Reklama

(Nie)codzienne akcje strażaków. Ludzie wzywają ich do ratowania zwierząt i poszukiwań obrączek

Sporej części społeczeństwa ich praca kojarzy się z gaszeniem pożarów. Jednak takie akcje przechodzą powoli do historii. Strażacy, bo o nich mowa, w ostatnich latach głównie wyjeżdżają do wypadków, usuwają skutki wichur, a także ratują mieszkańców przed osami czy szerszeniami. Ludzie wzywają ich również po to, by zdjęli kota z drzewa, a nawet żeby wyłowili obrączkę z jeziora.

„Jak wojtek został strażakiem” Czesława Janczarskiego – to opowieść, którą zna nie tylko każdy mały chłopiec, ale również dorosły mężczyzna. To lektura, która w czasach dzieciństwa przenosiła małych czytelników w świat bohaterskich strażaków i ich brawurowych akcji, podczas których walczyli z jednym z najbardziej niebezpiecznych żywiołów, jakim jest ogień. Dzisiaj, tego rodzaju akcje, dla wielu jednostek straży pożarnej są w pewnym sensie już rzadkością.

Częściej sięgają po pompy i pilarki

Dzieje się tak, ponieważ wachlarz akcji ratowniczych, w których uczestniczą strażacy, staje się coraz szerszy, a gaszenie pożarów zajmuje w nim odległe miejsce. Potwierdza to st. bryg. Tomasz Klinkosz, komendant Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Kościerzynie.

Reklama
- Żartobliwie można powiedzieć, patrząc oczywiście na rodzaj akcji, w których bierzemy udział, że strażą pożarną pozostajemy dzisiaj już tylko z nazwy. Mówiąc już zupełnie poważnie, liczba akcji związanych z gaszeniem pożarów, od wielu lat maleje. Statystyki pokazują, że w skali roku nie przekraczają one 20 procent wszystkich zdarzeń, w których bierzemy udział. Prądnica, czyli przysłowiowa sikawka, jest dzisiaj sprzętem, który przez strażaków używany jest najrzadziej. Z kolei najczęściej mamy w rękach pilarki, którymi usuwamy skutki wichur, czy też różnego rodzaju pompy, którymi wypompowujemy wodę z zalanych piwnic – mówi st. bryg. Tomasz Klinkosz.
Tomasz KlinkoszTomasz Klinkosz

Strażak, to również ratownik medyczny

Reklama

Jak zaznacza szef kościerskich strażaków, od kilku lat wzrasta liczba akcji, w których muszą wykazać się znajomością oraz umiejętnościami z zakresu ratownictwa medycznego. Nic więc dziwnego, że w szeregach strażaków pracujących w PSP w Kościerzynie, oraz jednostkach OSP znajduje się bardzo dużo funkcjonariuszy, którzy tę tematykę znają bardzo dobrze.

- Wielu z nich posiada konkretne wykształcenie medyczne, ponieważ są ratownikami medycznymi oraz pielęgniarzami. Są profesjonalnie przygotowani do udzielenia pierwszej pomocy i takiej udzielają podczas akcji. Nasi strażacy są często wysyłani do tzw. izolowanych zdarzeń medycznych. To są sytuacje, gdy np. czas dojazdu karetki pogotowania jest dłuższy niż ekipy strażaków lub pogotowie nie może w ogóle dojechać do osoby potrzebującej pomocy. Wówczas dyspozytor może do takiej akcji zadysponować naszych strażaków – wyjaśnia komendant Klinkosz.

Reklama
Tomasz KlinkoszTomasz Klinkosz

Trzeba też nadmienić, że w kościerskiej KP PSP działa specjalna grupa wodno-nurkowa dysponująca specjalistycznym sprzętem takim jak sonar. Jest ona najczęściej wykorzystywana do akcji poszukiwań np. topielców. Jak podkreśla komendant Tomasz Klinkosz, dla przedstawicieli braci strażackiej nie ma takich akcji, które wydają się dziwne. Zdaniem komendanta, tylko dla społeczeństwa niektóre zdarzenia mogą być nieco zaskakujące, natomiast dla strażaków taki rodzaj akcji nie istnieje. Dowodem są konkretne przykłady.

Niecodzienne akcje strażaków

Reklama

W roku 2019 strażacy zostali zadysponowani do akcji wyciągnięcia krowy, która wpadła do częściowo wypełnionego szamba w jednym z gospodarstw zlokalizowanych w gminie Kościerzyna. Innym razem zostali powiadomieni o topiącym się wilku, którego ostatecznie udało się uratować. Otrzymali też zgłoszenie o pożarze domu, a po przyjeździe na miejsce, okazało się, że ognia w ogóle nie było. Jak tłumaczy komendant Klinkosz osoba zgłaszająca ten fakt, za źródło pożaru wzięła refleks zachodzącego słońca w szybie. Zwraca też uwagę, że nowoczesne systemy alarmowe montowane w samochodach również skutkują wyjazdami strażaków z ich siedzib.

- Mieliśmy przypadek, że taki system wysłał powiadomienie o niebezpieczeństwie, w efekcie czego dyspozytor przekazał namiary tego auta i do akcji ruszyli strażacy z kilku jednostek. Okazało się, że we wskazanym miejscu auta już nie ma, a my szukaliśmy tego pojazdu na terenie trzech powiatów. Najprawdopodobniej ktoś się bawił przyciskami w samochodzie i nieświadomie uruchomił system powiadomień, a my w takich przypadkach musimy podjąć działania – dodaje komendant.

Reklama
Tomasz KlinkoszTomasz Klinkosz

Ludzie wierzą, że strażacy pomogą nawet w poszukiwaniu... obrączki

Z relacji szefa kościerskich strażaków wynika, że w głowach mieszkańców mogą wykiełkować naprawdę zaskakujące pomysły dotyczące zaangażowania braci strażackiej w różnego rodzaju operacje. Z punktu widzenia zgłaszających, są one bardzo przyziemne, i jak najbardziej uzasadnione.

A świadczą o tym chociażby prośby dotyczące użycia strażackiego podnośnika w celu wyczyszczenia komina, czy też pilarek do pocięcia drewna na opał. Nie brakuje też przypadków z kategorii komedii romantycznych, czego potwierdzeniem jest prośba skierowana do specjalnej grupy wodno-nurkowej o przyjazd nad jezioro. Celem tej interwencji nie miały być wcale poszukiwania topielca, ale…… obrączki, która wpadła do wody.

Reklama

- Te przykłady są dowodem na to, że interweniujemy w przeróżnych sytuacjach. Dla nas nie ma dziwnych zgłoszeń. Wszystkie sprawdzamy i analizujemy, i jeśli są ku temu jakiekolwiek przesłanki, ruszamy do akcji – podsumowuje komendant powiatowy PSP w Kościerzynie

Jak oceniasz działania strażaków?

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Koscierski.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości