Reklama

Koń, a sprawa Amber Gold

W zamierzchłych czasach, a konkretnie w 1989 roku powstaje w światłym umyśle pewnego niedoszłego absolwenta Politechniki Warszawskiej, (także niespełnionego fotografa-artysty) genialny wynalazek nazwany "Bezpieczną Kasą Oszczędności". Pomysł polegał na tym, że każdy kto "pożyczy" BKO pieniądze na umówiony termin otrzyma je z powrotem wraz z gigantycznymi odsetkami rzędu 200 - 250 %. Jak się okazało, (socjologowie i psycholodzy do dziś głowią się na tym fenomenem) Polacy uwielbiają pożyczać sobie nawzajem pieniądze. A gdy znalazł się ktoś kto pożyczy, odda a do tego gwarantuje bezpieczny i astronomiczny zysk, wielu poczuło wtedy smykałkę bankowca-rekina finansjery.

Owo dziwne zjawisko szybko przekształciło się w cudowny lek na pozbycie się zbędnej gotówki, a twórcy przyniósł (nie do końca oczekiwaną) dozgonną sławę oraz międzynarodowy list gończy. Niespełna rok krótkiej, acz wyjątkowo owocnej działalności przysporzyło Grobelnemu tak wielką popularność, że nagłe zamknięcie "punktów obsługi klienta" spowodowało rozpacz społeczeństwa na granicy histerii oraz głębokie osłupienie aparatu państwowego.

Od tamtej pory powołano szereg instytucji, specjalne wydziały policji oraz (wtedy) UOP do zwalczania przestępczości gospodarczej. Wprowadzono szereg ustaw mających uniemożliwić osobom skazanym za oszustwa finansowe oraz bez odpowiedniego wykształcenia na powtórzenie wyczynu BKO. Rzesze kompetentnych urzędników codziennie kontrolują znienacka oraz zupełnie bez ostrzeżenia niezliczoną ilość podmiotów gospodarczych. Wiele z tych podmiotów zakończyło działalność w wyniku ocierającej się o święty fanatyzm nadgorliwości kontrolerów. Polacy mogli spać spokojnie wiedząc, że gdzieś tam, jakiś urzędnik niezmordowanie doszukuje się najdrobniejszych znamion przestępstwa w zeznaniach podatkowych lub sprawozdaniach finansowych.

W tak trudnym okresie dla wirtuozów zarządzania cudzym majątkiem, o negocjowalnej uczciwości, zaczyna swą działalność Marcin P. Mimo barier oraz licznych kłód rzucanych mu pod nogi przez nieczuły aparat sądowo-administracyjny, dzięki marzeniom o bursztynowym złocie zdobywa serca (i portfele) tysięcy Polaków. Jak to możliwe? Media skwapliwie donoszą o kolejnych nieprawidłowościach w systemie kontrolnym, o podejrzeniach korupcji i tzw. "bezsilności władz". Ale "Bezsilna Władza" po skontrolowaniu kontrolujących już zapowiedziała kolejne kontrole oraz wdrożenie mechanizmów "jeszcze bardziej" kontrolujących oraz regulacyjnych. Lecz mimo mojej szczerej wiary w zapewnienia Rządu o bezwzględnym i surowym ukaraniu winnych tego "rażącego niedbalstwa organów administracyjnych", to (całkowicie niespodziewanie) przed oczami ukazuje mi się Minister Gowin i jego pełna entuzjazmu polemika z przeciwnikami deregulacji zawodów nieruchomościowych i nie tylko. Minister argumentował swe racje jakby powoływał się na stare i sprawdzone mądrości ludowe: "ludzie sami zdecydują, który pośrednik czy zarządca utrzyma się na rynku", "koszty utrzymania systemu wydawania licencji, komisji odpowiedzialności zawodowej oraz kontroli ministerstwa są zbyt wysokie do uzyskanych korzyści" oraz (moje ulubione) "reglamentacja dostępu do zawodów oznacza wysokie ceny, niską jakość oraz rozrost biurokracji i spowolnienie gospodarcze".

Do tej pory postrzegałem siebie jako zdecydowanego przeciwnika deregulacji, członka "betonu elit" blokującego dostęp do niezwykle intratnego i poważanego zawodu pośrednika wielu młodym i utalentowanym (obecnie) bezrobotnym kandydatom. Lecz obserwując mimowolnie wydarzenia wokół działalności Pana Marcina P., zaczynam powątpiewać w swe racje. Czyżby było tak, iż Minister Gowin od samego początku przeczuwał, że nie ma na świecie systemu kontroli, który działałby w 100 % nie omylnie, bez zarzutu oraz bezwzględnie skutecznie? Czyżby Minister Gowin odkrył, że bezustanne zwiększanie armii urzędników i wprowadzanie nowych przepisów regulujących prowadziło w istocie do całkowitego paraliżu tegoż systemu? Jakby w wyjątkowo przewrotny sposób ukazuje wady sprawowania kontroli Państwa nad obywatelem, gdzie jedynym ratunkiem dla przeciętnego zjadacza chleba przed kontynuatorami tradycji BKO jest świadomy oraz przemyślany wybór komu powierzyć swoje pieniądze? Cóż nam po rejestrach, pozwoleniach i kontrolach jeśli mimo to znajdą się ludzie, którzy będą oszukiwać i tacy którzy dadzą się oszukać?

Zaczynam dostrzegać jakby próbę wprowadzenia w życie światłej idei obywatela świadomego swych praw i obowiązków, który nie potrzebuje licencji, rejestrów i pozwoleń i całego aparatu administracyjnego, aby najlepiej wybrać podmiot zarządzający jego majątkiem. Drogą to zrealizowania tej wizji, niestety, ma być ofiara części społeczeństwa w postaci dorobku całego życia (często też i rodziny), być może nawet utrata zdrowia lub co gorsza życia. Lecz gdy społeczeństwo przebrnie przez tą okrutną lekcję wydaje się, że wyniesie z tego naukę, aby świadomie i z rozmysłem podejmować decyzje nie tylko finansowe, ale polityczne oraz życiowe.

Niestety z przykrością stwierdzam, że do takiego modelu liberalnego państwa obywateli jest przed nami daleka droga. Bowiem jak ma wybierać instytucję, której powierzy swe pieniądze, człowiek mający wiedzę na temat finansowości i ekonomi na poziomie ponadprzedszkolnym? Skąd ma czerpać wiedzę o pułapkach lub zagrożeniach czających się w czeluściach przepisów bankowych oraz instrumentów finansowych? Zapewne idealnie by było, gdyby każdy z nas posiadał ponad przeciętną wiedzę z zakresu ekonomii, prawa i księgowości. Ale to nie wystarczy. Bo jak mam rozpoznać dobrego kierowcę taksówki, jeśli sam nie mam prawa jazdy? Jak wybrać ekipę budowlaną, jeśli nie mam wykształcenia architektonicznego? Skąd mam wiedzieć czy szewc, który wybudował wielką siedzibę i złotymi literami głosi, że jest mistrzem w swoim fachu, mówi prawdę?

Sądzę, że mimo, iż licencje i pozwolenia itp. nie gwarantują pewności, że mamy do czynienia z kompetentnym profesjonalistą, to pozwalają przynajmniej sądzić, że osoba legitymująca się licencją zadała sobie chociaż trud zdobycia niezbędnej wiedzy do wykonywania swojego zawodu. Nie uważam jednocześnie by wprowadzenie dodatkowych ostrzejszych regulacji miało nas uchronić przed marzeniami o "bursztynowym złocie" w przyszłości lub uniemożliwić ich realizację kolejnym "wizjonerom (cudzych) finansów". Niemniej kolejne przykłady działania "oscylatorów finansowych" pokazują, że ciągle nie jesteśmy gotowi na "gospodarkę bez granic", realizację snu Karla Poppera o społeczeństwie otwartym. Mimo to chciałbym zapewnić Państwa, że nie ustanę w wysiłkach, by choć trochę przyczynić się do jego powstania.

A koń? Koń jaki jest, każdy widzi.

Paweł Sawicki
www.ceresdoradztwo.eu
www.facebook.com/CeresDoradztwo
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    alica - niezalogowany 2012-09-16 11:22:23

    "Koń jaki jest, każdy widzi." tzn. konkretnie kapitalizm jaki jest każdy widzi. Pytanie czy życzymy sobie systemu przyjaznego rozmaitym oszustom. Kto nie został choć raz oszukany w obrocie gospodarczym - ręka do góry!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Koscierski.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości