Za ponad miesiąc będzie świętował dopiero czwarte urodziny, a już musi toczyć jedną z najtrudniejszych walk w swoim życiu. U małego Antosia z Liniewa wykryto w głowie guz. Operacja jego usunięcia udała się, ale czterolatek nie chodzi. Nie pomaga nawet trzymanie za rękę. Walczy o sprawność, a to wymaga wiele kosztownych zabiegów i rehabilitacji. - Nasze możliwości finansowe się kończą i ciężko jest nam się pogodzić z tym, że lepsza przyszłość naszego dziecka jest uzależniona od zawartości naszego portfela. Przed nami jeszcze długo droga, więc prosimy o pomoc - apelują rodzice Antosia.
Antoś urodził się 28 lutego 2019 roku. Był wymarzonym dzieckiem Adrianny i Bartka. Rozwijał się książkowo. Zaczął mówić w wieku dziewięciu miesięcy. Od tego momentu buzia mu się nie zamykała. Był bardzo inteligentny, ciekawy świata, energiczny i zawsze uśmiechnięty. Jego największym zainteresowaniem były i nadal są traktory i zwierzęta, nic więc dziwnego, że gdy miał nieco ponad rok potrafił rozpoznać wszystkie zwierzęta na gospodarstwie i to jakie odgłosy wydają.
- Duma nas rozpierała. Wnosił wiele radości w nasze życie.Gdy Antoś zaczął chodzić zauważyliśmy, że przechyla głowę w prawo i podczas chodzenia znosi go na prawą stronę. Nie przejęliśmy się tym, stwierdziliśmy, że dopiero uczy się chodzić i może w ten sposób łapać równowagę. Nasze wspaniałe życie biegło dalej. Mieliśmy po 23 lata, wspaniałego syna, własny dom i drugie dziecko w drodze. Wszystko to o czym marzyliśmy właśnie się spełniało, nie brakowało nam niczego, byliśmy naprawdę szczęśliwi. Czas mijał, a nasz synek zaczął mieć coraz większe problemy z równowagą. Udaliśmy się na wizytę do pediatry, który skierował nas na kolejne wizyty do neurologa, ortopedy, okulisty i fizjoterapeuty. W styczniu 2021 roku po wszystkich badaniach stwierdzono u Antosia słabe mięśnie brzucha i złe wyniki krwi. Nic szczególnego. Antoś od tego czasu chodził dwa razy w tygodniu na rehabilitację i staraliśmy się poprawić złe wyniki krwi - przyznają rodzice Antosia.
Reklama
Przez problemy z równowagą w kwietniu i czerwcu Antoś zaliczył dwa poważne upadki, po których od razu trafił na SOR szpitala w Gdańsku, gdzie po badaniach nie stwierdzano żadnych poważnych obrażeń. Jednak od tego momentu mały mieszkaniec Liniewa zaczął skarżyć się na bóle głowy, które zdarzały się coraz częściej. Mimo, że wszyscy mówili, że po upadku bóle głowy są normalne i mogą trwać jeszcze przez jakiś czas, to jego rodzice czuli, że coś jest nie tak.
- Na początku sierpnia zmartwieni udaliśmy się na kolejną wizytę u pediatry, który skierował syna na pilny rezonans, który został umówiony na 12 września 2021 roku. Uspokoiliśmy się trochę jednak nasz spokój nie trwał długo.25 sierpnia 2021 roku nadszedł dzień, w którym nasze serca pękły, oddech się zatrzymał, a całe dotychczasowe życie nie miało znaczenia w obliczu piekła, które nas spotkało. Była to środa, dzień jak co dzień. Z rana zabawa na dworze, a w południe wymioty i ból głowy tak silny, że nie pozwalał naszemu dziecku się ruszyć. Leżał, wymiotował i patrzał tylko w jeden punkt. Zamarłam, nie wiedziałam co się dzieje. Zadzwoniłam po męża, żeby jak najszybciej wrócił z pracy. Przed powrotem męża wszystko minęło. Antoś znowu się bawił tak jakby chwilę wcześniej nic się nie wydarzyło. Oboje jednak zdecydowaliśmy, że spakujemy walizkę i jedziemy na SOR. Po pierwszych oględzinach stwierdzono, że dziecko jest zdrowe i nie ma potrzeby, żeby wykonywać inne badania. Uparliśmy się, że nie wrócimy do domu jeśli nie zostanie zrobiony rezonans i zostało wykonane badanie TK, które pokazało, że w głowie naszego dziecka jest olbrzymi guz. Zawalił nam się świat… Czuliśmy złość, strach i niewyobrażalne poczucie niesprawiedliwości. Wtedy pierwszy raz zadaliśmy sobie pytanie „ Dlaczego to spotkało nasze dziecko?”, „ Za co nas tak pokarało?”. Te pytania towarzyszą nam do dziś - opowiada pani Adrianna.
Reklama
Po 40 minutach Antoś z tatą zostali przetransportowani na Uniwersyteckie Centrum Kliniczne w Gdańsku. Tam wykonano wówczas niespełna trzylatkowi rezonans, który potwierdził obecność guza o wymiarach 5cmx5cmx5,3cm w tylnej jamie czaszki i wodogłowie. Lekarze podjęli decyzję o pilnej potrzebie operacji i tak Antoś został przetransportowany helikopterem do Szpitala „ Zdroje” w Szczecinie.
- Ze względu na złe wyniki krwi operacja odbyła się 30 sierpnia 2021 roku. Trwała 8 godzin… 8 godzin płaczu i modlitwy, bo co innego nam zostało jeśli nie modlitwy i prośby o cud, o to żeby nasze dziecko przeżyło i było sprawne? Około godziny 16:00 operacja się skończyła. Neurochirurg, który operował syna poinformował nas, że operacja się udała, guz został usunięty jednak nie w całości. Będzie potrzebna reoperacja guza, ale życie naszego dziecka nie jest już zagrożone. Poczuliśmy ulgę, jednak nigdy nie zapomnimy słów lekarza „ to był ostatni moment, on mógłby nie dożyć do 12 września…” Po tych słowach nie oczekiwaliśmy, że Antoś będzie jeszcze chodzić, liczyliśmy się z tym, że skutki operacji mogą być dużo gorsze niż przypuszczaliśmy, ale wtedy liczyło się dla nas tylko to, że Antoś żyje bo przecież tylko kilka dni dzieliło go od śmierci Po ponad tygodniu przyszedł wynik histopatologiczny potwierdzający, że guz nie był złośliwy. Nasza radość była nie do opisania. Poczuliśmy, że wszystko się ułoży - podkreślają rodzice czterolatka.
Reklama
Antoś przebywał w szpitalu razem z tatą ponad miesiąc. Po operacji był całkowicie leżący i przestał mówić. W międzyczasie dostał bakterię, która bardzo go osłabiła. Nie uśmiechał się, nie mówił, nie ruszał. Był podłączony do masy urządzeń i tylu samo kroplówek oraz pomp z lekami.
- To był najgorszy czas w naszym życiu. W połowie pobytu w szpitalu nie mogłam już przyjeżdżać do Antosia. Ze względu na dużą ilość stresu urodziłam naszego drugiego synka nieco wcześniej niż powinnam. Narodziny drugiego dziecka były dużym powodem do radości, ale jak się cieszyć, gdy starsze dziecko jeszcze nie tak dawno walczyło o życie? Tak długa rozłąka i to wszystko co się wydarzyło bardzo mocno odbiło się na naszej psychice - zaznacza pani Adrianna.
Reklama
Pod koniec września pojawiły się postępy. Antoś zaczął się ruszać i wydawać z siebie pierwsze dźwięki. Od tego momentu każdego dnia było lepiej. Na początku października mały wojownik został przewieziony na Uniwersyteckie Centrum Kliniczne w Gdańsku, aby dokończyć antybiotyk. Antoś robił ogromne postępy, przed końcem roku z powrotem chodził i mówił.
- Byliśmy pod ogromnym wrażeniem, Doznaliśmy cudu, o który tak gorliwie się modliliśmy. Oprócz tego, że po operacji Antoś zaczął bardzo powoli się wypowiadać to nie było żadnych innych skutków ubocznych. Znowu widzieliśmy w nim tą samą radość i chęć do życia co przedtem, aż do 15 stycznia 2022 roku. Ból głowy i wymioty wróciły, a my już nie czekaliśmy ani chwili dłużej. Skontaktowaliśmy się z UCK w Gdańsku i natychmiast ruszyliśmy w drogę. Gdy dojechaliśmy do szpitala już na nas czekano. Szybkie badania i znowu zostaliśmy przetransportowani samolotem do Szpitala „ Zdroje” w Szczecinie. Zdiagnozowano u Antosia wodogłowie i miał mieć przeprowadzony zabieg założenia zastawki. Na nasze szczęście Antoś zakwalifikował się do zabiegu Endoskopowej Wentrykulostomii III Komory Mózgu dzięki, któremu płyn rdzeniowo-mózgowy został odprowadzony bez zakładania zastawki. Zabieg przeszedł bez komplikacji i po trzech tygodniach wróciliśmy do domu. Jednak czekała nas jeszcze jedna, wtedy myśleliśmy, że ostatnia operacja - przyznaje pani Adrianna.
Reklama
Reoperacja guza mózgu odbyła się 24 maja 2022 roku. Operacja się powiodła, guz został całkowicie usunięty, a wynik histopatologiczny kolejny raz potwierdził, że nie było to nic złośliwego. Jednak podczas operacji został dotknięty pień mózgu i poskutkowało to połowicznym lewostronnym paraliżem. Lewa strona twarzy jest całkowicie sparaliżowana przez co Antoś nie jest w stanie zamknąć lewego oka, które jest w zezie. Nosi okulary i często zmagamy się z podrażnieniem oka, a lewa ręka i noga są osłabione. Po trzech tygodniach od operacji pojawiło się wodogłowie pooperacyjne i został przeprowadzony kolejny zabieg, aby płyn rdzeniowo-mózgowy mógł być swobodnie odprowadzany.
Antoś jest kilka miesięcy po operacji i nadal nie chodzi, nawet gdy trzyma się go za rękę sprawia mu to wiele trudności. Paraliż lewej strony twarzy nadal się utrzymuje i w tej kwestii nie widać żadnej poprawy, mimo że lekarze zaznaczyli, że podczas operacji nic nie zostało uszkodzone.
- Jednak my głęboko wierzymy w to, że Antoś zacznie sam chodzić, a jego twarz wróci do normy. Na dzień dzisiejszy Antoś potrzebuje wielu kosztownych rehabilitacji i terapii, aby mógł jak najszybciej wrócić do jak największej sprawności. Syn od października 2021 roku uczęszczał trzy razy w tygodniu na rehabilitacje, a od lipca 2022 roku już codziennie do trzech rehabilitantów, w tym również na NFZ. Na chwilę obecną rehabilitacja na NFZ się skończyła, a kolejną mamy dopiero w marcu 2023 roku, więc Antoś ma teraz trzy zajęcia fizjoterapeutyczne w tygodniu, elektrostymulację twarzy dwa razy w tygodniu i terapię neurologopedyczną również dwa razy w tygodniu. Jednak jest tych zajęć za mało, aby mogły przynieść tak długo wyczekiwany przez nas efekt. My wiemy, że Antoś może zacząć chodzić jednak, żeby tak się stało są potrzebne pieniądze. Dlatego prosimy pomóżcie nam zebrać kwotę, dzięki której będziemy mogli zapewnić naszemu dziecku lepszą i sprawną przyszłość - apelują rodzice Antosia.
Wesprzeć walkę o sprawność dla czteroletniego Antosia można za pośrednictwem platformy zrzutka.pl:
Dodajmy, że na pomoc małemu Antosiowi ruszyli też mieszkańcy Liniewa oraz strażacy. Tata Antosia należy bowiem do Ochotniczej Straży Pożarnej w Liniewie. Jego koledzy i koleżanki aktywnie walczą o zbiórkę środków na rehabilitację czteroletniego Antosia.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze