Piłkarze Kaszubii Kościerzyna po środowym triumfie nad Astrą Ustronie Morskie znów pokazali się z całkiem niezłej strony. W weekend gościli na własnym boisku lidera - Chojniczankę Chojnice. Po ciężkim boju udało się urwać faworyzowanym przyjezdnym dwa punkty, a mecz zakończył się remisem 1:1.
Chojniczanka to zdecydowany lider "bałtyckiej" III lider i główny pretendent do awansu. Wciąż gonią ją jednak ekipy Orkana Rumia oraz Regi Trzebiatów. Dlatego też do Kościerzyny goście przyjechali z silnym postanowieniem wywiezienia kompletu punktów. Początek należał jednak do podopiecznych Dawida Klawikowskiego, którzy częściej operowali piłką pod polem karnym rywali. Niestety w decydujących momentach brakowało precyzji lub skutecznymi wyjściami zagrożenie eliminował Szafrański.
Goście obudzili się po 20 minutach i w krótkim czasie to oni przejęli inicjatywę spychając kościerzynian do defensywy. Jeszcze przed przerwą rywale wypracowali sobie dwie dogodne okazje. Zarówno Atanackovic, jak i nieco później Fabich minimalnie jednak chybili. Pierwsza połowa zakończyła się więc sprawiedliwym, bezbramkowym remisem.
Druga połowa tego spotkania to już zdecydowana przewaga "Chojny". Zmasowane ataki na bramkę Kafarskiego przyniosły efekt już w 52 minucie, gdy gości na prowadzenie kapitalnym strzałem z 30 metrów wyprowadził Ziemak. W kolejnych minutach pod kościerską bramką było gorąco jeszcze kilkakrotnie. Czujnie i przede wszystkim skutecznie interweniował na szczęście Kafarski.
Jego koledzy z pola ograniczyli się do kilku kontrataków, co jak się okazało wystarczyło do wywalczenia cennego punktu! Po jednym z nich, w 78 minucie sędzia dyktuje rzut karny za faul na Grzywaczu, a "11-tkę" na wyrównującego gola pewnie zamienia Bieliński.
Ostatnie minuty meczu to już prawdziwe oblężenie bramki Kafarskiego. Chojniczanka atakuje z ogromną determinacją, ale na próżno. W 87 minucie ratuje nas słupek, a już w doliczonym czasie gry w sobie tylko znany sposób dobitkę Chudzińskiego odbija jedną ręką zdecydowanie najlepszy tego dnia w szeregach gospodarzy Kafarski.
Komentarze