Aż pięć bramek mogli zobaczyć kibice, którzy w miniony weekend przyszli na mecz Kaszubii Kościerzyna z Pogonią Barlinek. Niestety o jedną więcej strzelili goście, a tym samym biało-bordowi pozostają jedną z trzech ekip, które wciąż nie zaznały w tym sezonie smaku ligowej wygranej.
Choć przyjezdni nie należą wcale do III-ligowej czołówki, na Kamiennej od pierwszych minut zaznaczyli swoją przewagę. To oni dłużej utrzymywali się przy piłce i starali prowadzić grę, zresztą z wcale nie złym skutkiem. Już w 2 minucie od utraty gola uchronił nas Kafarski, a zaraz potem strzał Bzdęgi minimalnie minął słupek. Kaszubia starała się nie pozostawać jednak dłużna i w 10 minucie z dystansu huknął Osłowski, sprawiając spory kłopot bramkarzowi gości.
Niestety był to podryw krótkotrwały, bo w 16 minucie Pogoń wyszła na zasłużone prowadzenie. Najewski dokładnie podał do Bejuka, a ten już wpolu karnym posłał futbolówkę obok bezradnego Kafarskiego.
Po golu piłkarze z Barlinka zwolnili nieco tempa, ale sytuacji bramkowych nie brakowało po obu stronach boiska. Choć więcej stworzyli ich goście, szczęście dopisało podopiecznym Pawła Budziejowskiego. I to w ostatniej minucie pierwszej połowy. Po faulu na Błażeju Troce sędzia nie miał wątpliwości w wskazał na 11 metr. Rzut karny na wyrównującego gola zamienił natomiast Michał Bieliński.
Po zmianie stron emocji było jeszcze więcej. Miejscowi starali się utrzymać korzystny rezultat jak najdłużej, nastawiając się przy tym na kontry, ale taktyka ta sprawdzała się przez zaledwie siedem minut po wznowieniu gry. Tym razem znakomitym uderzeniem bezpośrednio z rzutu wolnego popisał się Świtaj i wynik znów trzeba było gonić.
Mimo to, stroną dominującą w dalszym ciągu była Pogoń, wytrwale dążąc do kolejnej bramek. Niewiele brakowało, a sztuka ta udałaby im się już w 58 minucie, gdy lob Bejuka zatrzymał się na poprzeczce, a dobitka Bzdęgi minimalnie minęła słupek. W 73 minucie na wysokości zadania stanął natomiast Kafarski.
Kościerzynianie obudzili się na niespełna kwadrans przed końcem, choć strzał Wysieckiego obroniony końcami palców przez Tomczaka bardziej należy traktować jako jednorazowy przebłysk. W 86 minucie było już praktycznie po meczu, a defensywę Kaszubii indywidualnym rajdem przez niemal pół boiska ośmieszył ponownie Bejuk.
W doliczonym już czasie gry rozmiary szóstej już porażki biało-bordowych w sezonie zmniejszył co prawda strzałem głową Tomasz Grzywacz, ale ani dorobek punktowy, ani przedostatnia pozycja gospodarzy w ligowej tabeli nie poprawiły się. Kaszubia przegrała 2:3.
Komentarze