W schronisku dla zwierząt w Garczynie w gm. Liniewo, prowadzonym przez Fundację Beagle w Dom interweniowała policja oraz inspektorzy OTOZ Animals. Kilkadziesiąt zwierząt, które były przetrzymywane w fatalnych warunkach, zabezpieczono i przekazano do kościerskiego schroniska oraz innych placówek. Prezes Fundacji Beagle w Dom, która zajmowała się zwierzętami w domu w Garczynie, jest za kratkami.
Fundacja Beagle w Dom na terenie Garczyna działała od niedawna. Wcześniej prowadziła schronisko dla zwierząt w Gdyni. Już na początku swojej działalności w Garczynie okazało się, że jej prezes Martyna B. ma poważne kłopoty, o czym poinformowała naszą redakcję. Chodziło o to, że sama opiekowała się około 40 psami. Apelowała o wolontariuszy, którzy mogliby ją wesprzeć w zajmowaniu się zwierzakami.
- Zwracam się z apelem do wszystkich, którzy chcieliby się zaangażować w naszą działalność. Mam na myśli wolontariuszy z regionu, którzy mogliby wychodzić na spacery z psami itp. – mówiła w połowie października Martyna B.Reklama
Wolontariusze się znaleźli i zaczęli pomagać, za co Martyna B. serdecznie dziękowała. Jak się okazało, w schronisku nie działo się najlepiej, co zresztą zauważyli wspomniani wyżej wolontariusze. Niepokojące było również to, że po naszej publikacji, w sieci pojawiło się bardzo wiele negatywnych informacji na temat działalności Martyny B.
- Ta pani nie bez powodu zawinęła się z Gdyni i zaczęła pracować ze swoją „pseudo fundacją” w innej miejscowości. Nie ma wolontariuszy? Kiedyś miała ich mnóstwo, przemiał ludzi był zastraszający. Miałam okazję mieć do czynienia z tym miejscem, psy żyją w karygodnych warunkach, zamknięte w łazienkach, przywiązane do kaloryferów, uciekają przez płot i sąsiedzi łapią je po polach – napisała Adria82.Reklama
- Dziw bierze, że fundacja wciąż działa. I na pewno nie dlatego, że robi to zgodnie z prawem, czy zasadami moralnymi. Trzeba uważać, komu się pomaga, bo to jest idealny przykład, próby (nieudolnej co prawda) robienia interesu na krzywdzie zwierząt – to opinia Sandry.
- Nie polecam pomagać tej kobiecie. Zero empatii do zwierząt i wolontariuszy. Jak prezes fundacji może podnosić rękę na zwierzęta? Osobiście byłam tego świadkiem – to kolejny komentarz w tej sprawie.
Sprawa stała się jeszcze bardziej bulwersująca, gdy pojawiły się informacje, że prezes Martyna B., zniknęła z domu w Garczynie, gdzie znajduje się schronisko. Jak się dowiedzieliśmy, trafiła do więzienia za posiadanie narkotyków.
- Policjanci zatrzymali w miniony piątek kobietę w związku z nakazem doprowadzenia do aresztu śledczego. Jest to kara zastępcza, która została zamieniona na karę pozbawienia wolności, za to, że kobieta nie wykonała prac społecznych. Sąd zamienił jej karę na 42 dni pozbawienia wolności. Policjanci doprowadzili ją do aresztu śledczego – informuje Piotr Kwidziński, oficer prasowy kościerskiej policji.
Okazało się, że informacje oraz opinie na temat funkcjonowania schroniska w Garczynie szybko dotarły do inspektorów OTOZ Animals. Jak zaznacza jej przedstawiciel, Paweł Gebert, do Animalsów dotarły wiadomości o zatrzymaniu kobiety.
- Otrzymaliśmy kilka zgłoszeń, że prezes Fundacji Beagle w Dom została zatrzymana przez organy ścigania, a na miejscu znajduje się około 40 psów. Pojechaliśmy na miejsce, by sprawdzić te informacje. Zwierzęta były przetrzymywane w nieodpowiednich warunkach bytowych, pozamykane w niewielkich klatkach. Część z nich była chora. W tej sytuacji wspólnie z kilkoma innymi fundacjami, zabezpieczyliśmy ponad 30 psiaków – wyjaśnia Paweł Gebert.
Jednocześnie dodaje, że Animalsi otrzymywali już wcześniej zgłoszenia na temat Fundacji Beagle w Dom, gdy ta działała jeszcze w Gdyni. Zgłoszenia dotyczyły głównie tego, że psy są nieodpowiednio traktowane. Jednak wówczas, po przeprowadzonych kontrolach, uzyskane informacje się nie potwierdziły.
Jak się dowiedzieliśmy, w efekcie interwencji OTOZ Animals i policji, w Garczynie zabezpieczono kilkadziesiąt psów, które były przetrzymywane w fatalnych warunkach. Przekazano je do schronisk w Wadowicach Dolnych oraz Kościerzynie. Pracownicy kościerskiej placówki potwierdzili w rozmowie z naszą redakcja, że zwierzęta były w złym stanie.
- Jestem wolontariuszem i w kościerskim schronisku pracuję od ponad dwóch lat. Zwierzęta, które do nas trafiły, znajdowały się w bardzo złym stanie. Jeden z psów wymiotował krwią, inne były chore, ledwo trzymały się na nogach. Przetrzymywano je w bardzo małych klatkach np. 24 na 24 cm. Szczerze przyznam, że czegoś takiego w życiu nie widziałem. Jestem emerytem i mam 65 lat i wiele w życiu widziałem i nie rozumiem tego, jak można w XXI wieku w ten sposób traktować zwierzęta? To się nie mieści w głowie. Stan psów zrobił straszne wrażenie na wszystkich naszych wolontariuszach, niektórzy zalewali się łzami na ich widok – stwierdza Robert Szefer, wolontariusz Kościerskiego Schroniska dla Zwierząt.Reklama
Jak się dowiedzieliśmy, przedstawiciele OTOZ Animals będą analizować materiał dowodowy i w najbliższym czasie podejmą decyzję w sprawie ewentualnego zawiadomienia służb w sprawie nieprawidłowości.
Fot. OTOZ Animals
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze