Burzliwie i bez konsensusu zakończyło się spotkanie władz miasta z rodzicami dzieci uczęszczających do trzech niepublicznych przedszkoli, którym burmistrz wręczył wypowiedzenia umów użyczenia budynków. - Panie burmistrzu, nie chodzi o przedszkola jako budynek. To nie jest sklep. To są dzieci - grzmieli rodzice i apelowali do burmistrza, aby ten wrócił do rozmów z dyrektorkami przedszkoli. Michał Majewski pozostał jednak nieugięty i zamiast obiecanych negocjacji zaprezentował warunki konkursu na dzierżawę miejskich obiektów.
W poniedziałek w sali Szopińskiego w Kościerzynie odbyło się spotkanie władz Kościerzyny z przedstawicielami trzech niepublicznych przedszkoli - Bajka, Tęczowa Trójeczka i Puchatek oraz rodzicami dzieci do nich uczęszczających. W sumie wzięło w nim udział kilkadziesiąt osób.
Spotkanie rozpoczęło się od przedstawienia obecnej sytuacji w przedszkolach publicznych i wykazaniu potrzeb w nowym roku szkolnym. Zgodnie z nowelizacją ustawy samorząd musi zapewnić miejsca w placówce samorządowej wszystkim chętnym czterolatkom, pięciolatkom i sześciolatkom mieszkającym na terenie miasta. W tym celu, jak już pisaliśmy, burmistrz wręczył wypowiedzenia prowadzącym trzy niepubliczne przedszkola w miejskich obiektach. Jedno z nich ma zostać przekształcone w placówkę publiczną, dwa kolejne dalej będą pełniły funkcję przedszkoli niepublicznych, jednakże na ich prowadzenia ma zostać ogłoszony konkurs.
Głównym kryterium w wyłonieniu podmiotów prowadzących placówki ma być wysokość czesnego oraz oferta edukacyjna. Obiekty będą im oddane w dzierżawę (dotychczas samorząd użyczał bezpłatnie podmiotom budynki). Jej wysokość ma być uzależniona od tego, czy obiekt jest stermomodernizowany. Przetarg ma być ogłoszony w styczniu, aby w marcu było już wiadomo, kto będzie prowadził przedszkola od nowego roku szkolnego. Informacji, które z trzech dotychczasowych placówek, będzie samorządowe, burmistrz nie podał.
Plany burmistrza spotkały się z ostrą krytyką nie tylko osób prowadzących przedszkola, ale też i rodziców, którzy apelowali do włodarza Kościerzyny o znalezienie innego rozwiązania całej tej sytuacji.
- Chcemy, aby zostało tak jak jest. W tej całej sprawie nikt nie pyta się o dobro naszych dzieci. To, czy zapłacimy 290 czy 350 zł nie ma znaczenia. W przedszkolu samorządowym cena jest podobna. Nasze dzieci nadal chcą chodzić do tych przedszkoli. Mają tu zapewniony spokój, mają panie, które lubią - grzmieli rodzice.
- W konkursie będzie brana pod uwagę wysokość czesnego. Cena nie jest odpowiednikiem naszego zadowolenia. W tych przedszkolach nasze dzieci są bardzo dobrze przygotowywane do szkoły. My zostawiamy tam dzieci świadomie, bo pracujemy i naprawdę w tej całej sytuacji rozwiązaniem problemu byłoby to, aby znaleźć nowe miejsce. Nam zależy, aby była ta sama kadra - podkreślali niejednokrotnie.
Burmistrz ripostował, że musiał podjąć taką decyzję, bo musi zapewnić dzieciom miejsce w przedszkolu publicznym, aby nie tracić dotacji.
Oburzeni sposobem załatwienia tej sprawy są też radni, którzy nie zgadzają się z decyzją burmistrza.
- Część radnych prosiła pana burmistrza, aby porozmawiać z paniami prowadzącymi dotychczas przedszkola. Pan burmistrz obiecał, że tak zrobi. Panie przyszły, a nas (radnych - przyp. red.) pan burmistrz nie wpuścił. Panie potraktował pan bardzo źle. Wręczył im wypowiedzenia bez żadnych rozmów. Panie burmistrzu, nie chodzi o przedszkola jako budynek. To nie jest sklep. To są dzieci. Bardzo proszę, aby pan burmistrz mówił prawdę. Nie siejcie zamętu. My jako radni naprawdę prosiliśmy, aby rozłożyć to w czasie, aby zmienić formę. Pan burmistrz obiecał nam negocjacje, a nie widzę tych negocjacji, bo już przygotowano warunki przetargu - mówiła radna Karina Młodzianowska.
- Niech pani powie, czy była pani ze mną umówiona na piątek na godz. 8 rano? - ripostował burmistrz.
- Czy ja jako radna i mieszkanka Kościerzyny muszę pana burmistrza prosić o audiencję? - pytała radna.
- Tak - odparł Michał Majewski.
- Na piątek umówiłem się z paniami (prowadzącymi przedszkola niepubliczne - przyp. red.). Radnych, którzy przyszli z paniami, przyjąłem dopiero po wyjściu pań. Rzeczywiście w piątek wręczyłem paniom wypowiedzenia. Chciałem je jednak wręczyć już w poniedziałek. Miałem je w ręku, gdy zaprosiłem panie do siebie w poniedziałek. Wtedy po raz pierwszy panie powiedziały, że chcą negocjować. Umówiłem się więc z paniami na piątek, aby spróbować tę sprawę rozwiązać inaczej. Od środy jednak zrobił się wielki szum medialny. W piątek z pełną świadomością wręczyłem paniom wypowiedzenia i oświadczyłem, że obiekty nadal będą pełniły funkcje przedszkoli i żłobka, i ogłosimy konkurs na prowadzenie przedszkoli, by wszystkie panie miały równe szanse. Przede wszystkim szkoda było mi jednej pani, która nie osiągnęła jeszcze wieku emerytalnego - kontynuował włodarz Kościerzyny.
- Ale gdzie były rozmowy? Gdzie czas na negocjacje? - pytali rodzice.
- Były, ale były też wymuszenia i szantaż. A na to nie pozwolę - podkreślał burmistrz.
Głos w dyskusji zabrały też dyrektorki przedszkoli.
- 3 grudnia pan burmistrz poprosił połączone komisje i przedstawił radnym, że planuje wypowiedzenia umów prowadzącym trzy przedszkola niepubliczne. Te informacje dotarły do nas. Byłyśmy bardzo zaskoczone, ponieważ wcześniej nikt z nami nie prowadził takich rozmów. Z własnej inicjatywy postanowiłyśmy spotkać się z panem burmistrzem. Koleżanka próbując się bezskutecznie umówić, poprosiła panią sekretarkę, by przekazała panu burmistrzowi, że w poniedziałek od 8. rano będziemy warowały pod jego drzwiami. Pan burmistrz raczył nas przyjąć o godz. 12. Wówczas nie było wypowiedzeń. Była rozmowa i to w miłej atmosferze. Rozstaliśmy się na takim etapie, że pan burmistrz miał zorientować się, czy faktycznie może nam te umowy przedłużyć. Była to inicjatywa burmistrza. Kolejne spotkanie było umówione na piątek. W międzyczasie zaczęły docierać do nas niepokojące wieści i dlatego postanowiłyśmy spotkać się z radnymi. W piątek z ustaleniami, które przedszkola będą dalej niepubliczne, a które publiczne, poszłyśmy do pana burmistrza. Na początku spotkania pan burmistrz rzucił nam dosłownie te wypowiedzenia. I na tym się rozmowa skończyła - przedstawiała dyrektor jednej z placówek niepublicznych.
- Zgadza się w piątek nie miały panie już nic do powiedzenia - odpowiedział burmistrz.
Wypowiedź gospodarza miasta skomentowała radna Młodzianowska, która zaznaczała, że burmistrz kieruje się emocjami, a zapomina przy tym o potrzebach mieszkańców.
- Mieszkańcy potrzebują czasu, aby ich dzieci skończyły przedszkola, w których rozpoczęły edukację. Ci mieszkańcy na pana głosowali. Pan jest tutaj z woli tych mieszkańców - mówiła.
Za wygraną nie dawali też rodzice, którzy nadal pytali, dlaczego burmistrz nie chce wrócić do negocjacji.
- Pan od samego początku przedstawia swoje stanowisko, a w ogóle nie słucha naszych uwag. A my tylko prosimy o to, aby te przedszkola zostawić tak jak są. Panie obiecały, że jeśli będzie taka potrzeba, to zabiorą dzieci do siebie. Poszukajmy wspólnie rozwiązania. Spotkajmy się i porozmawiajmy. Poszukajmy konsensusu w tej całej sytuacji. Rozumiemy, że nowelizacja przepisów wymusza jakieś poczynania, ale poszukajmy wspólnie jakiegoś miejsca. Może trzeba zbudować nowy punkt - prosili mieszkańcy.
- Dlaczego przerwano te negocjacje. Nie można kierować się emocjami. Trzeba sobie wyjaśnić pewne rzeczy między sobą, a nie robić coś kosztem mieszkańców, a przede wszystkim dzieci. Niech pan podejmie decyzję i powie, które przedszkole ma być samorządowe. Chcemy, aby nasze dzieci były bezpieczne - dodawali.
Rodzice apelowali też, aby burmistrz i prowadzące przedszkola panie raz jeszcze usiedli do rozmowy i wypracowali kompromis.
- Słyszałam piękne życzenia świąteczna pana burmistrza. Pokażmy trochę dobrej woli - panie burmistrzu i panie dyrektorki. Spotkajcie się jeszcze raz. Porozmawiajcie dla dobra naszych dzieci, bo przecież to jest najważniejsze. Schowajcie dumę do kieszeni. Próbujemy dojść do jakiegoś konsensusu, ale nie dochodzimy do niczego. Pani dyrektor mówiła, że panie miały jakieś rozwiązanie. Niech go przedstawią. Może znajdziecie złoty środek, aby my i nasze dzieci byliśmy zadowoleni. Abyśmy rozeszli się dziś w dobrych nastrojach i nadzieją, że będzie dobrze, że naszym dzieciom będzie dobrze. Naprawdę o to proszę - apelowała jedna z matek.
Spotkanie zakończyło się jednak bez konsensusu. Mimo iż burmistrz mówił, że jest jeszcze czas na rozmowy, jednocześnie przytaczał informację o tym, że niedługo zostanie ogłoszony konkurs, w którym wyłonione będą osoby prowadzące dwa niepubliczne przedszkola. Umowa z nimi ma być zwarta na rok. Burmistrz obiecał też, że będzie starał się, aby podmioty, które wygrają konkurs, zatrudniły dotychczasową kadrę, choćby w większości. Gwarancji na to jednak nie dał.
Do sprawy wrócimy.
AL
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze