Reklama

Kościerzyna. Obstrukcja władzy, czy układ typu Michałek-Stasiu?

Frezowina, zmielony beton, płyty zalane smołą, czy podsypka pod asfalt - między innymi takie odpady zwożone są na jedną z działek w Kościerzynie. Sąsiedzi mają dość mieszkania w sąsiedztwie szkodliwych śmieci, więc interweniują najpierw u przedsiębiorcy, później u burmistrza. Właściciel firmy śmieje im się w twarz, nie zamierza zaprzestać swojej działalności. Z kolei działania burmistrza Majewskiego zamiast zmierzać do wydania decyzji, ograniczają się do próśb kierowanych do "Stasia" o uprzątnięcie terenu.

Mieszkańcy ulicy Wita Stwosza twierdzą, że od wiosny przeżywają koszmar. Na sąsiadującą z nimi działkę jedna z lokalnych firm zwozi asfalt w postaci kawałków oraz frezów, elementy płyt zalanych smołą, zmielony beton, elementy betonowe, ziemię, żwir, czy podsypkę pod asfalt. Gdy opadów przybywało mieszkańcy skontaktowali się z właścicielem firmy, by zaprzestał uciążliwej dla nich działalności i degradacji środowiska naturalnego. Ten jednak miał stwierdzić, że uzyskał zgodę na składowanie na tejże działce odpadów i nie zamierza tego zaprzestać.

Mieszkańcy wystosowali do Urzędu Miasta Kościerzyna wniosek o wstrzymanie użytkowania terenu niezgodnie z planem zagospodarowania przestrzennego. W odpowiedzi zastępca burmistrza Ewa Aleksandrowicz wskazała zaś, że przed wszczęciem postępowania administracyjnego niezbędne jest ustalenie właściciela działki. Obecnie toczą się bowiem sprawy spadkowe, a współwłaściciele tegoż terenu nie żyją.

O podejrzeniu przestępstwa powiadomiono też policję. Ta wszczęła dochodzenie w sprawie prowadzenia gospodarki odpadami niezgodnie z przepisami. W jego toku ustalono, że nie jest to przestępstwo, a wykroczenie. Z tego powodu postępowanie zostało umorzone i ma być kontynuowane, ale już w sprawie o wykroczenie. Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa trafiło też do prokuratury.

W międzyczasie przedsiębiorca usunął część opadów na prośbę burmistrza. Nie zamierza jednak podjąć kroków do przywrócenia poprzedniego stanu terenu.

W poniedziałek mieszkańcy zorganizowali więc spotkanie z burmistrzem Kościerzyny Michałem Majewskim, by dowiedzieć się jakie kroki podjął gospodarz miasta w tej sprawie.

- Byłem zdziwiony wypowiedziami burmistrza, że wydał ustne zezwolenie przedsiębiorcy na użytkowanie w ten sposób działki. Obiecał jednak, że jeżeli działalność tego przedsiębiorcy będzie zakłócała ciszę i spokój, to zakończy on działalność na tej działce. Zdziwiony jestem, że mimo tej interwencji ten proceder trwa dalej. Przedsiębiorca śmieje się z nas i urządza sobie kpiny za przyzwoleniem władz. Nasze władze, które wybraliśmy, nie zrobiły nic. Czekają chyba na pomoc z nieba - mówił Antoni Zaremba, właściciel działki sąsiadującej ze składowiskiem.

- Najbardziej boli to, że władze traktują nas gorzej niż te śmieci - dodał.

Burmistrz z kolei całą sprawę rozpatruje w kategorii konfliktu sąsiedzkiego.

- Trudno jest mi się do tego odnieść, bo uważam to za ewidentny konflikt sąsiedzki. Miałem nadzieję, że ta sprawa idzie w dobrym kierunku. Pan Stasiu nie jest formalnie właścicielem terenu, a my jako urząd mamy prawo skierować jedynie sprawę do właścicieli. Wiedząc kto tę działkę użytkuje zgłosiłem się prywatnie do pana Kamińskiego i poprosiłem, by uporządkował teren. Na ostatnim naszym spotkaniu (z mieszkańcami - przyp. red.) powiedział pan, że teren jest uporządkowywany. Pan Stasiu zaczął porządkować działkę. W sobotę rzeczywiście wywiózł wywrotkę frezowiny i asfalt na tę działkę. Po mojej prośbie, uprzątnął ją w poniedziałek. Nie robił tego jednak celowo i nie chciał państwu przeszkadzać. Mam tylko cichą nadzieję, że ten konflikt nie urośnie do dużych rozmiarów i pan Stasiu do października postara się uprzątnąć działkę - podkreślał Michał Majewski.

Mieszkańcy zapytali więc obecnego na spotkaniu przedsiębiorcę, zaproszonego przez burmistrza, o to, czy uprzątnie teren.

- Jestem tutaj osobą bezstronną, bo mnie państwo nie zaprosiliście. Ale będzie tak, jak jest w tej chwili i nadal będziemy użytkować ten teren - odpowiedział Stanisław Kamiński, właściciel PUDM w Kościerzynie.

Zebrani po raz kolejny próbowali uzmysłowić gospodarzowi miasta, że składowanie opadów na działce jest nielegalne, a przedsiębiorca nie wykazuje woli przywrócenia poprzedniego stanu terenu.

- Panie burmistrzu chciałabym panu uświadomić, że nie jest to konflikt sąsiedzki, ale jest to łamanie prawa. Rozumiem, że możemy mieć pewne niedobory wiedzy. Ta sprawa powinna oprzeć się o decyzję administracyjną. Pan Kamiński nie ma prawnego ukonstytuowania do tej działki, a jak potwierdził dalej będzie ją używał niezgodnie z prawem. Dlatego panie burmistrzu, skoro dowiedział się pan o tym, to proszę, żeby pan również zgłosił tę sprawę odpowiednim służbom - podkreślała Katarzyna Cichosz.

- Działka użytkowana jest zgodnie z prawem, bo tam się nic nie dzieje - ripostował Stanisław Kamiński.

- Mam nadzieję, że pan Stasiu, tak jak mi obiecał, przynajmniej tę frezowinę usunie z działki. Pan Stasiu niepotrzebnie powiedział, że będzie użytkował tę działkę nadal jak obecnie - bronił przedsiębiorcy burmistrz Majewski.

Jak dodał, urząd prowadzi dwa postępowania, w ramach których ustalony ma zostać właściciel działki oraz skontrolowane zostaną składowane na działce odpady pod względem ich szkodliwości.

- Poza procedurami proszę pana Stasia, aby uprzątnął teren - podsumował Michał Majewski.

Dziwi nas, że burmistrz Majewski nie zna obowiązków nakładanych na gminy w zakresie gospodarowania odpadami. Ustawa o odpadach mówi wyraźnie, że posiadacz odpadów jest zobowiązany do niezwłocznego usunięcia odpadów z miejsca nieprzeznaczonego do ich składowania lub magazynowania. Jeżeli tego nie zrobi, to burmistrz ma nie tylko prawo, ale obowiązek wydać z urzędu decyzję to nakazującą. Tymczasem mając pełną wiedzę o nielegalnym składowisku, nie wszczął nawet w tej sprawie postępowania administracyjnego, a prowadzi postępowania w zupełnie innych sprawach.

Burmistrz doskonale zna osobę, która zwozi i składuje odpady na wspomnianej działce i ustalanie właściciela posesji jest w tym przypadku zbędne, bo to nie właściciel gruntu odpowiada za jego zaśmiecanie, a właściciel odpadów. Tym bardziej, że ten ostatni wcale się nie kryje, a do tego otwarcie twierdzi, że nie zaprzestanie użytkowania działki jako składowiska. Robi to niejako za przyzwoleniem burmistrza, który kieruje do niego jedynie "przyjacielskie upomnienia" i bagatelizuje sprawę sprowadzając ją do konfliktu sąsiedzkiego.

Najwyraźniej Michał Majewski nie rozumie, że od momentu wybrania go na urząd burmistrza nie jest już tylko kolegą przedsiębiorcy, ale działa jako organ samorządu. Niezależnie od stopnia zażyłości prywatnych stosunków na linii Michałek-Stasiu, burmistrz powinien pamiętać, że jest zobowiązany do realizowania zadań nałożonych na gminę, a jego fundamentalnym obowiązkiem jest działanie na podstawie przepisów prawa i w zgodzie z nimi.

Do sprawy wrócimy.

Anna Lehmann
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    yogizkartuz - niezalogowany 2015-09-25 22:29:17

    Układy układziki a gdzie jest prokurator rejonowy, znowu zaspał , czy może on też nie zna prawa ??

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    RobinHut - niezalogowany 2015-09-24 10:08:40

    Władza zawsze pluła i pluje w twarz ludziom...dla prezesików, dyrektorków ważniejsze są np kiedy termin na siłownię czy na saunę lub jakim wynikiem zakończył się mecz w siatkówce Polska-Włochy....Kiedyś mówiło się, że jesienią zamiast liści na drzewach będą wisieć komuniści - nie znajduję tylko rymu do prezesików czy dyrektorków ale hasło jak najbardziej aktualne ;)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    mieszkanieckoscierzyny - niezalogowany 2015-09-24 06:15:12

    Zanim pan Stasiu zaczął użytkować działkę , to takie same rzeczy wyczyniał na niej pan Romek,,lecz jednocześnie pan Romek mieszka obok niej to nikt specjalnie z sąsiadów. nie fikał. Pan Romek sprzedał panu Antoniemu część swojej posiadłości i ten zauważył po czasie jakie ma uciążliwe sąsiedztwo. Pan Romek jako dobry sąsiad odstąpił użytkowanie Panu Stasiowi,aby być o.k. w stosunku do sąsiadów. Notabene pan Stasiu I pan Romek to rodzina. Czym prędzej pan Stasiu wyremontował pobieżnie miejscowemu establishmentow i ,który mieszka vis a vis i rości sobie prawo do spornej działki rozpadającą się chałupę . Reszta jest już w felietonie na Kościerski Info. Lokalna władza w osobie burmistrza widzi jak pan Stasiu ludziom pluje w twarz, burmistrz( (specjalnie z małej litery) udaje że deszcz pada!!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Koscierski.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości