Piłkarze ręczni Sokoła Kościerzyna przegrali już drugi mecz z rzędu. Po wpadce w Gryfinie w ostatni weekend stycznia, tym razem ulegli na wyjeździe przewodzącemu stawce AZS AWF Gorzów Wielkopolski 22:21, choć gdyby nie fantastyczna postawa bramkarza gości w ostatnich fragmentach spotkania – na Kaszuby mogliby wrócić przynajmniej z punktem.
Spotkanie na szczycie I ligi było niezwykle ważne z kilku powodów. Dla lidera z Gorzowa była to bowiem szansa na powiększenie przewagi nad najgroźniejszym rywalem. Kościerzynianie z kolei w przypadku zwycięstwa podeszliby akademików na zaledwie jeden punkt i tym samym zemścili się za pechowy remis u siebie w pierwszej częściej sezonu, kiedy przez większa część meczy byli zespołem zdecydowanie lepszym, a mimo to oddali przeciwnikom w końcówce cenny punkt.
Pierwsze minuty rewanżu należały zdecydowanie do gospodarzy, którzy niesieni dopingiem przeszło 500 kibiców dość szybko odskoczyli na kilka bramek. Na reakcję trenera Stankiewicza nie było trzeba czekać zbyt długo. Już w 12 minucie poprosił o czas, który na szczęście podziałał na jego podopiecznych mobilizująco. Potrzebowali zaledwie pięciu minut by doprowadzić do remisu. Co więcej, chwilę później „petardą” z drugiej linii na pierwsze prowadzenie 7:6 wyprowadził nas Maciej Reichel. Nie przyszło nam się jednak cieszyć nim zbyt długo. Gorzowianie, jak na lidera przystało, wzięli się w garść i odzyskali inicjatywę. Jej efektem była dwubramkowa przewaga, którą w ostatnich sekundach pierwszej odsłony zniwelował Żynda.
Po zmianie stron obie ekipy długo próbowały złapać właściwy rytm gry. Posypały się kary, mnożyły się niedokładności i nieskuteczne ataki. Po dziesięciu minutach bliżsi wygranej byli jednak miejscowi, którzy utrzymywali prowadzenie na poziomie 2-3 trafień. Na szczęście dla nas szkoleniowy wręcz błąd popełnił Tomiak, który wbiegł na parkiet tuż przed końcem swojej kary za co sędziowie nakazali spędzić mu tam kolejne dwie minuty. Nieporozumienie to błyskawicznie wykorzystał Sokół i po kwadransie gry na tablicy wyników był remis po 17.
Odpowiedź Gorzowa była jednak natychmiastowa po kilka chwil później prowadzili ponownie 20:18. W końcówce kościerzynianie pokazali niezwykłą ambicję i wolę walki, ale cuda w bramce wyczyniał golkiper AZS-u – Łukasz Wiasilek. W ciągu trzech decydujących minut wybronił on m.in. dwa karne, a pokonać dał się tylko raz, gdy do siatki trafił Żynda. Vetrex miał co prawda jeszcze szansę na remis, ale ostatnia akcja meczu zakończyła się niepowodzeniem. Przegraliśmy 22:11, co przy wcześniejszej porażce z Energetykiem oraz dwóm zwycięstwom depczącego nam po piętach Juranda kosztowało Sokół spadek na trzecie miejsce w tabeli. Do zakończenia sezonu pozostało jednak jeszcze siedem kolejek. Okazji do kolejnych punktów zatem nie zabraknie.
Komentarze