Robert Klasa, podróżnik z Kościerzyny przygotowuje się do kolejnej swojej wyprawy. Tym razem, po wielu perturbacjach, będzie to Islandia, chociaż wcześniej miał być Spitsbergen, który na wizytę mieszkańca Kościerzyny musi jeszcze poczekać.
Robert Klasa, mieszkaniec Kościerzyny ma już za sobą wyprawy na Syberię, do Nepalu, a także do Iranu. Jednak nie tylko wschodnie kierunki leżą w sferze zainteresowań naszego rozmówcy. Kilka lat temu wyruszył także na zachód, a dokładniej do Peru.
Od dzikiej przyrody Syberii, po historyczne Machu Picchu
Syberia była pierwsza i do tej wyprawy nasz rozmówca wraca z dość dużym sentymentem, ponieważ udało mu się odwiedzić wiele miejsc, które kilkanaście lat temu, nie były jeszcze dotknięte współczesną cywilizacją, czego przykładem był chociażby brak jakiejkolwiek elektryczności. Syberię eksplorował w 2009 roku, a później przyszła pora na Nepal. Podróż miała miejsce w 2012 roku, a w czasie jej trwania miał okazję wspinać się i wędrować po najbardziej znanych górach świata, czyli Himalajach.
Po Nepalu zaplanował wyjazd na Kaukaz, ale ze względu na sytuację polityczną, jaka miała miejsce na początku 2014 roku w Ukrainie, musiał zmienić cel swojej wyprawy. Zachęcony przez swoich przyjaciół, a także innych podróżników, postanowił wyjechać do Iranu, jednego z najbardziej ortodoksyjnych państw muzułmańskich, które, jak sam przyznaje, zrobiło na nim ogromne wrażenie. Szczególnie w pamięci zapadła mu serdeczność ludzi i pozytywne nastawienie Irańczyków do turystów. Jak wspomina, były one widoczne na każdym kroku – w mieście, schronisku itp.
W trakcie swojej podróży do Iranu, udało mu się zrealizować główny cel swojej podróży, czyli zdobycie najwyższego szczytu Iranu – Damavand (5610 m n.p.m), który jest jednocześnie drzemiącym wulkanem położonym w górach Elbrus.
Trzy lata później udał się na drugą półkulę, aby zobaczyć jedno z najbardziej tajemniczych i fascynujących miejsc na świecie, czyli Peru. Państwo, którego kolebką była jedna z najstarszych i najbardziej rozwiniętych cywilizacji – państwo Inków. Tam miał okazję podziwiać ruiny Machu Picchu, zaliczanego do jednego z siedmiu cudów świata, czy też zobaczyć Wyspy Ballestas, miejsce położone w rejonie najżyźniejszych wód oceanicznych świata.
Miał być Spitsbergen
W ubiegłym roku rozpoczął przygotowania do kolejnej wyprawy, która miała się zakończyć na Spitsbergenie. Ten pomysł narodził się dość przypadkowo, mianowicie w czasie oglądania programu telewizyjnego o Arktyce.
- Bardzo mnie zaciekawił, ponadto przypomniałem sobie krajobrazy, które mogłem zobaczyć będąc w Norwegii przed kilkoma laty. Wówczas przebywałem w rejonie położonym około 300 kilometrów na północ od Trondheim. To wtedy właśnie zakiełkowała myśl, aby wybrać się na Spitsbergen – wyjaśnia Robert Klasa.
Plan podróży zakładał eksplorację dalekiej północy wzdłuż trasy Longyearbyen-Pyramiden-Magdalenefjord-Ny Alesund-Virgohamna-Hornsund-Barantsburg-Liefdefjorden-Nordfjord- Longyearbyen. Na trasie podróży znajdował się między innymi Billefjord, gdzie pod górą w kształcie piramidy znajduje się była radziecka osada górnicza o nazwie Pyramiden, opuszczona w efekcie rozpadu Związku Radzieckiego.
- Zapowiadała się naprawdę fajna przygoda, bo przez dwa tygodnie miałem przebywać wraz z innymi uczestnikami na jachcie, ale nie jako turysta, lecz załogant. Mieliśmy sami przygotowywać dla całej ekipy jedzenie, szorować pokład i trzymać wachty. Za pomocą specjalnego pontonu mieliśmy również zapuszczać się w niedostępne rejony i podziwiać florę oraz faunę, której z turystycznego statku nie da się zobaczyć. Chciałem się tam wybrać, ponieważ jest to jedno z nielicznych miejsc na świecie, które nie jest dotknięte przez cywilizację. Za jakiś czas, taki krajobraz może być historią, podobnie jak w przypadku miejsc, które odwiedzałem będąc na Syberii – mówi Robert Klasa.
Niestety, plany podróżnika z Kościerzyny brutalnie zweryfikowała pandemia koronawirusa. Ze względu na bardzo restrykcyjne obostrzenia stosowane przez Norwegię, wyjazd okazał się niemożliwy. W tej sytuacji, Robert Klasa zaczął obmyślać nowy plan podróży, aczkolwiek marzenie o Spitsbergenie nie uleciało z głowy.
Po wielu perturbacjach skończyło się na Islandii
- Nie ukrywam, że bardzo chciałem zrealizować tę podróż, ale w ostatnim roku odezwały się problemy zdrowotne i wyprawa na Spitsbergen byłaby dosyć nierozsądna z mojej strony. Więc czynniki wyższe ostatecznie zadecydowały, że wizyta w tym rejonie naszego globu musi jeszcze poczekać. W tej sytuacji postanowiłem po raz kolejny obrać kierunek wschodni i padło na Kirgistan – dodaje nasz rozmówca.
Jednym z najważniejszych punktów tej wyprawy miały być góry Tienszan, znajdujące się na pograniczu Chin, Kirgistanu, Uzbekistanu oraz Kazachstanu, a ich najwyższym szczytem jest Szczyt Zwycięstwa (7439 m n.p.m.). Kolejnym – miasto Karakoł, położone około 150 kilometrów od granicy chińsko-kirgiskiej. Znajduje się w nim Muzeum Przewalskiego. To miejsce upamiętniające rosyjskiego badacza Nikołaja Przewalskiego, który w 1888 roku zatrzymał się w tym mieście i zmarł na dur brzuszny. Rok później miasto zmieniło nazwę na Przewalsk. Obowiązywała ona do 1921 roku. W 1939 roku po raz kolejny zmieniono nazwę na Przewalsk, a po upadku Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich ponownie powrócono do pierwotnej nazwy Karakoł.
Gdy wydawało się, że wszystko jest dopięte na ostatni, przysłowiowy guzik, okazało się, że wyprawa ta nie dojdzie do skutku.
- Nie udało się skompletować grupy, więc wyjazd nie doszedł do skutku. Szkoda, ale tak się czasami zdarza. Pojawiła się jednak okazja wyjazdu na Islandię i udało się. Załapałem się na ostatnie miejsce, z czego bardzo się cieszę – podsumowuje Robert Klasa.
W ramach tej podróży, nasz rozmówca będzie miał okazję do objazdu wyspy. Islandia Interior to wyprawa do najmniej dostępnych terenów na mapie Islandii w formie trekkingu. Jednym z jej najważniejszych punktów będzie Landmannalaugar, czyli Tęczowe Góry. Nazwa bierze się stąd, że odcienie czerwieni, różu, zieleni i złocistej żółci zmieniają swój ton, odzwierciedlając ruch promieni słońca, tworząc jednocześnie krajobraz, który nie przypomina żadnego miejsca na świecie.
Robert Klasa rusza na Islandię 16 czerwca, a powrót zaplanował na 1 lipca. Jego wrażenia z tej wyprawy oczywiście zaprezentujemy naszym Czytelnikom po powrocie kościerskiego podróżnika.
Fot. Archiwum prywatne Roberta Klasy
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze