Piłkarze Kaszubi Kościerzyna bliscy byli przełamania złej passy i wywiezienia ze Słupska kompletu punktów. Jeszcze na osiem minut przed końcem meczu prowadzili z Gryfem 2:0, by w dramatycznej końcówce stracić całą przewagę i zremisować ostatecznie 2:2.
Choć wynik ten jest lepszy niż w poprzednim sezonie, kibice biało-bordowych mają prawo czuć rozczarowanie. Gryf w obecnych rozgrywkach spisuje się bowiem fatalnie, w 10 pierwszych kolejkach gromadząc zaledwie cztery oczka.
Także Kaszubia bardzo potrzebuje zwycięstw, bo systematycznie traci dystans do czołówki tabeli. Po raz ostatni podopieczni Dawida Klawikowskiego wygrali niemal dokładnie miesiąc temu. W sobotę do zgarnięcia pełnej puli zabrakło im dosłownie kilkudziesięciu sekund.
Więcej determinacji od pierwszych minut wykazywali kopacze z Kościerzyny, czego potwierdzeniem był groźny strzał Pietrzyka, wybroniony jednak przez Krymowskiego, a chwilę potem także sytuacja "sam na sam" Rzepy, ponownie powstrzymana przez słupskiego golkipera.
Gryf odpowiedział w tym czasie właściwie tylko raz, gdy uderzeniem na krótki słupek Kafarskiego usiłował zaskoczyć Kryszałowicz.
Pierwsze 45 minut należało jednak do Kaszubi, które przed zmianą stron jeszcze dwukrotnie zagrozili bramce gospodarzy. Najpierw sędzia nie uznał gola Pietrzyka (spalony), zaś w 40 minucie drugi pojedynek z Krymowskim przegrał Rzepa. Dobitkę Poźniaka z linii zdołali zaś wybić słupscy defensorzy.
Mimo wyraźnej przewagi Kaszubi, pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem.
Druga część meczu nie przyniosła zmiany obrazu gry. Poprawiła się za to skuteczność naszych piłkarzy, w efekcie czego w 64 minucie wyszliśmy w końcu na upragnione i zasłużone prowadzenie. Z rzutu wolnego precyzyjnie dośrodkowywał Poźniak, a formalności strzałem głową z bliska dopełnił Pietrzyk. Gdy niespełna 20 minut później celnym uderzeniem zza pola karnego popisał się Wyciecki i Kaszubia wyszła na prowadzenie 2:0 wydawało się że jest już praktycznie po meczu.
Miejscowi nie zamierzali jednak składać broni i już pierwsza ich akcja po wznowieniu gry przyniosła im trafienie kontaktowe. Nadzieję w serca miejscowej publiczności wlał pięknym strzałem w samo okienko bramki Kafarskiego Artur Sarna. Do końca regulaminowego czasu gry pozostawało wówczas jeszcze siedem minut. Jak się okazało, wystarczyło to miejscowym do uratowania punktu. W doliczonym już czasie gry w polu karnym padł faulowany przez Kafarskiego Pytlak i arbiter główny spotkania wskazał na wapno. Odpowiedzialność wziął na siebie raz jeszcze Artur Sarna i niestety nie zawiódł. Gryf w przeciągu ostatnich siedmiu minut zdołał wydrzeć Kaszubi pewne zdawać się mogło zwycięstwo. Gospodarzom wynik ten pozwolił opuścić ostatnie miejsce w tabeli, zaś dla kościerzynian oznacza jeszcze większą stratę do czołówki.
Komentarze