Reklama

Kaszubia znowu wygrywa, a Gwiazda pokazuje niesamowity charakter

Przedostatnią kolejkę spotkań w rundzie jesiennej nasze IV-ligowe zespoły mogą zaliczyć do udanych. Żaden z nich nie doznał porażki, ale ze zwycięstwa mogli się jedynie cieszyć piłkarze Kaszubii Kościerzyna.

Lider tabeli, czyli zespół biało-bordowych tym razem podejmował inną czołową drużynę IV ligi, mianowicie słupskiego Gryfa. Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem można było przewidywać, że będzie to dobre spotkanie i tak też było.

Sześć goli w meczu z Gryfem

Przez pierwsze 20 minut zawodów na murawie Kaszubii toczyła się niezwykle wyrównana walka. Goście kilka razy zagrozili bramce Miłosza Mokwy, ale nie zdołali pokonać kościerskiego golkipera. Z biegiem czasu przewagę zaczęła wypracowywać Kaszubia, a pierwsze dobre okazje do wyjścia na prowadzenie mieli Tomasz Tuttas oraz Przemysław Żukowski. Jednak na pierwszą bramkę zespół Pawła Budziwojskiego musiał poczekać do 43 min. kiedy to doskonałe dogranie z boku wykorzystał wspomniany wcześniej Przemysław Żukowski. W rezultacie, pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 1:0 dla Kaszubii.

Reklama

Kilka minut po wznowieniu gry, na listę strzelców ponownie wpisał się Przemysław Żukowski, ale odpowiedź gości nastąpiła błyskawicznie. Pięć minut po stracie drugiej bramki, Gryf zdobył bramkę kontaktową, a szczęśliwym strzelcem okazał się Tomasz Piekarski. Od tego momentu spotkanie jeszcze bardziej się ożywiło, a kolejne bramki były tylko kwestią czasu. W 73 min. na 3:1 dla biało-bordowych podwyższył Błażej Troka. Słupszczanie byli jednak nieustępliwi i nie dawali za wygraną. Ich wysiłki się opłaciły, ponieważ w 80 min. Patryk Dąbrowski doprowadził do stanu 3:2. Jednak minutę później ostateczny wynik meczu na 4:2 ustalił Błażej Troka.

- Od pierwszych minut mecz był bardzo żywy, a piłkarze Gryfa postawili nam dość wysoko poprzeczkę. Od około 20 minuty zaczęliśmy mieć przewagę, czego dowodem były dwie dobre okazje Tuttasa i Żukowskiego, ale bramkę zdobyliśmy dopiero tuż przed przerwą. Po zmianie stron, mecz jeszcze bardziej się ożywił, co mogło się podobać obserwującym ten pojedynek. Praktycznie obydwie drużyny wymieniały się ciosami, ale ostatecznie to my odnieśliśmy zwycięstwo. Cieszy mnie nie tylko kolejna wygrana, ale też skuteczność, bo w ostatnich dwóch spotkaniach udało nam się strzelić aż 12 bramek – podsumował występ swojego zespołu trener Paweł Budziwojski.

Reklama

Kontrowersyjne decyzje sędziego

Emocji nie brakowało również w spotkaniu Gwiazdy Karsin z MKS Władysławowo. Ale tego można było się spodziewać, bo przed tą konfrontacją obie drużyny sąsiadowały ze sobą w tabeli. Jednak to Gwiazdka miała 1 punkt więcej niż Władysławowo. Mecz był rozgrywany we Władysławowie i pierwsza połowa pokazała, że miejscowi będą potrafili wykorzystać atut własnego terenu.

Przez pierwszy kwadrans rywalizacja była wyrównana, aczkolwiek podopieczni Andrzeja Borowskiego mieli okazję do wyjścia na prowadzenie już w początkowej fazie zawodów. Po strzale głową Mateusza Borowskiego futbolówka poszybowała nieco ponad poprzeczką. Jednak to gospodarze jako pierwsi mogli się cieszyć ze zdobycia gola. W 34 min Mateusza Kerszka (zawodnik z pola, który zastępuje w bramce kontuzjowanego Michała Kartuszyńskiego) pokonał Dominik Klecha. Niestety, pod koniec pierwszej połowy gospodarze zadali drugi cios. Sędzia podyktował dla nich rzut karny, który wzbudził sporo kontrowersji, ale obronił go wspomniany Mateusz Kerszk wybijając piłkę poza boisko. Jednak po rozegraniu rzutu rożnego drugą bramkę dla zespołu z Władysławowa zdobył Marek Kwaśnik.

Reklama

Przewaga wypracowana przez gospodarzy w pierwszej części zawodów nie podłamała jednak zawodników z Karsina. W drugiej odsłonie za wszelką cenę chcieli doprowadzić do wyrównania. Nadzieję na osiągnięcie tego celu dał Mateusz Borowski, który w 63 min. zdobył kontaktową bramkę dla Gwiazdy. Rywale odpowiedzieli wprawdzie dwiema groźnymi sytuacjami, ale na szczęście dla drużyny z Karsina zakończyły się one niepowodzeniem. W 81 min. ponownie dał o sobie znać Mateusz Borowski, który wykorzystał błędy defensywy Władysławowa i po raz drugi w tym meczu umieścił piłkę w siatce. Warto jeszcze dodać, że w samej końcówce meczu, wspomniany zawodnik dwukrotnie był faulowany w polu karnym rywali, ale sędzia nie dopatrzył się przewinienia jakiegokolwiek piłkarza MKS-u. W rezultacie, spotkanie zakończyło się remisem 2:2.

- Ten mecz rozpatruję na dwóch płaszczyznach. Pojechaliśmy do Władysławowa w osłabionym składzie i do przerwy przegrywaliśmy 0:2. W drugiej połowie wprowadziliśmy zmiany, a co najważniejsze, moi zawodnicy nie podłamali się i pokazali ogromną determinację i wolę walki. To przyniosło efekt, bo doprowadziliśmy do remisu i wywalczyliśmy punkt na wyjeździe. I z tego naprawdę się cieszę. Natomiast pozostaje pewien niedosyt, ponieważ mam sporo uwag do pracy sędziów, począwszy do karnego podyktowanego dla gospodarzy, a skończywszy na dwóch ewidentnych faulach na naszym zawodniku w polu karnym miejscowych. Mimo wszystko szanujemy wynik, bo utrzymaliśmy 10 miejsce w tabeli – stwierdził Andrzej Borowski, szkoleniowiec Gwiazdy.

Reklama

Na koniec dodajmy, że Wda Lipusz w wyjazdowym spotkaniu bezbramkowo zremisowała z Jantarem Ustka. Był to drugi mecz z rzędu podopiecznych Łukasza Witka, w którym zanotowali remis 0:0.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Koscierski.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości