Reklama

Zespół ratownictwa medycznego w akcji

W ich profesji czas jest na wagę złota, liczy się każda sekunda, chwila zwłoki może przynieść nieodwracalne skutki.  Pędzą na ratunek tym, których życie jest w niebezpieczeństwie. Niestety często bywa i tak, że wzywa się ich na pomoc, kiedy nie jest ona niezbędną, fałszując rzeczywistość, opisując sytuację inaczej niż jest naprawdę. Przez to pozbawione pomocy mogą zostać osoby, dla których może być ona niezbędna.

Ratownicy medyczni tak, jak i inni pracownicy służb ratunkowych pracują w systemie zmianowym. Ich dyżur trwa 12 godzin i zaczyna się od godziny ósmej do 20 i odwrotnie.

Początek służby
Pierwszą czynnością jaką wykonują ratownicy rozpoczynając dzień służby jest sprawdzenie sprzętu. Dokonują więc oględzin stanu technicznego karetki, przeglądają medykamenty, sprawdzają ich ilość, terminy ważności. Wszystko musi działać jak w zegarku, każdy, nawet najmniejszy błąd mógłby kosztować kogoś utratę zdrowia lub życia.

Kolejne godziny upływają ratownikom na szkoleniach i doskonaleniu umiejętności oraz oczekiwaniu na wezwanie. Od momentu zgłoszenia interwencji ratownicy mają  zaledwie dwie minuty, by opuścić szpital i ruszyć na miejsce zdarzenia.

Alarm - dwa kody pilności
W zależności od sytuacji, dyspozytor może wysłać karetkę specjalistyczną - do pilnych przypadków bądź karetkę paramedyczną - do mniej poważnych zdarzeń. Ratowników obowiązują dwa kody pilności. Pierwszy z nich to wyjazd "na sygnale" do nagłych zdarzeń - najczęściej są to wypadki komunikacyjne, przypadki zawałów czy udarów. Drugi zaś obowiązuje przy wyjazdach do interwencji z niższym stopniem zagrożenia. Jest też trzeci kod, który używany jest najrzadziej, bo dotyczy sytuacji niezagrażających zdrowiu i życiu. W takich przypadkach pacjenci najczęściej sami przyjeżdżają na Szpitalny Oddział Ratunkowy.

Wyjazd
Telefon na centralę. Przyjęcie zgłoszenia przez dyspozytorkę. Ratownicy mają 120 sekund, by opuścić budynek i ruszyć na pomoc.

- Zawał, jedziemy w kodzie pilnym, liczy się każda sekunda - opowiadają ratownicy. - Przyjeżdżamy na miejsce zdarzenia, zbieramy wywiad. Musimy uzyskać jak najwięcej informacji o pacjencie, jego stanie, zażywanych lekach, przebytych chorobach. Podłączamy pacjenta do monitora i wykonujemy badanie  EKG. Pracujemy na nowoczesnym sprzęcie. Z jego pomocą możemy połączyć się z lekarzem kardiologiem na oddziale. Lekarz ocenia stan pacjenta i daje nam wskazówki, jak mamy dalej postępować - relacjonują przebieg pracy.

Ratownicy mają do dyspozycji również telefon.

- Przy trudnych sytuacjach możemy skontaktować się z lekarzem dyżurnym, bo  jako ratownicy medyczni nie wypisujemy recept, mamy ograniczone możliwości i ograniczoną ilość leków, które możemy podać pacjentowi. Po konsultacji z lekarzem możemy zastosować leki, które normalnie są dla nas niedostępne - dodają.

Nie da się zapomnieć....
Dyżur ratownika jest bardzo intensywny.  Nie ma dnia bez interwencji, zawsze znajdzie się ktoś potrzebujący ich pomocy.

- Najtrudniejsze są zdarzenia z udziałem dzieci- opowiada jeden z ratowników. Takie przypadki zostają w pamięci

- Ciężko jest również podczas wypadków drogowych, kiedy ludzie się zakleszczeni w pojazdach. To na swój sposób dość traumatyczne przeżycia, chcemy  jak najszybciej pomóc rannym, a nie mamy możliwości. Musimy czekać, aż osoba zostanie wyciągnięta z pojazdu - dodaje drugi.

Ogromnie ważne w pracy ratownika medycznego jest również dopilnowanie tego, by nie powiększyła się liczba osób poszkodowanych.

Umiera... na katar
Pracę każdego Szpitalnego Oddziału Ratunkowego warunkuje liczba karetek, placówki przez to mają często ograniczone możliwości. Zdarza się i to nierzadko, że wszystkie karetki są w terenie, na interwencjach, a na miejscu nie ma żadnej. Niestety zdarza się i to dość często, że bardzo wiele zgłoszeń, po przyjeździe karetki okazuje się bezpodstawnych.

Bezsensowne wezwania albo fałszowanie rzeczywistej sytuacji przez zgłaszającego stanowi ponad 60 proc. interwencji.

- To, co ludzie mówią dyspozytorowi, a to co zastajemy na miejscu, to dwie różne rzeczy - mówią pracownicy SOR-u. - Ludzie dzwonią i mówią, że umierają, a okazuje się, że ktoś ma od tygodnia katar albo lekkie krwawienia z nosa. I do takiego przypadku jedzie karetka reanimacyjna, która może być naprawdę potrzebna osobie, o której życiu mogą decydować minuty, a nawet sekundy - podkreślają ratownicy.

- Inna rodzaj zgłoszeń, to te, kiedy ktoś pilnie wzywa karetkę, a okazuje się, że otrzymał skierowanie do szpitala i nie chce prosić bliskich czy znajomych o przywiezienie do szpitala - relacjonują.

Ogromna odpowiedzialność ciąży na dyspozytorze przyjmującym zgłoszenia. To on musi  podejmować trudne decyzje, od których zależy życie drugiego człowieka. Musi szybko podjąć decyzję o wysłaniu karetki, a często również udzielić rad, jak zgłaszający ma postępować do momentu przybycia ratowników. Wszystko można naprawić, ale życia i zdrowia przywrócić się nie da. Życie drugiego człowieka leży w jego rękach. Najbardziej traumatyczne są momenty, gdy podczas zgłaszania pilnego przypadku, nie ma na miejscu karetki, którą mógłby wysłać na pomoc.

Nieprzytomny przytomny
Ratownicy nigdy nie mają pewności, jaką sytuację zastaną na miejscu zdarzenia.

- Często zdarza się, że jesteśmy wzywani do osób nieprzytomnych, a okazuje się, że taki pacjent jest kompletnie pijany, obraża nas i grozi nam - opowiadają ratownicy. - Na takie sytuacje już się uodporniliśmy....

- Otrzymujemy kolejne wezwanie do osoby nieprzytomnej - mówią. - Przyjeżdżamy na miejsce, pacjent jest po udarze i leży w łóżku. Sprawdzamy wydolność krążeniowo - oddechową. Wszystko jest w porządku. Pytamy  opiekuna  pacjenta, od kiedy jest on nieprzytomny. Odpowiada - panie, chyba już dziesięć lat...

Matka z dzieckiem szybsza od karetki
Jeśli ktoś czeka na pomoc ratowników, czas jest bezcenny, liczą się minuty i sekundy, dlatego też kierowca karetki włącza sygnał, by szybciej dotrzeć na miejsce. Ogromnie ważne jest, by niezwłocznie stawili się na miejscu i sprawnie tam dotarli. Niestety nie zawsze mogą liczyć na przychylność innych uczestników ruchu drogowego, choć zgodnie z przepisami kierowcy mają obowiązek umożliwić przejazd pojazdowi uprzywilejowanemu.

- Kierowcy na widok karetki panikują - relacjonują ratownicy. - Jeżdżą tragicznie i wykonują różne manewry. Ostatnio, gdy pędziliśmy na interwencję, podczas wyprzedzania samochodu - kierowca pojazdu zjechał na lewy pas zajeżdżając nam drogę. Często zdarzają się sytuacje, które zagrażają naszemu życiu.

Najbardziej bezmyślna sytuacja, z którą spotkali się ratownicy to matka z dzieckiem, która na widok nadjeżdżającej na sygnale karetki, wbiegła na przejście dla pieszych z małym dzieckiem w wózku.

Szkolenia
Nieustanne szkolenia wpisane są w zawód ratownika medycznego. Ratownicy nie tylko muszą posiadać wykształcenie wyższe (do czego są zobowiązani od 2013 roku),są również zobligowani do ciągłego, systematycznego kształcenia.

Do rozwijania kompetencji i poszerzania wiedzy wykorzystują każdą wolną chwilę. W czasie wolnym, rozmawiają z kolegami o nowościach, wymieniają się doświadczeniami. Obowiązkowo raz w miesiącu ordynator oddziału SOR i pielęgniarka oddziałowa przygotowują dla nich specjalne szkolenia, podczas których m.in. omawiane są trudne przypadki.

Ratownicy nieustannie podnoszą swoje kwalifikacje, by osobom potrzebującym nieść profesjonalną i skuteczną pomoc. Bo to właśnie od ich decyzji niejednokrotnie zależy czyjeś życie.

Zawód pozbawiony rutyny
Procedura jest zawsze taka sama. Na dźwięk alarmu, ratownicy biegną do karetki i ruszają na miejsce zdarzenia. Wydawałoby się, że po pewnym  czasie do ich służby może wkraść się rutyna, ale, jak mówią jednogłośnie, tak nie jest.

- Do każdego przypadku podchodzi się indywidualnie - zaznaczają. - Każde zdarzenie traktuje się poważnie. Tak naprawdę każda sytuacja jest inna, mimo iż może to być nawet setny wyjazd chociażby do wypadku.

Uśmiech rzecz najważniejsza
Ból, cierpienie i szok pacjenta najlepiej uśmierza uśmiech ratownika medycznego.

- Zauważyliśmy taką zależność, że jeśli my podchodzimy do pacjentów z uśmiechem, to oni też się rozluźniają, stają się rozmowni,napięcie maleje - opowiadają. -  W nasz zawód wpisany jest uśmiech i zapewnienie komfortu psychicznego pacjentowi. Potrzebna jest empatia i zrozumienie. Uśmiech jest bardzo pomocny - podkreślają.

Praca ratownika jest służbą i misją, daje satysfakcję i spełnienie. Uratowanie życia drugiemu człowiekowi ma bezcenną wartość.

O pracy zespołu ratownictwa medycznego opowiedzieli: Jarosław Kropidłowski, Jakub Skwierawski, Ryszard Reinka, Daniel Rolbiecki, lek. Jolanta Zwolińska - Błochowiak.

Anna Lehmann
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Koscierski.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości