Wszystko zaczęło się od szkolnych konkursów recytatorskich. A dziś staje na deskach teatru i gra przed dużo szerszym gronem odbiorców. Na swoim koncie ma już kilka ról, a ostatnio możemy oglądać ją też na dużym ekranie w filmie. Mowa o Malwinie Lasce, młodej utalentowanej mieszkance Dziemian, która opowiedziała nam o początkach swojej aktorskiej drogi i przygodzie z filmem "Wszystko dla mojej matki", który już dziś będzie można obejrzeć w Kinie Remus.
Jak zaczęła się Twoja przygoda z aktorstwem?
Od konkursów recytatorskich. Nawet pamiętam swój pierwszy - w pierwszej klasie podstawówki, kiedy mówiłam „Samochwałę" przed całą szkołą. Wygrałam i pojechałam na powiatowe eliminacje do Kościerzyny, do sali im. L. Szopińsiego. Kiedy byłam w szkole, lubiłam się uczyć, lubiłam czytać książki, lubiłam grać na pianinie – ale to było wszystko mało ekstremalne. Nie przepadałam za sportem, bardzo bałam się wysokości, prędkości, hałasu – taka adrenalina mi nie pasowała. Za to mówienie do ludzi, opowiadanie im - najpierw w prostych wierszykach, z czasem w doroślejszej poezji i prozie - jakichś historii, przeżyć... Tak, to było ekstremalne przeżycie. Ja i kilkadziesiąt par oczu patrzących na mnie. To była adrenalina, przejęcie i poczucie czegoś pięknego, które poznałam pierwszy raz przy „Samochwale" i do którego potem tęskniłam.
Dlaczego aktorstwo?
Bo właśnie w aktorstwie, w tym zawodzie, odbywa się to spotkanie. Widownia, która słucha, odbiera i aktor, który ma dla niej jakieś przesłanie, prawdę, przeżycie. Poza tym, każda nowa rola to przygoda. Do końca nie wybieram sobie życiowej drogi, sposobu na życie, bo na jakiś czas, przy tworzeniu roli, mogę stać się kimś innym. A przy innym projekcie jeszcze kimś innym. I tak ciągle. Poznaje się wtedy i tworzy nowe światy. Oczywiście, jeśli wszystko pójdzie dobrze, na razie to przecież moje początki w tym zawodzie.
Czy młodej dziewczynie z Kaszub trudno jest robić karierę w stolicy?
Trzeba dużo pracować podczas studiów, przełamywać swoje bariery, umieć pójść na 50 castingów, a potem iść i na 51, nawet jeśli nic się udało na wszystkich poprzednich. I radzić sobie, jeśli zdarza się kilka projektów na raz – umieć organizować sobie czas, odpowiedzialnie się do wszystkiego przygotować. Tego uczą studia, które pochłaniają czas od rana do wieczora i wymagają eksploatowania ciała, głosu, emocji. To trudny zawód. Trudny, ale bardzo ekscytujący. I bardzo wierzę w to, że dzięki niemu ma się wpływ na rzeczywistość. Że sztukę robi się po to, żeby o czymś ważnym ludziom opowiadać, dotykać ich dusz.
Co poradziłabyś młodym osobom, które marzą o aktorstwie?
Żeby znajdowały jak najwięcej okazji, żeby oswajać się ze sceną i szukały wierszy i fragmentów prozy potrzebnych na egzaminy wstępne na studia aktorskie. Oczywiście podjęcie ich i ukończenie nie jest jedyną drogą, żeby zajmować się aktorstwem. Jest jednak dość skuteczne, by wypracować sobie warsztat i wachlarz umiejętności, który jest potrzebny aktorowi do pracy.
Możemy Cię oglądać na dużym ekranie w filmie „Wszystko dla mojej matki”. Jak trafiłaś do obsady filmu?
Poszłam na casting. Przy „Wszystko dla mojej matki", reżyserka, Małgorzata Imielska była obecna już od pierwszego etapu castingu. Zobaczyła we mnie coś, co pasowało jej do aury bohaterki, którą potem zagrałam – Mani. Wygranie castingu to jest czynnik bardzo wielu rzeczy i na większość z nich nie ma się wpływu.
Ja mogłam się jedynie dobrze nauczyć sceny i popracować wyobraźnią, emocjami, na castingu starać się być elastyczna – bo tego się oczekuje od aktorów. A że nie mam znanej twarzy? Że nie miałam wtedy jeszcze doświadczenia przed kamerą? Bycia na dużym planie filmowym? Gdzieś trzeba to doświadczenie zdobyć, pytanie tylko, czy ktoś zaryzykuje i da ci tę szansę. Twórcy „Wszystko dla mojej matki" zaryzykowali, za co jestem im bardzo wdzięczna.
Czy to Twój pierwszy występ na dużym ekranie?
Tak.
Na co dzień realizujesz się w teatrze. Czujesz się lepiej na scenie czy przed kamerą?
Akademia, którą jeszcze kończę, nie bez powodu nazywa się „teatralną". Mieliśmy zajęcia z pracy przed kamerą, ale przede wszystkim szkoli się nas do pracy w teatrze. Na roku dyplomowym zajmujemy się realizowaniem naszych dyplomów – czyli spektakli, które są grane potem przez cały rok. Cieszę się, że również poza studiami udaje mi się trochę teatralnie popracować. W teatrze jest magia, która jest nie do osiągnięcia w kinie – bycie tu i teraz. Każdy spektakl, każda widownia i każda ja, chociaż w tej samej roli, jesteśmy przecież inni każdego dnia.
Z drugiej strony plan filmowy to tak niezwykła przygoda. Ogrom ludzi i zachodu potrzebnych do nagrania jednego ujęcia jest niebywały. Tworzy się coś, co zostaje utrwalone, co idzie w świat. Kino wymaga nieco innego grania - przed kamerą nawet pociągnięcie nosem coś znaczy. W teatrze, na dużej scenie, nikt tego nie zauważy, trzeba istnieć, mówić, być i ruszać się szerzej, „bardziej”, żeby i ostatni rząd wiedział, co aktor gra.
Obie te przestrzenie są wspaniałe, obie wymagają ogromnej pracy zespołowej, odpowiedzialności i pracy wyobraźni. Wielu aktorów łączy pracę w teatrze z pracą na planach filmowych i serialowych. Taki scenariusz mojego życia najbardziej przypada mi do gustu.
Jaka jest Twoja najważniejsza dotychczasowa rola?
Trudno mówić to osobie, która dopiero zaczyna. Na studiach dopiero na III roku mamy przedmiot „praca nad rolą", gdzie pracujemy nad konkretnymi, całymi utworami dramatycznymi, ale już na II roku, kiedy pochylamy się jedynie nad fragmentami dramatu, nad krótkimi scenami, próbujemy skonstruować przy tym jakąś postać. I to na II roku miałam okazję pracować nad sceną ze „Szklanej menażerii” Tennesse'ego Williamsa. Moja bohaterka, Laura, miała tylko kilka słów do wypowiedzenia przez całą scenę. Martwiłam się tym, że moje koleżanki i koledzy mają kilka stron ciurkiem zapisanego tekstu, nad którym mogą pracować, a ja? Jak mnie w ogóle ocenią, skoro prawie nic nie mówię? I czemu dostałam taką dziwną, prawie niemą scenę?
Ale nauczyłam się bardzo dużo, właśnie dzięki temu „niemówieniu". Bo za słowami można się łatwo schować. Oczywiście, trzeba umieć je dobrze wypowiadać – wyraźnie i z sensem, ale ważniejsze jest to, jak ja słucham, kiedy partner do mnie mówi, co myślę, o tym co mówi i co się dzieje, co robię, co przeżywam na scenie. Słowa to tylko jedna z możliwości komunikacji. To było trudne i bardzo ważne doświadczenie, z którego do dzisiaj korzystam. Z tego, że na scenie, czy przed kamerą, nie zawsze najważniejsze jest to, co mówisz, lecz często ważniejsze jest właśnie to, czego nie mówisz.
Jakie masz marzenie? Kogo chciałabyś zagrać? Z jakim reżyserem pracować?
Film akcji. Strzelaniny, pościgi, wybuchy. Byłoby super.
Kto jest dla Ciebie aktorską inspiracją?
Mogłabym wymieniać i wymieniać – tyle jest inspirujących osób. ;)
W czwartek będziemy mogli obejrzeć się na dużym ekranie w Kościerzynie? Na pewno pojawisz się na sali. Czujesz tremę przed kościerską, własną publicznością?
Na pewno bardzo będzie mi miło i ucieszę się z każdego widza, który przyjdzie. Szczególnie, że spotkam się tam z rodziną, przyjaciółmi, znajomymi, nauczycielami – ludźmi, którzy mi kibicowali we wchodzeniu na tę ścieżkę, którzy byli dla mnie inspiracją w życiu i w szkole. Wszystko to mam i noszę ze sobą, to mnie tworzy, więc to spotkanie będzie dla mnie bardzo ważne.
To pozostało nam zaprosić wszystkich do obejrzenia filmu „Wszystko dla mojej matki”.
Dziękuję za rozmowę.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Super, gratulacja za determinację, wybić się z tak małej miejscowości to coś... Sukcesów życzymy :-)
No szczególnie wyrwać się z tych Dziemianów ...
Jedna 3 planowa rola na duzym ekranie i już wywiady? Uuuu gratuluje! ;)
Super, gratulacja za determinację, wybić się z tak małej miejscowości to coś... Sukcesów życzymy :-)
No szczególnie wyrwać się z tych Dziemianów ...
Jedna 3 planowa rola na duzym ekranie i już wywiady? Uuuu gratuluje! ;)