Łączą ze sobą różne muzyczne światy, a ich koncerty to prawdziwa podróż w czasie i po Europie. Dawnej poezji nadają folkowe i rockowe brzmienia, wyśpiewując ją mezzospranem. Mowa o zespole Liarman, który tworzy trio w składzie: Susana Raso, Lidia Małyszek i Łukasz Gaszler. Z jego wokalistką Susaną rozmawialiśmy o miłości do muzyki, która przywiodła ją z Galicji do Polski, pasji do muzyki dawnej, o tym, co zaskoczyło ją w Polsce i jak trafiła na Kaszuby.
Jak Hiszpanka z prawniczym wykształceniem trafiła do Polski i na dodatek śpiewa?
Muszę zaznaczyć, że pochodzę z Galicji. Czuję się Galicyjką, nie Hiszpanką (Galicja jest wspólnotą autonomiczną w ramach Królestwa Hiszpanii. Posiada własny parlament i rząd. - przyp. red.) Ukończyłam prawo, ale w tym samym czasie studiowałam w Konserwatorium. Na czwartym roku studiów prawniczych, ten kierunek już mi się nie podobał. Postanowiłam jednak go ukończyć. I to pomogło mi trafić do Polski, która wówczas nie należała jeszcze do Unii Europejskiej. Pojawiła się szansa na stypendium. Trzeba było jednak posiadać wykształcenie wyższe, a ja wciąż uczyłam się w Konserwatorium. Dzięki stypendium trafiłam do Warszawy, do Akademii Muzycznej. Jestem śpiewaczką. Chciałam studiować w kraju Europy Środkowej, bo poziom muzyczny jest tutaj wyższy.
Polska była Twoim wyborem, czy po prostu jedyną opcją?
Mogłam wybierać między Węgrami a Polską. Był to rok akademicki 1994/95. Niewiele osób odważyło się, by w ogóle wyjechać. Miałam w Galicji koleżankę, która była już w Polsce na stypendium i ona na początku bardzo mi pomogła.
Pierwsze zderzenie z Polską. Co Cię najbardziej zaskoczyło?
Przed przyjazdem trochę się przygotowałam. Wzięłam kilka lekcji języka polskiego. W tych czasach internet nie był tak powszechny. Moja koleżanka wypisała mi na przykład to, jakie są polskie potrawy. Co mnie najbardziej zaskoczyło? Że wchodząc do czyjegoś domu, trzeba zdjąć buty. Było to dla mnie wielkim zdziwieniem. Z opowiadań słyszałam też, że półki w sklepach są puste. W Warszawie jednak już tak nie było, ale np. papier toaletowy kupowało się w sklepie papierniczym. To było trochę dziwne.
W Akademii Muzycznej studiowałaś. A jak trafiłaś do zespołu Liarman?
Na studiach uczyłam się śpiewu klasycznego. I szczerze trudno wyżyć z tego kierunku. Mieszkałam w Częstochowie. Uczyłam języka hiszpańskiego. Chciałam śpiewać, chciałam grać. Tak życie mi się poukładało, że dostałam propozycję do dołączenia do projektu muzycznego - Liarman, który rozpoczął Niemiec - Loco Richter. Wymyślił Schuberta na rockowo. Wszystko zaczęło się więc od utworu Liarman w wersji rockowej. Z czasem jednak projekt przeobraził się w wersję akustyczną i elektryczną. Wraz z partnerem przeprowadziłam się jednak na Pomorze. Kontynuowaliśmy projekt w duecie. Poznaliśmy flecistkę – Lidię. Od 2012 roku gramy w troje. Wykonujemy własne kompozycje.
Skąd zamiłowanie do muzyki dawnej?
Od dziecka grałam na instrumentach. Moja przygoda z muzyką dawną rozpoczęła się już w Galicji. Wspólnie z kolegami założyliśmy kwartet muzyki dawnej. Odkąd pamiętam podobała mi się muzyka dawna, choć mój głos może nadawałby się do późniejszej epoki, np. romantyzmu. Historia zawsze była moja pasją, szczególnie średniowiecze. Dopiero, gdy zaczęliśmy grać w duecie w naszym repertuarze pojawiły się pieśni renesanaswe.
Liarman to projekt niszowy. Nie chcieliście grać bardziej komercyjnej muzyki?
Myślę, że w naszym składzie jest to niemożliwe. Klasyka i folk to nasza droga. Nie wyobrażam sobie, aby nurt muzyki, który wybraliśmy, stał się komercyjny. Gramy na wydarzeniach historycznych, festiwalach muzyki kameralnej. Gramy kilkanaście koncertów rocznie.
Poezja, folk, rock i klasyczny śpiew. I choć wydawałoby się to nie do połączenia, jest to naprawdę zaskakująco dobra mieszanka....
Większość utworów to nasze własne kompozycje. Dlaczego poezja? Nie piszę tekstów. Próbowałam parę razy i nie wychodziło. Zaczęłam korzystać z poezji. Tworzymy własne aranżację, gramy na dawnych instrumentach. Łukasz pochodzi ze świata rocka. Był gitarzystą w zespole rockowym. Jest kompozytorem w naszym trio. Interesuje go też flamenco, muzyka etno czy bałkańska i arabska. Lidia z kolei przez większość swojego życia zajmuje się muzyką dawną. Dlatego wychodzą takie nietuzinkowe połączenia. Trudno szukać na polskiej scenie muzycznej takich aranżacji jak nasze. Są zespoły grające muzyką dawną w połączeniu z folkiem. Można znaleźć podobieństwa, ale w rzeczywistości nasze kompozycje są inne. Jesteśmy zespołem, który tworzą trzy osobowości, zafascynowane innym nurtem muzycznym i dlatego te połączenia są takie nietuzinkowe.
Większość waszych słuchaczy z pewnością wie, w jaką podróż muzyczną ich zabierzecie, ale są i tacy, którzy przez przypadek przychodzą na koncert. Jaka jest ich reakcja?
Część słuchaczy rzeczywiście wie jakiej muzyki się spodziewać. Często jednak większość publiczności nie jest przyzwyczajona do takich koncertów. Dlatego poza muzyką, ważna jest też atmosfera. Koniec końców ludzie pozytywnie nas odbierają. Artyści nawet nieznani też mogą być fajni. Muzyka na żywo zawsze jest lepsza od tej odtwarzanej przez różnego rodzaju nośniki. Gramy różne utwory, dostosowujemy repertuar do wydarzenia. W naszym repertuarze mamy program muzyku dawnej, sakralnej, hiszpańskiej, folkowej.
Miesiąc temu mieliśmy okazję słyszeć Was w Muzeum Kaszubskim w Kartuzach. Zachwyciliście publiczność muzyczną podróżą po Europie kończąc na autorskiej, kaszubskiej kompozycji „Kury”...
Jest to autorski utwór Łukasza. Napisał go pod koniec lat 90. Ten utwór wykonywał kiedyś ze swoim zespołem po polsku. Jak zamieszkaliśmy na Kaszubach, Łukasz wymyślił, by jedną ze zwrotek wykonywać w języku kaszubskim. To była premiera i jest to jedyny taki utwór w języku kaszubskim.
Jaką rolę muzyka odgrywa w Waszym życiu?
Jest najważniejsza. Często kłócimy się o gusta muzyczne, ale jak trzeba zagrać koncert to łączymy siły i gramy. Kochamy to.
Koncert, który zapadł Ci najbardziej w pamięci ?
Prowadzę pamiętnik. Ze względu na to, że jestem wokalistką, muszą oszczędzać swój głos. Podczas trasy Łukasz z Lidią rozmawiają, a ja piszę pamiętnik. Dotychczas na swoim koncie, w tym projekcie, mamy jakieś 170 koncertów. Każdy z nich wiąże się z jakąś anegdotą. Ciekawym historyjek jest więc sporo, ale nie wszystkie nadają się do opowiadania (śmiech). Dwa razy spaliśmy na scenie, bo doszło do jakiegoś nieporozumienia. Śmialiśmy się, że dopiero po takich przeżyciach, jesteśmy prawdziwym zespołem. Ze względu jednak na miejsce, w którym występowaliśmy, w pamięci utkwił mi koncert podczas XX Jubileuszowego Festiwalu Silesia Sonans w Jeleniej Górze oraz w kościele św. Jakuba w Sandomierzu.
Najpierw Warszawa, potem Częstochowa i w końcu Kaszuby... Jak trafiliście do Szwajcarii Kaszubskiej?
Do Warszawy przyjechałam na stypendium, w Częstochowie znalazłam pracę. Tam też poznałam Łukasza i wspólnie przeprowadziliśmy się do Gdańska. Łukasz sam wykonuje liry korbowe, na których gramy. Dlatego też chcieliśmy zamieszkać na wsi. Szukając domu na wynajem, trafiliśmy do Sulęczyna. Łukasz stworzył tu warsztat. Tu mamy próby.
Czy Kaszuby są dobrym miejscem na twórczość muzyczną?
Tak. Zdecydowanie tak. Kaszuby są ładne. Na razie, to tu znaleźliśmy swoje miejsce.
Z wykształcenia prawniczka, z pasji śpiewaczka, ale też lektorka języka hiszpańskiego. Co sprawia Ci większą radość śpiewanie czy nauczanie innych?
Nie jestem nauczycielką, ale na pewno umiem uczyć. Pracuje jako nativspikerka. Lubię uczyć, ale tych, którzy chcą się uczyć. Co sprawia mi większą radość – muzyka. Nauka języka hiszpańskiego sprawia mi radość, kiedy widzę efekty.
A co powiesz o języku polskim. Jest trudnym językiem?
Bardzo. Najgorsza jest wymowa. Biorąc lekcje języka polskiego jeszcze w Galicji, myślałam, że bardzo dużo umiem. Przyjechałam do Polski i nic nie rozumiałam. I najgorsze, że Polacy też mnie nie rozumieli.
A przecież uczysz się jeszcze języka kaszubskiego, który chyba jest jeszcze trudniejszy niż polski?
Aktualnie uczę się sama języka kaszubskiego i trochę idzie mi słabo.
Czego życzyć Liarman na 2020 rok?
Ciekawych koncertów. Miejsc, w których można kreować muzykę dawną i folkową. Publiczności, dla której moglibyśmy występować i abyśmy mogli się realizować.
Dziękuję za rozmowę.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze