Była sobota 1 czerwca 2002 roku. Późnym popołudniem w jednym ze sklepów zlokalizowanych na kościerskim deptaku, rozegrała się jedna z największych tragedii w historii Kościerzyny. Z zimną krwią zostały tam zamordowane dwie siostry. Miały 21 oraz 29 lat. Rozpoczęło się polowanie na mordercę…
Dzień Dziecka w roku 2002 niczym się nie różnił od tych, które miały miejsce we wcześniejszych latach, a także od tych, które następowały w kolejnych. Jednak mieszkańcom Kościerzyny oraz powiatu kościerskiego zapisał się w tak ciemnych barwach, jakie tylko można sobie wyobrazić.
Zwyczajny dzień, który zakończył się tragedią
W to sobotnie popołudnie nic nie wskazywało na to, że nazajutrz do 23-tysięcznej Kościerzyny zjadą się dziennikarze ogólnopolskich mediów, by relacjonować jedno z najbardziej brutalnych morderstw w historii Pomorza.
Dramat rozegrał się w godzinach popołudniowych. Jak ustalili policjanci, mogło to być między 16 a 19. Dwie siostry w wieku 21 oraz 29 lat, mieszkanki gminy Kościerzyna oraz gminy Czersk, pracowały w sklepie należącym do jednej z nich, nad miesięcznym bilansem. Te okoliczności zostały wykorzystane przez nieznanego sprawcę. Z zimną krwią zastrzelił dwie młode kobiety. Dodatkowej dramaturgii całej sytuacji dodawał fakt, że w sklepie wraz z nimi przebywało kilkumiesięczne dziecko, któremu na szczęście nic się nie stało.
Gdy w zaciszu sklepowym rozgrywały się te wstrząsające wydarzenia, nikt z przechodniów nic nie widział. Nikt też nie słyszał strzałów. Najprawdopodobniej stało się tak, ponieważ w odróżnieniu od godzin przedpołudniowych, ulica Rzemieślnicza (deptak) o tej porze dnia, nie należy do najbardziej obleganych przez mieszkańców miasta rejonów. Ci, o brutalnym morderstwie mieli dowiedzieć się dopiero nazajutrz.
Dramatyczny, niedzielny poranek
Zwłoki dwóch kobiet zostały zauważone przez klienta, który w niedzielę przed południem przyszedł do sklepu, by kupić ziemniaki. Przez sklepową witrynę zauważył dwa leżące ciała. Funkcjonariuszy o zdarzeniu powiadomiła również właścicielka sąsiedniej kwiaciarni. Później, Kościerzyna za sprawą mediów, była na ustach całej Polski.
„Do brutalnego zabójstwa dwóch młodych sióstr doszło prawdopodobnie w sobotę wieczorem w jednym ze sklepów spożywczych w Kościerzynie (woj. Pomorskie). Policja nie wyklucza motywu rabunkowego mordu” – informowała 2 czerwca Wirtualna Polska.
Reklama„Do brutalnego zabójstwa dwóch młodych sióstr doszło w jednym ze sklepów spożywczych w Kościerzynie (woj. Pomorskie). Wszystko wskazuje na to, że ich morderca ukradł 600 zł – dowiedziało się RMF FM. Do tragedii doszło najprawdopodobniej w sobotę wieczorem. Wczoraj policję zawiadomił przechodzący obok sklepu klient, który chciał zrobić zakupy” – relacjonowała z kolei Interia.
Na miejscu zdarzenia natychmiast pojawili się nie tylko kościerscy policjanci, ale również funkcjonariusze Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku. Jej rzeczniczka, nadkom. Gabriela Sikora, dopiero po kilku godzinach pracy swoich kolegów, zdradziła pierwsze szczegóły tej bulwersującej sprawy.
- Kobiety zginęły od strzałów z broni palnej. Komendant wojewódzki powołał specjalną grupę dochodzeniowo śledczą, która ma rozwikłać sprawę. W jej skład weszli policjanci z KWP w Gdańsku oraz KPP w Kościerzynie. Poszukujemy przede wszystkim świadków, którzy mogliby pomóc w śledztwie. Nie wykluczamy również nagrody dla osoby, która pomoże w schwytaniu sprawców – mówiła sprzed miejsca morderstwa nadkom. Gabriela Sikora.
Trzeba też wspomnieć, że wszystkie czynności były nadzorowane przez śledczych z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku. Jak się szybko okazało, sprawca w kierunku 29-letniej Ewy K., mieszkanki gminy Kościerzyna oddał dwa strzały, natomiast do 21-letniej Zofii Z., mieszkanki gminy Czersk, aż sześć. Kobiety chowały się za ladą, ale to ich nie uratowało. Ciała kobiet były ułożone blisko siebie, a w sklepie było sporo śladów krwi.
Na miejsce makabrycznej zbrodni sprowadzono psy. Podjęły trop, który zaprowadził je na zaplecze sklepu, a później na pobliskie łąki i pod płot sąsiadujący z ul. 8-go Marca. Jak twierdzili wówczas policjanci, tą drogą najprawdopodobniej musiał uciekać morderca.
Mieszkańcy w głębokim szoku
Dla mieszkańców Kościerzyny i okolic wstrząsający był jeszcze dodatkowy fakt. Chodzi o kilkumiesięczne dziecko, które zostało znalezione na zapleczu sklepu. Natychmiast trafiło ono do szpitala.
- Natychmiast po makabrycznym odkryciu dziecko zostało przewiezione do szpitala. Ponieważ jego stan zdrowia był dobry, rodzina zabrało już chłopca do domu. Co do okoliczności sprawy…. Wiemy już, że zbrodni dokonano między 16 a 20 w sobotę, 1 czerwca. Nie jest wykluczone, że na tle rabunkowym, choć to oczywiście tylko jedna z hipotez. W sklepowej kasie znaleźliśmy tylko trochę drobnych pieniędzy. Sekcja zwłok wykaże, z jakiej broni strzelali sprawcy lub sprawca zabójstwa – mówił reporterowi portalu trójmiasto.pl, podinspektor Wiesław Formela, ówczesny szef kościerskiej policji.
Jak wynika z relacji dziennikarza wspomnianego portalu, na mieszkańców miasta padł blady strach.
„Tylko zwierzę, nie człowiek, mogło się dopuścić tak okrutnej zbrodni. Jak można z zimną krwią zastrzelić niewinnych ludzi? Za co? Dlaczego? Nie rozumiem”
„Teraz wszyscy boimy się o życie. Nikt nie jest pewien jutra. Wygląda na to, że kulkę w łeb można dostać w każdej chwili, na dworcu, przejściu dla pieszych lub chodniku. O każdej porze dnia lub nocy”
„Nasze miasto było zawsze spokojne. Nie chce mi się wierzyć w to, co się stało. Tacy młodzi ludzie nie powinni ginąć”
Reklama"Kara śmierci dla mordercy. Złapać go i od razu ukarać. To straszne”
To tylko część opinii mieszkańców Kościerzyny, które zostały przytoczone w materiałach prasowych dziennikarzy portalu trójmiasto.pl oraz Dziennika Bałtyckiego.
Morderca w potrzasku
Gdy czas płynął, a mieszkańcy starali się przejść do swych codziennych spraw, starając się jednocześnie zapomnieć o dramatycznych wydarzeniach, które rozegrały się na kościerskim deptaku, swoją pracę skrupulatnie wykonywali śledczy i policjanci. Wkrótce miało się okazać, że przysłowiowa pętla zaciska się wokół szyi mordercy. Jednym z przełomowych momentów dla rozwikłania sprawy, były wyniki ekspertyzy przeprowadzonej w Centralnym Laboratorium Kryminalistycznym w Warszawie. Wykazały one, że broń, którą posługiwał się sprawca zabójstw w Kościerzynie, posłużyła kiedyś do innego morderstwa. W kwietniu tego samego roku zabito z niej 22-letnią barmankę z Nysy na Opolszczyźnie. Sprawca zabił ją z bliskiej odległości strzałem w skroń. Morderca zabrał dwa telefony komórkowe oraz drobne przedmioty. Śledczy nie mieli wątpliwości, że sposób działania mordercy jest niemal identyczny, jak w przypadku wydarzeń w Kościerzynie.
Od tego momentu pomorscy policjanci zaczęli współpracować ze swoimi kolegami z opolskiego oddziału Centralnego Biura Śledczego oraz Biura Koordynacji Służby Kryminalnej Komendy Głównej Policji.
Badający sprawę doszli do wniosku, że sprawca zbrodni w Kościerzynie musi doskonale znać tę okolicę, a miała to potwierdzić m.in. droga ucieczki wskazana przez policyjnego psa. Wkrótce policjanci mieli już konkret, a była nim postać Romana O., wówczas 46-letniego mężczyzny mieszkającego i pracującego w Głuchołazach niedaleko Nysy na straganie z warzywami. Z kolei funkcjonariusze z Kościerzyny ustalili, że 1 czerwca, czyli w dniu zabójstwa dwóch sióstr, Roman O. był w Kościerzynie!
6 sierpnia 2002 roku, czyli po ponad dwóch miesiącach pracy dochodzeniowo-śledczej, policjanci z dwóch komend wojewódzkich – w Opolu oraz Gdańsku, wspólnie zatrzymali Romana O. Gdy wracał około godziny 6 rano z zakupami, został zaskoczony przez policjantów. Nie stawiał oporu i sam położył się na ziemię.
Roman O. był dobrze znany organom ścigania
Nazwisko Romana O. przewijało się w policyjnych kartotekach. Pochodzący z Kościerzyny mężczyzna, na południe Polski przeprowadził się po wyjściu z aresztu, co miało miejsce w latach 90. minionego wieku. Wówczas był podejrzewany o dokonanie zabójstwa, ale nic mu nie udowodniono. Wcześniej był karany za rozboje, a w więzieniu przesiedział kilka lat.
Jak ustalili śledczy, broń palna, a właściwie przerobiony na ostrą amunicję pistolet gazowy z tłumikiem, z którego padły śmiertelne strzały, należała do jego córki. Własnością Romana O. stała się wówczas, gdy kobieta wyjechała do Niemiec.
W 2005 roku Sąd Okręgowy w Opolu skazał Romana O., na potrójne dożywocie. Jedno dożywocie - za jedno zabójstwo. Jednocześnie orzekł, że na warunkowe zwolnienie będzie mógł się ubiegać dopiero po 35 latach spędzonych za kratami.
Sędzia Jarosław Mazurek, uzasadniając wyrok podkreślił, że Roman O. jest całkowicie pozbawiony wyższych uczuć oraz zdolności współodczuwania z innymi ludźmi. W dniu dokonania morderstw kontaktował się córką oraz znajomymi, a wszystko po to, by pochwalić się, że otrzymał dopływ gotówki.
Dodajmy na koniec, że 21-letnia Zofia Z. była matką dziecka znalezionego na zapleczu sklepu. Z kolei 29-letnia Ewa K. osierociła szóstkę dzieci. Starsza z sióstr prowadziła sklep od miesiąca. Feralnego dnia młodsza przyjechała, by pomóc jej w sporządzeniu miesięcznego bilansu. Po zakończonej pracy, wspólnie miały pojechać do miejsca zamieszkania młodszej kobiety, czyli do gminy Czersk. Tam, nigdy już nie dotarły….
Autor do przygotowania tego artykułu wykorzystał m.in. relacje, które ukazały się w 2002 roku w internecie oraz prasie. Jako dziennikarz „Dziennika Bałtyckiego” opisywał jednocześnie dramatyczne wydarzenia, które rozegrały się w czerwcu 2002 roku w Kościerzynie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze