Reklama

J. Dittrich - Myślę, że Kościerzynę stać na wizytówkę w postaci kultury

Kościerski Dom Kultury świętuje jubileusz 60-lecia działalności. Z tej okazji o początkach działalności placówki oraz najważniejszych wydarzeniach minionych lat rozmawiamy z dyrektorem instytucji kulturalnej w Kościerzynie, Janem Dittrichem.

Jakie były początki instytucji kulturalnych w Kościerzynie?
Powiatowy Dom Kultury został utworzony w 1957 roku. Był to ważny moment w historii miasta. Nie wszyscy mieszkańcy jego powstanie oceniali dobrze, myśląc że będzie to nowa instytucja do walki z wiarą oraz indoktrynacji pod kątem słusznych poglądów PZPR. Przeglądając materiały archiwalne nie sposób znaleźć w pracy domu kultury i takiego nurtu, ale chwalebnie to nie on miał stać się właściwą rolą dla tej instytucji. Domy kultury stanowiły przedłużenie zbrojnej ręki partii. Taki był fragment tej oferty. Chociaż kroniki nasze i tę działkę wspominają, jednak nie ten przedmiot był istotą naszej działalności. Multum ludzi w domu kultury się wyedukowało, wielu rzeczy dowiedziało się o życiu, muzyce, malarstwie, tworzeniu modeli. Była też działka sportowa związana z brydżem, szachami.

Kiedy Pan stanął na czele kościerskiej instytucji kultury?
Stanowisko dyrektora objąłem w 2008 roku. Wygrałem konkurs. Jestem wdzięczny za to, że konkurs był bezsprzecznie transparentny. Pracę zacząłem 24 czerwca, a już 1 lipca mieliśmy pieczątki, wpis do instytucji kultury. Byliśmy nową instytucją - Centrum Kultury i Sportu. Jedną z pierwszych rzeczy, którą postanowiłem zrobić, to wrócić na ulicę Długą, dlatego, że budynek, w którym funkcjonował przed wojną hotel, był wizytówką Kościerzyny. Uważałem bowiem i nadal tak myślę, że Kościerzynę stać na wizytówkę w postaci kultury. Zależało mi na tradycji starej Kościerzyny. Tak mnie wychowali rodzice. Mój ojciec uważał, że Kościerzyna jest baśniowym miastem, wręcz trochę takim jak w "Sklepach Cynamonowych". Przedstawiał ją zawsze idealistycznie. Myślę, że wiele rzeczy, na które patrzymy, ma kulturę w tle.

Jakie najważniejsze wydarzenia ostatnich lat utkwiły Panu w pamięci?
W 2008 roku oddawaliśmy obiekt pomiędzy stadionami. Wtedy też nastąpiła wizyta premiera Donalda Tuska. Z rzeczy niedobrych, jakie się wówczas wydarzyły, to śmierć Zygfryda "Freda" Daszkowskiego. Długo nie szukaliśmy następcy, gdyż doskonałym kandydatem był jego syn, który nie tylko miał fantastyczne zacięcie muzyczne, ale też organizacyjne. Cieszę się, że Big Band Freddens jest zespołem podmiotów. W 2008 roku ruszyliśmy także z Festiwalem Folkowym. Po wizycie Donalda Tuska, drugą ważną postacią, jaka nas odwiedziła był prezydent RP Lech Kaczyński. Uczestniczył on w rocznicy powstania Solidarności. Pamiętam, że w związku z tą wizytą musiałem podpisać taki cyrograf, że obecność prezydenta na naszej scenie jest w pełni bezpieczna, co zresztą się potwierdziło.

Nowym rozdziałem dla centrum kultury było niewątpliwie powstanie Sali Szopińskiego?
W 2008 roku dzięki burmistrzowi Modrzejewskiemu powstała Sala Szopińskiego, która w 2009 roku oddana została do remontu. Dwa lata później została ponownie otwarta. Wraz z powstaniem Sali Szopińskiego Kościerski Dom Kultury przejął też nową funkcję, bardzo ważną organizacyjnie - kino 2D i 3D. Sala Szopińskiego stała się nie tylko miejscem ważnych konferencji, sztuk teatralnych, ale też jest miejscem, gdzie prezentujemy projekcje prapremierowe. W ten oto sposób do Kościerzyny zjeżdża się multum ludzi.

Kościerzyna znana jest z szeregu wydarzeń, na których goszczą międzynarodowe gwiazdy.
W 2009 roku uruchomiliśmy serię moich programów dydaktycznych związanych z muzyką klasyczną. Puszczałem najciekawsze wykonania różnych artystów. Profesor Krzysztof Meyer, jeden z naszych wybitnych kompozytorów, zgodził się patronować Festiwalowi Muzyki Kameralnej. Cały festiwal kosztował tyle, ile jeden zespół disco polowy na jednym koncercie. Zaczęło się sypać na Międzynarodowym Festiwalu Folklorystycznym Brusy-Karsin-Kościerzyna. Przez pewien czas próbowaliśmy z Zespołem Pieśni i Tańca sami organizować alternatywne edycje tego festiwalu. Odbyły się trzy edycje. Było to dla nas wszystkich bardzo duże doświadczenie. Nikt nie chciał jednak zlikwidować tamtego festiwalu, ze szczególnym uwzględnieniem burmistrza Brus, wójta Karsina i burmistrza Zdzisława Czuchy. W ten sposób uruchomiliśmy nową edycję. Myślę, że dobrze się stało, że wróciliśmy do tych tradycji.

W międzyczasie Kościerzyna stawała się miastem Remusa. Nazwę otrzymało nie tylko kino, ale też na Rynku stanął pomnik Remusa. Chcieliśmy, aby ten dobry człowiek, który, bądź co bądź, jest wymyśloną postacią jedynej epopei napisanej w języku kaszubskim, stał się jądrem tego, co Kościerzyna przez lata wypracowała. Napisał ją Aleksander Majkowski, człowiek stąd, który zamieścił w powieści naszą najstarszą tradycję kulturową, jaką jest pielgrzymka na Kalwarię Wejherowską. Jako jądra fabularnego Majkowski użył nie tylko wątku tejże pielgrzymki, ale wokół Remusa pojawił się cały świat wierzeń, podań oraz złego myślenia o tym co za nami, a więc tego, co było związane z Prusami, Niemcami.

I tak Centrum Kultury i Sportu w Kościerzynie doszło do kolejnej reorganizacji...
W związku ze zmianą treści ustawy o prowadzeniu działalności kulturalnej w 2013 roku, nasza jednostka została pozbawiona działalności sportowo-rekreacyjnej. Wróciła do starej nazwy Kościerskiego Domu Kultury.

Obecnie Dom Kultury to także miejsce, które integruje środowiska młodych ludzi i seniorów.
W 2016 roku przebranżowiliśmy swoją działalność skierowaną dla seniorów. Powstała specjalna sala, w której seniorzy mogą się spotykać, organizować różne warsztaty itp. O ile jednak działalność senioralna jest obwarowana ustawą, o tyle nikt nie broni jeszcze rodzin, a potrzeby w tym zakresie są ogromne. Dlatego bardzo się cieszę, że w tym roku w naszym domu kultury Centrum Pastoralno-Psychologiczne Więź otworzyło placówkę, której celem jest ratowanie zagrożonych przez problemy społeczne, czy materialne rodzin. Jeśli dzięki jej działalności uda się uratować chociaż jedną osobę, to już było warto.

Kościerską działalność kulturalną wyróżnia to, że możemy spotkać się z kulturą z wyższej półki, gwiazdami światowego formatu.
Tacy ludzie, jak Stephen Layton nie przyjeżdżają do takich miasteczek, jak Kościerzyna. Od
nas poleciał do Seulu, a potem do wielkich miast australijskich i nowozelandzkich. W trakcie festiwalu Szekspirowskiego gościliśmy teatr Globe z Londynu, organizowaliśmy teatry off"owe. Zorganizowaliśmy wydarzenia, którymi wyprzedziliśmy wielkie aglomeracje i instytucje. Fajne jest to, że mogliśmy zetknąć się z wielkimi nazwiskami ludzi, którzy tworzą kulturę na zachodzie takich, jak na przykład Jerry Goodman. Tych przedsięwzięć było bardzo dużo. Dla kościerzaków takim wydarzeniem, które zawsze angażuje najmocniej są Dni Kościerzyny. Praktycznie cała czołówka gwiazd muzyki rockowej w Polsce, jeżeli dodamy, że w tym roku wystąpi zespół Kombi, zagrała podczas święta miasta. Do kompletu brakuje nam niewielu.

Można chyba zaryzykować stwierdzeniem, że to dzięki takiej działalności KDK wielu młodych ludzi odkryło swoją pasję artystyczną i dziś odnosi sukcesy w tej dziedzinie...
Nasza działalność, także ta edukacyjna, warsztatowa zawsze szła w tym kierunku, aby jak najwięcej ludzi było wykształconych, żeby tu wracali pisać swoje piosenki, książki, tworzyć kompozycje, kręcić filmy. Dziś możemy się pochwalić, że mamy trochę absolwentów "ekskluzywnych" uczelni artystycznych, a mam tu na myśli chociażby Pawła Ruszkowskiego, Szymona Sutora, Olę Prądzyńską, moją córkę - Wandę Dittrich, która nakręciła film, który reprezentował Polskę na Festiwalu w Cannes, niedługo szkołę aktorską w Krakowie będzie kończyć Magda Fennig. Tych osób jest coraz więcej. Wracają do nas, bo chcą oddać Kościerzynie trochę tego, co od niej zyskali. Jest to piękna sprawa. Bardzo dużo pracujemy z młodymi ludźmi. Optymistycznie patrzymy w przyszłość. Mam nadzieję, że pod kątem kultury, nie będzie trzeba uciekać z Kościerzyny.

Zorganizowałem Pan setki imprez, warsztatów. Z jakiego wydarzenia lub z występu którego artysty, jest Pan bardziej dumny?
Myślę, że taką osobą był Stephen Layton. Mało komu zdarza się w życiu, że może spełnić swoje największe marzenie. Mi było to dane. Dzięki profesorowi Janowi Łukaszewskiemu i wielu innym osobom, człowiek, który bierze wielkie gaże, na którą Kościerzynę nie było stać, przyjechał do naszego miasta, w ramach poznania innego regionu, innych ludzi. I chyba się zakochał w Kaszubach, bo w przyszłym roku chce przyjechać ponownie. Stephen Layton, który dyryguje najstarszym chórem na świecie Choir of King’s College, Cambridge, największymi orkiestrami na świecie - w Nowym Jorku, czy Chicago, nagle znalazł się w Kościerzynie.

Dyrygował Polskim Chórem Kameralnym. Na dodatek, w tym moim złotym śnie, powiedziałem, że moim marzeniem jest, by w naszym sanktuarium zaśpiewał Hymn do Matki Bożej angielskiego kompozytora - Johna Turnera. Mimo iż nie było tego w programie, wykonał właśnie ten hymn. Zabrzmiał na sam koniec. Jest to niezwykła radość, kiedy słyszy się muzykę, którą znało się tylko z płyt, kiedy rozmawia się w sposób przyjacielski z człowiekiem, który tym dziełem dyryguje, kiedy zaczyna wymieniać z nim zdania, do których może nie jest uprawniony, a wszystko dzieje się na żywo. Do tego myślę, że Stephen Layton ma to do siebie, że posiada bardzo duży pokład duchowości. Dyryguje dziełami bardzo starymi i współczesnymi. Okazuje się, że to, co mają do przekazania współcześni kompozytorzy, jest głęboką studnią przepięknej muzyki, którą zrozumie każdy. Są to nuty, które łapią za serce.

O kulturze opowiada Pan zawsze z wielką pasją. Jest Pan szczęśliwym człowiekiem, że łączy pan swoją pracę ze swoją życiową pasją?
Oczywiście. Tak sobie myślę, że jest tak, że dane mi jest wykonywać to, co kocham. Nie wiem, czy potrafiłbym wykonywać coś lepiej. Krzysztof Kieślowski kiedyś powiedział: "Proszę państwa, ja jestem reżyserem, spróbujcie wrzucić mnie gdzie indziej, wtedy nic nie będę potrafił. Do niczego innego się nie nadaję". Ze mną nie jest może tak, bo 20 lat prowadziłem firmę handlową, ale kultura jest dla mnie jednak największą życiową pasją. Poprzez swoją działalność staram się, aby każdy człowiek niezależnie od wieku był ciekawy świata. Ja nadal jestem ciekawy muzyki, malarstwa i różnych wydarzeń. Powinniśmy bowiem myśleć o tym, co jest blaskiem, który nas grzeje i rozświetla.

Dziękuję za rozmowę.

AL
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Pedros - niezalogowany 2017-06-23 21:01:27

    Kościerzyna - miasto zawistnych ludzi. Czym wygrywają Kartuzy, Sierakowice i tamte strony? Jeden drugiemu daje zarobić, a tu? Kościerzak pojedzie 100 km dalej, wyda dodatkowo kasę na paliwo, ale swojemu nie da zarobić bo jak? Wtedy drugi by miał więcej? Ludzie zrobili się bardziej fałszywi. Jak wyczują biznes to ci w tyłek wejdą, jak nie to mają cię w tym przysłowiowym tyłku.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Geograful - niezalogowany 2017-06-22 17:50:01

    ~wnikliwy Kaszub Cały hejt na Kościerzynie jest spowodowany tym, że miasto osiągnęło mistrzostwo w marnowaniu swojego potencjału oraz robieniu głupich błędów, które wypaczą całą ocenę. Mało tego typu opinie nie są związane tylko np. z obecnym lub poprzednim burmistrzem. Tak jest praktycznie przez całą historię (może oprócz lat po II wojnie światowej, gdzie komuniści kościerscy byli wychwalani przez władze centralne). Bardzo często jest tak, że jak naukowcy z UG, UMK, UKW szukają negatywnego przykładu na cokolwiek, znajdują go właśnie w Kościerzynie

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Mój podpis - niezalogowany 2017-06-22 17:44:00

    Uczestniczyłem w ostatnim festiwalu folkloru. Kościerzyna zdaniem większości zespołów była najsłabszą ze scen. Bardzo mała widownia, na koncercie naszego zespołu było około 70 osób i to pomimo tego, że był w najlepszym możliwym czasie. Mało tego organizatorzy mówili, że jest ich dużo. Na koncercie we Wielu było przynajmniej 15 razy więcej osób i to pomimo, że graliśmy jako pierwsi. Chyba jedną słabszą sceną był Wielki Klincz, który był chyba tylko po to by pokazać, że da się słabiej. Przypominam, że Kościerzyna miała największy potencjał marketingowy (bliskość Trójmiasta, SKM), którego nie potrafi wykorzystać.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Koscierski.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości