Reklama

Czy zdalna edukacja zdaje egzamin? Odpowiadają rodzice, nauczyciele i uczniowie

Minęły dwa miesiące od chwili, gdy polskie szkoły zostały zamknięte, a sześć tygodni od momentu, gdy oficjalnie wprowadzono edukację zdalną. Wszystko wskazuje na to, że ta forma nauki potrwa do zakończenia roku szkolnego. Jak sobie radzą uczniowie, nauczyciele i rodzice w nowej rzeczywistości? Czy udało im się już oswoić z e-nauką i jak ją oceniają?

Od ośmiu tygodni uczniowie polskich szkół uczą się w domach. Czas, który upłynął od momentu zamknięcia szkół daje możliwość dokonania pierwszych podsumowań tego, jak szkoły, uczniowie i rodzice odnaleźli się w nowej formie edukacji.

- To były bardzo intensywne dwa miesiące zdalnego kształcenia. Nauczyciele zostali postawieni z dnia na dzień w trudnej sytuacji. Trzeba było w ekspresowym tempie znaleźć sposób nawiązania kontaktu z uczniami, rodzicami. Ważne były nie tylko narzędzia internetowe, ale i rozpisanie na nowo programów nauczania, scenariuszy zajęć itp. Nauczyciele we własnym zakresie szukali kursów doskonalących, materiałów szkoleniowych – mówi Dariusz Zelewski, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 1 im. Św. Kazimierza w Kartuzach.

Reklama

Portal Librus, tworzący systemy informatyczne dla oświaty w kwietniu opublikował raport dotyczący zdalnej nauki. Wnioski w nim zawarte oparto na badaniu przeprowadzonym wśród rodziców. Przepytano prawie 21.000 osób.

Jednym z głównych problemów, który wskazała aż 1/3 rodziców jest brak wystarczającej ilości sprzętu do nauki on-line. Jeśli w domu jest więcej dzieci, muszą współdzielić komputer.

- Mam dzieci w wieku wczesnoszkolnym. Wcześniej komputer nie był nam w domu jeszcze potrzebny, jednak gdy wprowadzono zdalną edukację stał się konieczny. Początkowo korzystałam z telefonu i sprawdzałam e-dziennik oraz zadania do zrobienia. Tych jednak z czasem przybywało. Udało nam się zdobyć laptopa od rodziny i jest znacznie łatwiej. Kupiłam też drukarkę, by móc drukować zadania. Problemem jest też dostęp do Internetu, ten na wsi często działa kiepsko, więc kiedy syn ma obejrzeć o 18 spektakl, który będzie dostępny przez dwie godziny w sieci, często są problemy z łącznością – opowiada pani Ola, mama uczniów w wieku dziewięciu i siedmiu lat.

Reklama

Dyrektor Jedynki zwraca uwagę na kolejny istotny problem – pogłębienie różnic edukacyjnych uczniów.

- Moim zdaniem ostatnie dwa miesiące nie wyrównały szans edukacyjnych uczniów. Wręcz przeciwnie – pogłębiły się różnice. Są szkoły, w których kompleksowo wprowadzono zdalne kształcenie. Wykorzystuje się najbardziej efektywne sposoby nauki, jakimi są lekcje online. Dzieje się to tam na większości przedmiotów. Jednak są szkoły, a nawet gminy, w których lekcje online są rzadkością. Są duże grupy uczniów, którzy praktycznie przez ostatnie dwa miesiące wyłączyli się lub do których nie było możliwości dotarcia. Wynika to często z ograniczeń dostępu do szybkiego Internetu, braku komputerów, ale też warunków domowych – wyjaśnia Dariusz Zelewski.

Reklama

- W mediach, szczególnie społecznościowych możemy zaobserwować w jaki sposób rozwinęła się kreatywność szkół. To są bardzo pozytywne objawy. Uważam, że będzie to procentować w przyszłości. Na przykładzie naszej szkoły, powiem że zrobiliśmy krok milowy nie tylko w edukacji zdalnej, ale przede wszystkim we wzmocnieniu relacji z uczniami i rodzicami. Od początku najważniejsze było towarzyszenie uczniom w tym trudnym czasie pandemii. Ścisła, codzienna współpraca pedagogów i psychologów z rodzicami i uczniami umożliwiła dotarcie do domów, w których edukacja w ,,normalnych czasach’’ była trudna, a co dopiero w pandemii. Z tego jesteśmy dumni – dodaje.

Zaangażowanie rodziców

Ogromną rolę w procesie edukacji zdalnej odgrywają rodzice. Najbardziej obciążeni są ci, których dzieci uczą się w klasach IV-VI szkoły podstawowej, a tuż po nich z klas I-III. Jak wynika z badań Librusa 21 proc. rodziców biorących udział w ankiecie przyznaje, że spędza „nad nauką” z dzieckiem pięć lub więcej godzin dziennie. 18 proc. ankietowanych poświęca na pracę z dzieckiem cztery godziny dziennie, 20 proc. rodziców – trzy godziny, a 15 proc. dwie. Wsparcia rodziców nie wymaga tylko 14 proc. dzieci.

Reklama

- Syn ma dziesięć lat, jest w piątej klasie. Dzieci mają codziennie lekcje on-line z języka polskiego, angielskiego i W-F, a teraz również z techniki. Zajęcia odbywają się na kilku różnych platformach, niektóre jak zoom wymagają sporej wiedzy już przy samej instalacji. Myślę, że sporym problemem jest to, że dzieci nie mają jeszcze w pełni rozwiniętych kompetencji informatycznych, nie poruszają się  sprawnie w sieci. Bez pomocy rodzica nie poradzą sobie – muszą z materiałem się zapoznać, wydrukować, potem zrobić zadanie, sfotografować lub zeskanować i odesłać.  Biorąc pod uwagę listę przedmiotów, bardzo trudno jest w ciągu doby nadążyć z materiałem. Rodzic musi mieć wiedzę z każdego przedmiotu, by ją pomóc przyswoić dziecku – opowiada mama ucznia klasy piątej.

- Dopóki mogłam być w domu i codziennie pracować z córką, która jest w drugiej klasie radziliśmy sobie dobrze. Weszliśmy w stały rytm i nauka szła sprawnie. Niestety w ubiegłym tygodniu musiałam wrócić do pracy i w tej chwili nie nadążamy z materiałem. Nadrabiamy w weekendy. Spędzamy praktycznie całe dwa dni na przerobieniu materiału – opowiada pani Ania, mama ośmiolatki.

Reklama

Obciążenie dzieci

Wielu rodziców zwraca uwagę na to, że ich dzieci mają zbyt dużo obowiązków i są przeciążeni nauką. Z badania Librusa wynika, że 36 proc. respondentów twierdzi, że nauki jest zdecydowanie za dużo, a 35 proc. , że raczej za dużo. Co trzeci uważa, że nauki jest w sam raz.

 - Mam syna w trzeciej klasie. Jest ciężko, bo mamy dwa razy więcej zadań do zrobienia niż kiedy uczył się w szkole. Nauczyciele codziennie zadają nowe tematy, do tego dochodzą kilkustronicowe czytanki, zajęcia z logopedą, prace plastyczne, zadania z religii i angielskiego. Zaczynamy o 10, mamy dwie przerwy i tak naprawdę kończymy w okolicach dwudziestej. Syn jest przemęczony. Gdy nie dajemy rady, uzupełniamy materiał w tygodniu – opowiada pani Ola.

Reklama

Metody zdalnego nauczania

Zdaniem 46 proc. rodziców żaden z nauczycieli nie realizuje lekcji online, w przypadku 31 proc.  rodziców – niewielu nauczycieli prowadziło taką formę kształcenia. Z kolei 7 proc. rodziców wskazuje, że wszyscy nauczyciele ich dziecka prowadzą lekcje online. Nauczyciele głównie decydują się na pośredni kontakt z uczniem.  Przesyłają zakres materiału z podręcznika i ćwiczeń do samodzielnego zrealizowania (85 proc. ankietowanych), materiały i zadania do samodzielnego wykonania przez dzieci (72 proc. ankietowanych).  Z kolei 63 proc. rodziców odpowiedziało, że dzieci otrzymują filmy edukacyjne. 47 proc. respondentów potwierdza wykorzystywanie platformy e-podręczniki.

Reklama

- W naszym domu dwójka z czworga dzieci uczy się w różnych szkołach podstawowych. Jedno z nich pracuje z materiałami otrzymanymi od nauczyciela. Drugie głównie ma lekcje przez Internet z wykorzystaniem kamery i mikrofonu. Patrząc na efekty zdecydowanie lepiej radzi sobie córka pracując samodzielnie i przedstawiając jedynie wyniki swojej pracy. Taka forma wymaga więcej dyscypliny, ale patrząc długoterminowo przyniesie znacznie więcej efektów – opowiada pan Łukasz, rodzic dziesięciolatka i ośmiolatki.

- Ten model edukacji może też posłużyć temu, by nauczyć dzieci jak się uczyć i pracować nad sobą w taki sposób, żeby przyswoić potrzebną wiedzę. I to jest zadanie nauczycieli, a rodzice powinni ich w tym wspierać. W mojej ocenie obecnie system edukacji niestety nie jest przygotowany na prowadzenie nauczania zdalnego – zaznacza.

Reklama

Młodzież już się wdraża

O ile młodsi uczniowie potrzebują wsparcia rodziców przy zdalnych lekcjach, o tyle starsi radzą już sobie całkiem nieźle.

- Pracuję z uczniami ze szkoły podstawowej. Trzeba przyznać, że przez nauczanie zdalne spędzam w pracy znacznie więcej czasu niż normalnie. Generalnie bardzo dużo zależy od samodyscypliny uczniów. Korzystam z e-podręcznika i e-platformy, mam podgląd na to, co robią uczniowie, staram się przygotowywać też materiały poglądowe – prezentacje, mapy, które pozwolą lepiej przyswoić wiedzę – opowiada jedna z nauczycielek historii (imię i nazwisko do wiad. red.).

Reklama

- Uczę w szkolę wiejskiej,  jeśli w jakiejś rodzinie jest kilkoro dzieci, daję więcej czasu na zrobienie zadań, bo wiem, że nie każdy ma super łącze i dostęp do komputera na wyłączność – dodaje nauczycielka.

Zdaje się, że najlepiej z edukacją na odległość radzi sobie młodzież szkół średnich.

- Na początku ilość materiału była trochę przytłaczająca, niektórzy nauczyciele nie wzięli pod uwagę tego, że mamy też inne przedmioty w szkole, ale teraz wszytko się jakoś ułożyło. Wszyscy musieliśmy się przyzwyczaić do większej współpracy i warunków w jakich razem pracujemy. Myślę, że do zdalnego nauczania można się przyzwyczaić. Każdy radzi sobie tak jak może, ale pomagamy sobie wzajemnie, żeby było nam łatwiej – opowiada Beniamin, uczeń drugiej klasy liceum.

Reklama

- Lekcje zdalne w moim przypadku odbywają się zgodnie z planem zajęć na ten rok, nauczyciele zadają zadania domowe, robią karty pracy na ocenę, a nawet zdalne kartkówki. Prawie jak w szkole. Wiadomo, że w przypadku niektórych przedmiotów łatwiej jest prowadzić lekcje zdalne (np. zajęcia językowe) niż w przypadku matematyki albo fizyki. Mimo trudności wszyscy nauczyciele starają się nam przedłożyć materiał, byśmy nie mieli zaległości – dodaje licealista.

Zmiany od 18 maja

Kolejny etap luzowania obostrzeń dotyka też sfery edukacji. Od 18 maja będzie można prowadzić zajęcia praktyczne w szkołach policealnych, rewalidacyjno-wychowawcze oraz wczesne wspomaganie rozwoju i specjalistyczną rewalidację. W poniedziałek otwarte zostaną także placówki i instytucje z bazą noclegową i działalnością opiekuńczo-edukacyjną. Są to np. schroniska młodzieżowe, ośrodki sportowe czy świetlice środowiskowe.

Z kolei od 25 maja szkołach podstawowych będą mogły się odbywać zajęcia opiekuńczo-wychowawcze w klasach I-III.

- Organizowanie zajęć opiekuńczych w klasach 0-III dla rodziców pracujących nie rozwiązuje problemu. Dzieci bowiem, które będą ewentualnie przychodzić do szkoły na 4-5 godzin będą wyłączone ze zdalnego kształcenia, a to dla nich byłoby niewłaściwe. Dlatego będę rozmawiać z rodzicami, by do końca czerwca kontynuowali naukę w domu. Jednak dla tych, którzy mimo to zdecydują się posłać dziecko do szkoły stworzymy odpowiednie, bezpieczne warunki – mówi Dariusz Zelewski, dyrektor kartuskiej Jedynki.

Maturzyści i ósmoklasiści będą natomiast mogli skorzystać w szkołach z konsultacji z nauczycielami. Będą się one mogły odbywać indywidualnie lub w małych grupach. Od 1 czerwca uczniowie pozostałych klas będą mogli korzystać z konsultacji z wszystkich przedmiotów.

- Od 25 maja będą w szkole mogły odbywać się zajęcia indywidualne w ramach pomocy psychologiczno – pedagogicznej. Specjalną ofertę skierujemy także do ósmoklasistów, którzy w czerwcu napiszą egzamin. Uruchomimy dla nich dodatkowo blok przygotowań zdalnych oraz stacjonarnych – dodaje dyrektor Jedynki.

- Rozwiązania zaproponowane na konferencji dają jedną ważną odpowiedź: zdalne kształcenie potrwa do końca roku szkolnego. Dlatego cieszę, się że zainwestowaliśmy w kompleksowe rozwiązania, które pozwalają nie tylko prowadzić zajęcia, ale też dokonywać oceny i podsumować rok szkolny – zaznaczył Dariusz Zelewski.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Gość123 - niezalogowany 2020-05-14 18:19:56

    Uczniowie mieli dużo nauki, a teraz mają jeszcze więcej,byli zawalani bardzo dużą ilością zadań domowych w dużym stopniu nie potrzebnych a teraz jeszcze muszą sami sie uczyć nowych rzeczy, było źle a jest jeszcze gorzej

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    ewa - niezalogowany 2020-05-14 19:05:19

    Porażka ,w podstawówce materiał jak w liceum ,i wszystko trzeba robić samemu ,a nauczyciele tylko zadaja.Ciekawe dlaczego rodzicom nie dadzą pensji .Bo nauczycielom się nie należy.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2020-05-14 19:36:23

    Moim zdaniem zaś jest fajnie. Mam dzieci w klasach I-III. Realizujemy spokojnie cały materiał plus uzupełnienia ode mnie (nareszcie w całości mam wiedzę, czego i jak uczą się moje dzieci). I jeszcze zostaje nam wiele czasu w ciągu dnia. Pracuję z dziećmi, ale to przecież moje dzieci i robię to dla nich. Widzę pozytywne efekty, każdego dnia obserwuję też, jak pogłębiają się więzi w naszej rodzinie.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Koscierski.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości