Reklama

Z Kaszub na koniec świata. Na piechotę

Przed trzema laty pomyślał, że fajnie byłoby wyjść z domu i zatrzymać się dopiero w Santiago de Compostela. W tym roku zrealizował swoje marzenie. Przeszedł ponad 4.000 kilometrów. Cel osiągnął - dotarł przed grób św. Jakuba. Podróż zakończył w Finisterre. Mowa o Grzegorzu Adamczyku ze Sławek, który odbył pielgrzymkę swojego życia. Na piechotę pokonał trasę z Kaszub na koniec świata.

Grzegorz Adamczyk ma 31 lat. Mieszka w Sławkach. Pomaga bratu na gospodarstwie rolnym. Pielgrzymuje od 10 lat. Dotąd najdalszą wyprawą była ta z Helu na Giewont. Trzy lata temu pomyślał, że fajnie byłoby wyjść z domu i zatrzymać się dopiero w Santiago de Compostela w Hiszpanii. Minął rok, drugi. Aż w końcu postanowił zrealizować swoje marzenie.

14 czerwca br. biorąc na barki bagaże wyszedł z domu i rozpoczął samotne pielgrzymowanie. W Smołdzinie (powiat słupski) patrząc na mapę podczas postoju uzmysłowił sobie jak długą trasę musi przebyć. Podczas 90-dniowej drogi nigdy nie myślał o tym, aby zawrócić. Przyświecały mu słowa brata "nogi idą, głowa niesie".

Choć nie miał planu podróży, cel miał jasno wyznaczony - katedra św. Jakuba w Santiago de Compostela. Po drodze napotykał na różne przygody. Telefon ładował w kościołach. Spał w schroniskach, pod namiotem. Wybierając właśnie tę drugą formę noclegu miał najwięcej przygód.

- Jedyną rzeczą, którą zabrał mi Bóg, to był strach. Jak zamknąłem za sobą drzwi, nie bałem się niczego. Co prawda, były momenty, kiedy na głowie włos się jeżył. Na trasie Międzyzdroje - Świnoujście rozbijam namiot w lesie. Było ciemno. Ściągam plecak. Kładę go. Widzę, idzie dzik. Co robić? Momentalnie uciekłem na drzewo - relacjonuje Grzegorz Adamczyk.

- Przekraczałem granicę Belgia - Francja. Cały dzień padało. Około godziny 18. nie miałem już sił, więc poszukałem miejsca, aby rozbić namiot. Długo nie szukałem. Rozbiłem się przy parkingu. Wchodzę do namiotu. Nie minęło pięć minut, a usłyszałem na zewnątrz głosy. Gdyby mój namiot miał drzwi, usłyszałbym pewnie pukanie. Otwieram namiot słyszę "bonjour". Byłem zdziwiony, gdyż ujrzałem dwóch żandarmów. Spytali się, co tutaj robię. Odpowiedziałem, że idę do Hiszpanii, Santiago. Zapytałem, czy coś się stało, że ze mną rozmawiają. Żandarm kazał mi się rozejrzeć wokół. Była to specjalna strefa - elektrownia nuklearna - kontynuuje.

Spotkał wielu dobrych ludzi. Nigdy nie brakowało mu pożywienia. Zdarzało się jednak, że cierpiał na brak wody. Dwukrotnie skorzystał z tzw. sekretu pielgrzymów.

- Usłyszałem to od kilku pielgrzymów - nie masz wody, idź na cmentarz. Tam jest woda, tam są kwiaty. Skorzystałem z tej rady dwa razy. Nigdy w życiu tak dobrej wody nie piłem - mówi Grzegorz.

Spośród wielu przeżytych przygód, najbardziej wspomina tę, że trzykrotnie na trasie spotkał tą samą pielgrzymującą rowerzystkę z Holandii.

- Spotkałem się z rowerzystką z Holandii. Tego samego dnia spotkałem tę dziewczynę jeszcze dwa razy. Ona na rowerze, a ja na piechotę. Przy pierwszym naszym spotkaniu spytałem się, czy mówi po polsku, bo myślałem, że jest to Polka. Spytałem się jaki jest cel jej podróży. Odpowiedziała, że straciła pracę i też poszukuje siebie. Na zakończenie naszej rozmowy powiedziałem "do zobaczenia". Odparła "kto wie". Miałem przed sobą jeszcze 20 kilometrów. Nie wiedziałem dokąd ona zmierza. Dziwnym trafem w dużym mieście, trafiłem na nią. Spytała się, gdzie nocuję. W tym schronisku, które wskazałem jako mój nocleg, nie było miejsca, więc poszedłem do kolejnego. Wybrałem sobie łoże, odwracam się, a za mną stoi Ewelina - opowiada.

Po 90 dniach osiągnął cel. Przekroczył próg Katedry św. Jakuba.

- Do Santiago mogłem dojść 8 września wieczorem - w święto Maryjne, ale pomyślałem, że chcę to zrobić na spokojnie. Zatrzymałem się pięć kilometrów przed Santiago. Z samego rana wyruszyłem. Przywołałem wszystkie wspomnienia z mojej drogi. Idąc zauważyłem liczne pielgrzymki, które robiły sobie zdjęcia przed wjazdem do miasta. Krzyknąłem, że w końcu dotarłem do Santiago. Czułem dumę, że udało mi się. Miałem inne wyobrażenia dojścia. Myślałem, że będę płakał, będę rozczulony. Teraz śmieję się z tego. Te 4.000 przemierzonych kilometrów umocniły mnie wewnętrznie. Zmieniłem się - podkreśla pielgrzym ze Sławek.

Tak, jak wielu pielgrzymów na Santiago de Compostela nie poprzestał. Ruszył w dalszą drogę. Na koniec świata - do Finisterre (galicyjski przylądek Cabo Fisterra przez wieki uważany był za koniec świata).

Drogę powrotną chciał przemierzyć autostopem. Nie udało mu się jednak znaleźć transportu, więc wrócił autobusem.

Jak podkreśla, droga, którą przebył na piechotę, nie była podróżą krajoznawczą, a wyprawą w poszukiwaniu siebie.

- W dzisiejszym świecie opartym na wartościach ekonomicznych, łatwo się pogubić. Dlatego właśnie podjąłem samotną pielgrzymkę, aby mieć dużo czasu na przemyślenia. Droga, którą przeszedłem skończyła się w Finisterre, ale tak naprawdę tam się właśnie zaczęła. Mam nadzieję, że odnalazłem siebie. W głowie mam mnóstwo pomysłów na to, żeby zmienić swoje życie. A czy tak się stanie, czas pokaże - zaznacza Grzegorz Adamczyk.

W piątek mieszkańcy Sławek powitali Grzegorza. Spotkali się w miejscowym zajeździe, by pogratulować mu spełnienia marzenia. On odwdzięczył się im opowieściami z ponad 4.000 km pielgrzymkowego szlaku.

Anna Lehmann
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    RobinHut - niezalogowany 2015-09-22 17:41:53

    Nie wiem o co chodzi w pielgrzymkowaniu, ja bałwanów nie czczę więc o co chodzi w pielgrzymkowaniu zapytaj wyznawców z Wielkiego Babilonu ;)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Leonptak - niezalogowany 2015-09-22 13:39:31

    @patryk.krol4: O co chodzi w pielgrzymowaniu?Możesz wyjaśnić?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    RobinHut - niezalogowany 2015-09-22 09:52:46

    Mnie nie interesuje czczenie bałwanów a tym bardziej tzw pielgrzymkowanie do nich ;) Wolałbym nie tracić czasu na bałwochwalstwo ale zrobić sobie wycieczkę a po drodze znaleźć kogoś interesującego ;)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Koscierski.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości