Szczypiorniści Sokoła Kościerzyna doznali pierwszej ligowej porażki w tym sezonie. W meczu szóstej kolejki I ligi sposób znalazł na nich GSPR Gorzów Wielkopolski. Przegrana jest o tyle zaskakująca, że dla rywala była to dopiero druga wygrana w rozgrywkach, a wynik końcowy 40:30 potwierdza tylko, że Kaszubi rozegrali katastrofalne wręcz zawody.
Faworytem tej potyczki, i to zdecydowanym, byli podopieczni Igora Stankiewicza. Zwyciestwa w pierwszych czterech meczach sezonu i remis w ostatniej kolejce ze Spójnią sprawił, że kościerzynianie plasowali się na pozycji wicelidera. Rywale z pierwszych pięciu pojedynków ligowych wygrali zaledwie jeden i zajmowali pozycję trzecią, tyle że od końca.
To co działo się na parkiecie, szczególnie w pierwszej połowie meczu, śmiało można jednak nazwać sensacją. Gospodarze zaskoczyli ekipę Sokoła całkowicie. Po pięciu minutach gry przegrywaliśmy już 4:0, po kolejnych sześciu 10:2. Skutki nie przynosiły nawet reakcje trenera Stankiewicza. Vetrex grał jak ospały pozwalając dużo niżej notowanemu przeciwnikowi na prawdziwą masakrę. Do fatalnej postawy naszej defensywy dostroił się również blok ofensywny, rażąc wręcz nieskutecznością. W efekcie pierwszą połowę przegrywamy różnicą aż 13 bramek - 24:11!
Takich cięgów nie zbierają nawet najgorsze ekipy w lidze. Reprymenda w szatni obudziła co prawda wreszcie kościerskich piłkarzy ręcznych, ale na ratowanie wyniku było już zdecydowanie za późno. GSPR w pełni kontrolował wynik, spokojnie utrzymując prowadzenie na poziomie co najmniej 10 trafień.
Przebłyski Boneczki, Reichela, Grynisa, Cieślaka czy Janusiewicza na niewiele się zdały. W szeregach gospodarzy rewelacyjna partię rozgrywał bowiem Jarosław Suski - 12 bramek, wspierany przez Starzyńskiego 7 bramek i Krzyżanowskiego 6 bramek.
Sokół został ostatecznie rozbity różnicą aż 10 punktów i przegrał 40:30. Pozycję wicelidera udało się co prawda utrzymać, ale już w następnej kolejce zmierzymy się u siebie z niepokonanym dotąd liderem ze Szczecina. Obniżka formy przyszła więc w najgorszym z możliwych momentów.
Komentarze