W ostatnim meczu rundy jesiennej, Gwiazda Karsin doznała porażki w starciu z Aniołami Garczegorze. Zespół z Karsina prowadził jednak przez większość meczu, a wygrana wymknęła mu się w końcowej fazie zawodów.
Drużyna Gwiazdy miała tę przewagę, że ostatnie spotkanie piłkarskiej jesieni rozgrywała na własnym terenie. Jednak wystarczyło spojrzeć na układ w tabeli IV ligi, by dojść do wniosku, że faworytem pojedynku są zdecydowanie piłkarze przyjezdnej drużyny, która plasowała się w górnej części IV-ligowej stawki. Podobnie, jak w poprzednich meczach, zespół Andrzeja Borowskiego do walki z Aniołami przystąpił w osłabionym składzie, w którym brakowało kilku podstawowych zawodników. Na szczęście, między słupkami Gwiazdy mógł już stanąć Michał Kartuszyński, który przez kilka tygodni leczył kontuzję.
Mecz od pierwszych minut był niezwykle szybki, ale z biegiem czasu na murawie zaczęła dominować drużyna gospodarzy. Piłkarze Gwiazdy całkowicie zdominowali środek pola, a także bardzo często zapuszczali się pod pole karne Aniołów, co rusz stwarzając niebezpieczne sytuacje pod bramką rywali. Jednak w 11 minucie goście przeprowadzili groźną kontrę lewym sektorem boiska i po dośrodkowaniu w pole karne, jeden z ich piłkarzy umieścił piłkę w bramce Michała Kartuszyńskiego. Na szczęście dla miejscowych, gol nie został uznany, ponieważ jego autor znajdował się na pozycji spalonej. Ta chwilowa niefrasobliwość defensywy Gwiazdy podziałała mobilizująco na cały zespół. W 25 minucie miejscowi przeprowadzili szybką kontrę prawym skrzydłem skąd dośrodkowanie w pole karne wykorzystał Mateusz Kerszk pokonując bramkarza Aniołów. Dokładnie dziesięć minut później, zespół z Karsina prowadził już 2:0. Marek Steinborn uderzył sprzed pola karnego, a piłka odbiła się od słupka i wleciała do bramki przyjezdnej drużyny. Chwilę później mogło być już 3:0, ale piłka po strzale zawodnika Gwiazdy minimalnie minęła słupek. Ostatecznie, pierwsza odsłona zakończyła się prowadzeniem gospodarzy 2:0.
Po zmianie stron mecz nabrał jeszcze szybszego tempa. Zespół Aniołów postawił wszystko na jedną kartę i rzucił się do odrabiania strat. Dziesięciominutowa nawałnica przyniosła skutek w postaci bramki. W 55 min. kontaktowego gola strzelił Hubert Syldatk. W kolejnej fazie meczu miejscowi mieli również kilka okazji do podwyższenia wyniki, czego najlepszym przykładem była dwójkowa akcja Mateusza Borowskiego i Marka Steinborna. Pierwszy z nich doskonale dośrodkował swojemu koledze, a ten próbował strzałem głową zaskoczyć golkipera Aniołów. Niestety piłka minimalnie minęła światło bramki. Od tego momentu zaczęła się zarysowywać przewaga przyjezdnych, która została zwieńczona bramką wyrównującą, która padła w 80 min. Michała Kartuszyńskiego ponownie pokonał Hubert Syldatk. Gdy wydawało się, że zawody zakończą się podziałem punktów, już w doliczonym czasie gry Mateusz Słumiński zdobył zwycięską bramkę dla Aniołów i pozbawił piłkarzy Gwiazdy marzeń na utrzymanie korzystnego wyniku.
- Od kilku tygodni borykamy się z problemami kadrowymi i to dało nam się we znaki w dzisiejszym spotkaniu, bo dysponowaliśmy krótką ławką rezerwowych. Zagraliśmy dobry mecz, szczególnie w pierwszej połowie, czego najlepszym dowodem były dwie bramki. Niestety w drugiej odsłonie było już nieco inaczej, nasi rywale zaczęli przeważać i było widać, że są znakomicie przygotowani do meczu pod względem fizycznym. Myślę, że ten właśnie element zadecydował o tym, że ostatecznie musieliśmy przełknąć gorycz porażki - podsumował ostatni mecz "jesieni" trener Gwiazdy Andrzej Borowski.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze