Maluje na szkle, szyje abażury, haftuje, rzeźbi. Swoją pasję odnalazła jednak w zamykaniu piękna kwiatów w bibule. Wykonane przez nią kwiaty podbiły serca Chińczyków. Największą satysfakcję sprawia jej przekazywanie umiejętności tworzenia kwiatów z bibuły innym, odkrywanie w nich talentu do rękodzieła. Mowa o Bogumile Bednarek z Kościerzyny, która opowiedziała nam o swojej pasji, sztuce rękodzieła i o tym, jak dzięki papierowym kwiatom trafiła do Szanghaju.
Kiedy pierwszy raz zetknęła się pani ze sztuką robienia kwiatów?
Już jako dziecko, miałam około 10 lat. To zasługa mojej cioci, która przygotowywała wiązanki na groby. Dawniej zdobiono je samodzielnie. Ciocia tworzyła piękne kwiaty. Dla dziecka, które widzi, jak z kawałka kolorowej bibuły nagle powstaje piękny kwiat była to magia. Ciocia widząc moje zainteresowanie zapytała, czy chcę spróbować. I tak stworzyłam pierwszy kwiatek. Oczywiście ciocia musiała go trochę poprawić, wytłumaczyła co i jak należy robić. Tak nauczyłam się sama przyozdabiać groby. Gdy dorosłam wykonywałam wiązanki. Potem, było to dziewięć lat temu, rozpoczęłam pracę w muzeum. Okazało się, że w jednej z chat - na Piechowicach prowadzone są warsztaty robienia kwiatów z bibuły. Tam trafiłam i zostałam do dziś. Uwielbiam to miejsce i moją pracę, kontakt z ludźmi, pracę z dziećmi. Tworzymy tam kwiaty, takie jak robiło się dawniej, ale zdarza się również, że tworzymy coś nowego, współczesnego, kwiaty przypominające te prawdziwe z ogrodu.
Kiedy ta umiejętność przerodziła się w Pani pasję?
Wtedy kiedy zobaczyłam, że można tworzyć piękne kompozycje. Szyłam abażury, haftowałam serwetki. Robiłam różne rzeczy. Bibułę trzeba poczuć, bierzesz papier do ręki i czujesz, że można stworzyć coś fajnego, co spodoba się ludziom i sprawi, że dzieci będą się uśmiechać. Najmłodsi często z dumą mówią do swoich mam: "popatrz, jak umiem". Prowadziłam różnego rodzaju warsztaty na terenie powiatu kościerskiego i nie tylko. Od jednej z pań usłyszałam: "Jak przyszła pani z tą bibułą do naszej pracowni, to pomyślałam sobie, a co tam można zrobić z takiej bibuły." Jak już zobaczyła, co można zrobić, stworzyła tak piękną gwiazdę betlejemską, że sama pomyślałam, że jest to żywy kwiat.
A więc nie tylko czerpie pani radość z tej pasji, ale także zaraża nią innych. To, że wydobywa z nich pani ukryte talenty musi dawać ogromną satysfakcję?
Dzielę się pasją z ludźmi, którzy przed przystąpieniem do pracy często, nie wiedzą o tym, że potrafią coś takiego stworzyć. A potem powstają piękne kompozycje. Cieszę się, że potrafię przekazać tę umiejętność i nauczyć kogoś tej sztuki. Czasami dostaję podziękowania. Na jednym z nich, szczególnie dla mnie ważnym, umieszczono cytat ze słowami Jana Pawła II: "Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, kim jest, nie przez to co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi". Są to piękne słowa. A praca z ludźmi daje mi ogromną satysfakcję. Cieszę się, że innym podoba się to, co robię. Kwiaty budzą uśmiech, zadowolenie, spokój.
No właśnie... kwiaty. Dlaczego one są tematem Pani prac?
Praca przy tworzeniu kwiatów pozwala się zrelaksować. Nie trzeba myśleć o tym, jaki będzie efekt finalny. To wychodzi samo. Przykładam sobie poszczególne listeczki, sprawdzam czy ten pasuje czy nie. Lubię, kiedy w moich bukietach jest dużo zieleni. Tworzę je w taki sposób, żeby było ładnie. Kolory cieszą, z palety barw można stworzyć przepiękne kompozycje.
Co jeszcze prócz kwiatów, tworzy Pani z bibuły?
Prowadzę różne warsztaty w zależności od pory roku i przypadających w danym okresie świąt. Na zajęciach robimy ozdoby wielkanocne, choinkowe. Inspiracji jest mnóstwo, a pomysłów na wykonanie jeszcze więcej. Przykładowo na Wielkanoc można stworzyć jajko, które można umieścić w mchu, w słomie, czy sianie. Z jajka może wychodzić kurczaczek bądź kwiatek np. krokus. Wszystko zależy od tego, co widzimy, co nam w duszy gra. Robię również z bibuły bukiety ślubne, urodzinowe, ale też ozdoby na choinkę. Jesienią tworzyłam kwiaty z liści.
Stworzyła pani kilkaset a może nawet już tysiące kwiatów. Czy z jakiegoś dzieła jest Pani szczególnie dumna?
Lubię robić róże. Róża jest najstarszym kwiatem na świecie, ale jest też po prostu piękna. Żeby stworzyć pierwszą różę zniszczyłam sporo bibuły, naprawdę się namęczyłam. Oczyma wyobraźni, widziałam, jak powinna wyglądać. Użyłam do jej zrobienia grubej, włoskiej krepy. Nie wiedziałam jak dojść do tego, by stworzyć takiego kwiatka, o jaki mi chodziło. Z biegiem czasu moje prace były coraz ładniejsze. Technika czyni mistrza, jak również ilość wyrobionych kwiatów.
Skąd czerpie Pani inspiracje?
Z obserwacji i piękna natury. Zobaczę gdzieś piękny kwiat, zachwycający kolor. Robię zdjęcia kwiatom niezwykłym, albo tym napotkanym na spacerze w lesie i później na nich wzoruję się w pracy. Czasami nie mamy pojęcia, że jakaś zielona roślina wyda kwiat. A potem okazuje się, że coś wypuściła. Inspiracją do stworzenia leśnych kwiatów była dla mnie naparstnica, rosnąca pod płotem w muzeum. Zrobiłam jej zdjęcie. Wyglądała na tym płocie majestatycznie, tworzyła piękny klimat. Jak wyglądałam przez okno cieszyłam się, że coś takiego tam wyrosło. Co roku wypatruję, czy pojawi się znów. Zrobiłam naparstnicę z krepy włoskiej, bardzo podobną do tej, którą uwieczniłam na zdjęciu. Jak fotograf łapie chwile na zdjęciach, tak ja zamykam je w bibule. Miałam kilka wystaw swoich prac.
Ze swoimi pracami trafiła Pani też do Szanghaju, gdzie Pani kwiaty zrobiły furorę. Jak to się stało?
To zasługa tego, że te kwiaty potrafiłam robić. Otrzymałam propozycję wyjazdu do Szanghaju. Poleciła mnie koleżanka z muzeum, razem pojechałyśmy. W Chinach prowadziłyśmy warsztaty z kwiatów z bibuły. Nie miałyśmy wówczas pojęcia, że jesteśmy ocenianie. Tymczasem zdobyłyśmy dwie międzynarodowe nagrody. Pierwszą za najpiękniejszy cel podróży, drugą za najpiękniejsze warsztaty. Okazało się, że podbiłyśmy serca Chińczyków. Odbierając statuetki nie wiedziałyśmy właściwie, za co je otrzymałyśmy. Tłumacz powiedział nam: "Jesteście niesamowite. Stworzyłyście piękny ogród kwiatów, który zaowocował właśnie tą nagrodą". Na początku w ogóle nie docierało do nas znaczenie tej nagrody, dopiero niedawno sobie to uświadomiłyśmy. Nie wiedziałyśmy, jak prestiżową nagrodę nam wręczono. Okazało się, że warsztaty wykonywania kwiatów z bibuły były strzałem w dziesiątkę. Podczas pięciodniowych warsztatów wykonałyśmy łącznie ponad trzy tysiące kwiatów. Nie czułyśmy jednak zmęczenia tylko radość i zadowolenie. Z Szanghaju przywiozłam nagrody, ale też nowe inspiracje z Chin. Widziałam tam piękne kwiaty. Zrobiłam im zdjęcia. I chcę stworzyć takie same.
Jest Pani miłośniczką kwiatów, więc nie sposób zapytać, które lub Pani bardziej te żywe czy z bibuły?
Bardzo lubię żywe kwiaty, bo pachną. Moje pachną, jak się na nie patrzy. Przywołują w pamięci zapach żywych kwiatów. Nigdy nie dościgniemy natury, ale bardzo się staramy. Nie da się wykonać kwiatu z bibuły takim, jak stworzyła go natura, ale próbuję tak pracować, by moje kwiaty przypominały te żywe i dawały radość.
Stworzyła Pani tysiące kwiatów. Czy po takim ogromie wykonanej już pracy, nowe dzieła mogą jeszcze przynosić satysfakcję?
Dają ogromną satysfakcję. Staram się zawsze tworzyć coś nowego. Każdy kolejny kwiat, to nowe inspiracje, próbuję też tworzyć nowe dodatki. Te kwiaty dają radość z tego, że nigdy nie więdną. Czasami tylko odbarwiają się, czasami my je barwimy na różne kolory. Dodajemy im czegoś, żeby tworzyły piękne kompozycje. Choć tak naprawdę odbarwione, kiedy tracą kolor, też są piękne.
Na co należy zwracać uwagę podczas pracy nad bukietem?
Trzeba posiadać wyobraźnię, smak, umiejętność dobierania kolorów, odcieni. Muszę powiedzieć, że bardzo starannie pracują panowie. Zdarza się, że na warsztatach przygotowują kwiatki dla damy swojego serca. Są bardzo precyzyjni, siedzą i długo dłubią każdy listek. Nie spieszą się, bo chcą, by był jak najładniejszy. Dla mnie bardzo ważne jest też to, jak moje bukiety są przechowywane. Zależy mi, by naczynia, w których były trzymane były ładne, bo też są ozdobą.
Bez wątpienia posiada Pani duszę artysty. A z wykształcenia też jest Pani artystką?
Nie. Nie pochodzę też z rodziny artystycznej, ale myślę, że po prostu urodziłam się artystką. Całe życie zajmuję się rękodziełem - rzeźbiłam, malowałam na szkle, tworzyłam i zdobiłam abażury. Najlepiej jednak czuję się w robieniu kwiatów.
Jakie ma Pani największe marzenie?
Marzenia tworzą się przy tworzeniu kwiatów. Największą satysfakcję sprawia mi to, że ktoś przychodzi i mówi, że marzy, abym zrobiła dla niego kwiat, który pamięta z czasów swojego dzieciństwa, z ogrodu babci. I tak zrobiłam jednej pani z Niemiec piwonie, takie jakie rosły w ogródku jej babci.
Dziękuję za rozmowę.
AL
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze