Te dzieci powinny poznawać życie, cieszyć się nim i spędzać czas na zabawie. Musiały jednak zmierzyć się z niewyobrażalnie trudną walką o swoje życie. Lekarze zrobili wszystko, by je uratować. Obrażenia były jednak na tyle poważne, że maluszki nie odzyskały świadomości i kontaktu z otoczeniem. Nie dawano im nadziei. Tę przyniósł pobyt na jednym z oddziałów kościerskiego szpitala.
Otarły się o śmierć. Do szpitali trafiały w krytycznym stanie. Lekarze zrobili wszystko, co w ich mocy, by przywrócić im podstawowe funkcje życiowe, poskładać strzaskane kości, uratować. Niestety mimo serii zabiegów, część pacjentów pozostaje w stanie wegetatywnym. Samodzielnie oddychają, ale pozostają pogrążeni we śnie. Nadzieją dla tego typu przypadków jest "kościerski Budzik". To Oddział Rehabilitacji Dziecięcej w Kościerzynie, gdzie zespół specjalistów od przypadków beznadziejnych przywraca do życia, pomaga w odzyskaniu sprawności i świadomości nawet tym, którym nie dawano na to szans. Historie, które przedstawiamy poniżej, dowodzą, że warto wierzyć w cuda.
Nadzieja umiera ostatnia
Popołudnie 15 stycznia. Paweł wraz z żoną Lilianą, córeczką Majką i siostrzeńcem wracają do domu. Od celu dzielił ich tylko kilometr. Na ulicy Świętokrzyskiej w Gdańsku z naprzeciwka wyjeżdża inny samochód. Czołówka. Wszyscy doznają poważnych obrażeń i trafiają do szpitala. Chłopiec, chrześniak pary, doznał uraz kręgosłupa. Liliana ma pęknięty kręgosłup, uszkodzoną śledzionę, złamane żebra i podudzie. Była w 31 tygodniu ciąży, jej dziecko przychodzi na świat przez cesarskie cięcie. W wypadku najbardziej ucierpiała półtoraroczna Majka. Miała liczne złamania czaszki, porażenie czterokończynowe. Straciła wzrok. Nie mówi.
Po trzymiesięcznym pobycie w Copernicusie Maja trafia na Oddział Rehabilitacji Dziecięcej w Kościerzynie.
- Jesteśmy tu od 18 marca. Są dwa milimetry do przodu. Majka straciła wzrok. Teraz jest nadzieja, że może coś będzie widziała. Zdaję sobie sprawę, że przed nami jeszcze daleka droga, ale już widać jakieś efekty. Nie ma co narzekać. Trzeba iść do przodu. Nadzieja umiera ostatnia - mówi Paweł, ojciec dziewczynki, która w sierpniu będzie obchodziła drugie urodziny.
"Budzik" przyszedł do nas...
21 kwietnia. Przedpołudnie. Nikodem zaczynał lekcje o 10.30. Wraz z mamą i siostrą wychodzi z domu. Stają przy ulicy. Ośmiolatek rozgląda się w lewo, prawo. Mama jeszcze raz spogląda w lewo. W tym momencie Nikodem robi krok i wchodzi na ulicę wprost pod samochód. Jest nieprzytomny. Z ust leci mu krew. Przerażona matka wzywa pomocy, ale nikt nie reaguje. Nagle zjawia się koleżanka. Odwoziła do szkoły swoje dziecko. Dzwoni po męża. Ten przyjeżdża i reanimuje Nikodema aż do przyjazdu karetki. Śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego chłopiec zostaje przetransportowany do Copernicusa. Trafia na Oddział Intensywnej Opieki Medycznej. Ma rozszarpane płuca, połamaną szczękę w dwóch miejscach, złamane uda, obrzęk mózgu, krwiaka na płucach. Lekarze nie dają mu szans na przeżycie. Nikodem jednak walczy. 10 maja trafił na chirurgię. 6 czerwca do szpitala w Kościerzynie.
- Nikodem był w śpiączce. Nie było z nim żadnego kontaktu. Był karmiony przez sondę. Wysłaliśmy dokumenty do Kliniki Budzik. Budzik przyszedł jednak do nas. 19 czerwca Nikodem powiedział pierwsze słowo "mama". Jesteśmy tutaj od 6 czerwca, a tyle się już wydarzyło. Mój syn mówi. Sam utrzymuje się w pozycji siedzącej. Myślę, że są ogromne szanse, by wrócił do zdrowia - podkreśla mama ośmiolatka.
Wybudzona do życia
31 grudnia 2015 roku. Popołudnie. Rodzinna zabawa dla najmłodszych. Dzieci bawią się balonikami. Podrzucają je do góry. Agatka z otwartą buzią patrzy zachwycona, jak spadają. Jeden z nich wpada wprost w usta dziewczynki, zatykając drogi oddechowe. 4-latka traci przytomność. Ojciec podejmuje reanimację. Przyjeżdża załoga ratownictwa medycznego, zabiera dziewczynkę na Oddział Intensywnej Opieki Medycznej Copernicusa. Po pięciu dniach Agatka samodzielnie oddycha, ale nie może się wybudzić. Mijają kolejne tygodnie, dziewczynce wraca świadomość, ale jest sparaliżowana. 19 stycznia, w dniu wyjazdu z gdańskiego szpitala do placówki w Kościerzynie, lekarze zauważają, że dziewczynka nie widzi.
Po półrocznym pobycie na Oddziale Rehabilitacji Dziecięcej w Kościerzyna dziewczynka odzyskała sprawność i wzrok. Wróciła do domu. Znów może się bawić.
Jedyny taki oddział na Pomorzu
Oddziałów, gdzie mali pacjenci mogą liczyć na odpowiednią rehabilitację i nadzieję na odzyskanie sprawności na Pomorzu wciąż jest zbyt mało. Zdarza się, że dzieci wypisywane z oddziałów chirurgicznych, dla których są "nieopłacalnymi" pacjentami, nie mają gdzie trafić i wracają do domów.
- Wynika to z tego, że dyscypliny zabiegowe chcą jak najszybciej pozbyć się takiego pacjenta, bo nie zawsze taka osoba wróży sukces powrotu do zdrowia, a w dyscyplinach zabiegowych płaci się od ilości zabiegów. Z uwagi na to, że takich oddziałów rehabilitacyjnych nie jest zbyt dużo, dzieci zamiast uzyskać specjalistyczną pomoc, trafiają do domów - mówi prof. dr hab. Stanisław Bakuła, kierownik katedry Rehabilitacji Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.
- Sama idea jest taka, że dziecko z miejsca, gdzie poddawane jest zabiegom chirurgicznym, powinno trafić na oddział rehabilitacyjny, gdzie zajmą się nim fachowcy. Takie dziecko nie może być pozostawione samo sobie. Fizjoterapeuta nie może przyjść do niego na godzinę przed południem i godzinę po południu. Musi pracować z nim wiele godzin. Ale to nie tylko fizjoterapeuta, ale też ortopeda, neurolog, chirurg itd. Jest to nieustająca praca z takim pacjentem. Szpital w Kościerzynie posiada do tego zarówno dobre zaplecze, jak i załogę odpowiednich specjalistów - kontynuuje.
Walczą o kontrakt na "wybudzanie"
Narodowy Fundusz Zdrowia kontraktuje raptem 15 łóżek rehabilitacji neurologicznej dla dzieci w województwie pomorskim. Wszystkie znajdują się w Szpitalu Specjalistycznym w Kościerzynie i jego filii w Dzierżążnie.
Oddział Rehabilitacji Dziecięcej kościerskiego szpitala prowadzi kompleksowe leczenie rehabilitacyjne u pacjentów do 18. roku życia. Posiada szerokie zaplecze diagnostyczne i terapeutyczne oraz doskonałą bazę łóżkową. Prowadzi rehabilitację dziecięcą zarówno w zakresie neurologicznej, jak i ogólnoustrojowej.
Od kilku lat prowadzimy rehabilitację dzieci, które są przyjmowane na oddział w stanie ciężkim w ramach rehabilitacji neurologicznej. Gros z tych przypadków mogłoby być zakwalifikowane jako leczenie śpiączki. Proces rehabilitacji trwa wiele miesięcy, ale efekty są dobre. Pacjenci trafiają do nas z całego województwa pomorskiego, ale także innych części Polski. Średnio leczymy 5-6 pacjentów w śpiączce. Dlatego staramy się, aby w ramach oddziału uzyskać kontrakt chociaż na pięć łóżek dzieci budzonych ze śpiączki - mówi ordynator Oddziału Rehabilitacji Dziecięcej Szpitala Specjalistycznego w Kościerzynie, Arkadiusz Szalewski.
Anna Lehmann
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze