i wędzarnię - mówi ksiądz Kuba.

Jest też ogród, warzywniak, zielnik. Dziś gospodarstwo liczy blisko 37 hektarów powierzchni. Na terenie osady znajduje się też małe jeziorko i stawy rybne. Wśród hodowlanych zwierząt oprócz wspomnianych krów i świń znajdują się konie, osły, owce, kury, gęsi, ptactwo ozdobne i pszczoły.

W sklepiku osadowym pojawiły się także sery z mleka krów rasy jersey, jajka, miód, przetwory warzywne i owocowe, wędliny, półgęski.

Ważnym elementem jest też część obozowa - co roku wspólnota krakowska i bytomska przyjeżdża tu na letnie obozy i rekolekcje.

Jak zostać członkiem wspólnoty, jak zamieszkać w osadzie?

W całym kraju jest ponad 500 Burych Misiów. Spotkania wspólnoty odbywają się na Śląsku, w Poznaniu, w Nowym Tomyślu i oczywiście w Nowym Klinczu.

W każdej ze wspólnot raz w miesiącu odprawiana jest msza. Po nabożeństwie wierni mogą przyjść do liderów wspólnoty i dołączyć. Zaczyna się od tego, że nowi członkowie zaczynają uczęszczać na msze, później przyjeżdżają na obozy i rekolekcje.

- W osadzie żyją tylko te osoby, które wcześniej miały kontakt z naszą wspólnotą samopomocy. Każdy przechodzi swoją indywidualną drogę do zamieszkania tutaj. Jeśli ktoś już decyduje się na to, żeby z nami zostać, to deklaruje, że zostanie tu przez najbliższy rok - mówi duchowny.

- Żyje tutaj rodzeństwo rozdzielone w dzieciństwie. Młodszy Adaś i starsza Ewa zostali umieszczeni w innych domach dziecka. Spotkali się po wielu latach. Adam został naszym podopiecznym - w wieku 18 lat zabraliśmy go z dworca. Po wielu latach Adaś nawiązał kontakt z Ewunią, pisał listy, dzwonił. Ewa przyjeżdżała w odwiedziny, spędzała u nas wakacje, święta. Pewnego dnia, około trzy lata temu, okazało się, że Ewa musi opuścić dom pomocy społecznej w którym mieszkała wiele lat. Placówka ta zmieniła profil działalności i dyrekcja szukała dla niej innego miejsca. Wtedy to Ewa udała się do Pani dyrektor i powiedziała, że nie potrzebuje już domu pomocy społecznej, że teraz zamieszka u swojego brata. Co dziwne nie powiedziała, że zamieszka w osadzie. Kiedy tu przyjeżdżała nie widziała bowiem swojego brata jako podopiecznego, tylko jako członka rodziny, który ma tak normalne prawa i przywileje, że może decydować o tym, że ona tutaj zamieszka. Tak też się stało. Od trzech lat mieszkamy razem. Dlatego też staramy się odchodzić od tego, żeby kierować się jakimikolwiek kryteriami przyjmowania mieszkańców. Nasza wspólnota jest miejscem spotkania osób o bardzo różnym kryterium odmienności. Naszą największą wartością przez te 30 lat jest to, że uchroniliśmy się przed ideologią, a pozostaliśmy wspólnotą i cały czas to pielęgnujemy - kontynuuje ksiądz Kuba.

We wspólnocie pracuje kilkanaście osób. Zatrudnienie jest jednak formalnością, ponieważ ludzie, którzy pracują w osadzie żyją razem z mieszkańcami. To sprawia, że miejsce to jest takie twórcze, dynamiczne i pełne życia.

Jak wygląda życie w "raju"?

- Założyciel mojego zgromadzenia, Bogdan Jański mówił, że "Jedyną szansą dla kościoła, dla świata i dla Polski jest budowanie wspólnoty wspólnot". Dziś patrzymy na Polskę i widzimy brak wspólnoty. Mówimy o społeczeństwie obywatelskim, ale tak naprawdę jesteśmy społeczeństwem antywspólnotowym. Zamiast szukać czegoś co będzie nas zbliżało, czy budowało relacje między obywatelami, szukamy czegoś co usprawiedliwi naszą wobec siebie niegodziwość i nasze prawo do wykluczania innych. Nasza wspólnota trwa już 30 lat i Bogu Dzięki twórcami atmosfery nie są intelektualiści tylko Bure Misie, które w intuicyjny sposób odnajdują miłość i w intuicyjny sposób potrafią się tą miłością zachwycić - tłumaczy ksiądz.

Co roku we wspólnocie brakuje kilkudziesięciu tysięcy złotych. Mieszkańcy osady żyją z tego co sami wytworzą, z jednego procenta przekazywanego z podatków i części emerytur i rent oraz z tego co przekażą darczyńcy.

- Jesteśmy taką wspólnotą, której ciągle brakuje pieniędzy, ale brakuje na tyle tylko, na ile może brakować. Może po to, żebyśmy nie uwierzyli w to, że możemy wszystko, a może po to, żeby ciągle mobilizować nas do tego, aby w tym zmieniającym się świecie szukać sposobów na to, by samemu sobie radzić. Być może także po to, aby przekonać innych do tego, że warto nam zaufać i pomóc. Gdy dziś patrzę na naszych dobroczyńców to widzę nie tylko tych, którzy pomagają nam materialnie, ale głównie tych, którzy nam ufają. Robimy kiełbasy, przetwory, sery - sami to konsumujemy, ale także sprzedajemy. Wszyscy pracujemy na to, żeby to stworzyć, zarówno misie jak i niedźwiedzie. Zaciągamy zobowiązania, potem je spłacamy i znowu zaciągamy kolejne - mówi zakonnik.

- Osada jest czymś niezwykłym nie w sensie idei, ale w sensie miejsca, w którym tu żyjemy. Jednak nie tylko dla nas, ale także dla tych, którzy mieszkają dookoła. Wiele lat tamu nasze przyjaciółki z radia nakręciły reportaż. Jednym z elementów tego materiału była wypowiedź pewnej pani, która nas odwiedza. Przy wyjściu z kaplicy reporterki zapytały ją dlaczego przychodzi do nas na mszę świętą. Sąsiadka odpowiedziała "Pani bo ja tu idę jak do raju". Tak więc nasza osada jest miejscem, w którym ludzie mogą zobaczyć jak być może wygląda raj - opowiada zakonnik.

Jak na nowych mieszkańców reagują sąsiedzi?

- Nigdy nie odczuliśmy niechęci naszych sąsiadów. Choć mieli oni powody do tego, żeby podchodzić do nas nieufnie. Zamieszkał bowiem między nimi klecha, tutaj między polami, więc pewnie albo go wyrzucili z klasztoru albo biskup ma go na oku. Chcieliśmy być zwykłymi sąsiadami. Dziś na niedzielnej mszy świętej jest tu wiele ludzi. Nigdy nie ogłaszaliśmy, że będzie nabożeństwo. Powoli, z biegiem czasu kaplica zaczęła się wypełniać, z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc, więcej ludzi przychodziło na niedzielną mszę świętą. Dziś wiele osób mówi, że to jest "nasza kaplica", "nasz ksiądz", "nasze Bure Misie". Myślę, że to nie dlatego, że myśmy o tym z nimi rozmawiali, a dlatego, że oni sami tego doświadczyli - mówi ksiądz Kuba.

Jeseniowa Swiętnica u Miedzwiedzków - 30-lecie Wspólnoty Burego Misia w Nowym Klinczu

Już w sobotę wszyscy będą mieli okazję zobaczyć jak wygląda osada. Wtedy to odbędą się obchody 30-lecia Wspólnoty Burego Misia.

Festyn rozpocznie się o godzinie 10 mszą świętą. Przez cały dzień na scenie odbywać się będą występy artystyczne. Wystąpią "Kaszubskie Nutki", "Dolina Mszanki", "Fucus" i Tadeusz Woźniak. Na specjalnie przygotowanych straganach będzie można zaopatrzyć się w wyroby przygotowane przez mieszkańców.

Będzie to też znakomita okazja do podziękowania wszystkim tym, którzy przez lata wspierali wspólnotę.

- Będziemy wręczać Statuetki Wdzięczności "Romany". Roman był naszym podopiecznym, wyjątkowym człowiekiem. Kiedy szukaliśmy sposobu na to aby wyrazić naszą wdzięczność, najbliższe naszym sercom okazało się nazwanie statuetki imieniem Romana. Inni mają Fryderyki, Wiktory, Oskary, a my postanowiliśmy podziękować i wyrazić naszą wdzięczność statuetkami przypominającymi o tym szczególnym człowieku - podsumowuje ksiądz Kuba Marchewicz.

Serdecznie zapraszamy wszystkich na sobotni festyn. Szczegółowy program znaleźć można tutaj.

Zainteresowanych działalnością Wspólnoty Burego Misia zapraszamy na stronę internetową.

Justyna Marszk
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Koscierski.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości