Brak kontaktu z władzami szpitala, niechęć do pomocy w ratowaniu placówki, brak konkretnych informacji - między innymi to pracownicy zarzucają zarządowi szpitala i władzom województwa. Zapowiadają zaostrzone protesty. Weszli w spór zbiorowy z pracodawcą, a w najbliższym czasie przejdą ulicami Kościerzyny. Upubliczniają też nowe informacje, które bynajmniej nie działają na korzyść szpitala.
Związkowcy weszli w spór zbiorowy z pracodawcą. Dzięki takiemu działaniu będą mogli skuteczniej egzekwować swoje prawa. Jak przyznali trudno jest walczyć o miejsca pracy, nie wiedząc, w których grupach zawodowych i na jakich oddziałach rozpocznie się cykl zwolnień. Szefowie związków otwarcie przyznają jednak, że w pierwszej kolejności przed zwolnieniami będą bronić osoby, które należą do związków. A takich w placówce jest 360.
Przedstawiciele związków ostrzegają także pracowników przed, ich zdaniem, manipulacją ze strony władz szpitala.
- Zwróćcie uwagę, w jak krótkim czasie chcą dokonać tylu zwolnień. Jest to specjalny zabieg, by wykończyć nas psychicznie, skłócić. Nie dajcie się sprowokować - przestrzegali.
233 osoby na bruku, to dopiero początek?
Radykalne zwolnienia do wymagalnego minimum personelu, mogą pociągnąć za sobą kolejne zwolnienia. Minimum obsady może bowiem nie wystarczyć na uzyskanie kontraktu z NFZ.
- Plan naprawczy został oparty na minimalnych wymaganiach, jakie zakłada NFZ. Jest więc realne zagrożenie, że obetną nam kontrakt, bo nie będziemy spełniać wymogów. Inne placówki mogą przedstawić lepsze oferty. Tak było już w ubiegłym roku. Brak kontraktu może poskutkować kolejnymi zwolnieniami - podkreślali na spotkaniu z pracownikami, związkowcy.
Pomoc, z której zarząd miał nie skorzystać
W ubiegłym tygodniu pracownicy spotkali się z samorządowcami, którzy jednoznacznie opowiedzieli się po stronie załogi. Wówczas burmistrz Kościerzyny miał także poinformować związkowców o chęci pomocy szpitalowi, jednak ani poprzedni ani obecny zarząd nie miał być nią zainteresowany.
- Burmistrz Kościerzyny przyznał, że za kadencji Zbigniewa Krzywosińskiego po raz pierwszy szpital zapłacił podatek. Miasto wyszło więc z inicjatywą, że za połowę zapłaconego podatku, może zakupić sprzęt dla szpitala. Pozostało to jednak bez odzewu ze strony zarządu. Samorządowcy chcąc ratować szpital zaproponowali też, że napiszą projekt i ze środków unijnych zakupią sprzęt medyczny, który potem przekażą szpitalowi. Obecny zarząd miał tylko wskazać, jaka aparatura jest potrzebna szpitalowi. To też pozostało bez odpowiedzi - mówili związkowcy.
Będzie kontrola RIO
W świetle docierających do pracowników szpitala nowych informacji, w głównej mierze dotyczących długów szpitala, jak i wyceny majątku, związkowcy zawiadomili Regionalną Izbę Obrachunkową.
Jak podkreślał podczas poniedziałkowego spotkania z załogą szpitala, Andrzej Pufelski oficjalnie podano, że długi placówki przed przekształceniem wynosiły ponad 90 mln zł. Co innego, jak zaznaczył, mówi opinia biegłego rewidenta, który wskazał wysokość zadłużenia lecznicy na poziomie 145 mln zł. Wcześniej bowiem nie miano brać pod uwagę długów placówki w Dzierżążnie, która jest przecież integralną częścią szpitala.
Drugą sprzecznością w ocenie związkowców jest wycena majątku w Dzierżążnie.
- Jeszcze kilka lat temu majątek szpitala w Dzierżążnie wyceniano na ponad 6 mln zł. W 2013 roku jego wartość wzrosła nagle do 23 mln zł, a w budynkach w międzyczasie nie przeprowadzano żadnych remontów - podkreślał szef Związku Zawodowego "Solidarność" w kościerskim szpitalu.
Dzień prawdy
Zgodnie z zapowiedziami zarządu szpitala w poniedziałek, 27 stycznia pracownicy mają poznać szczegóły zwolnień grupowych.
Anna Lehmann
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze