Reklama

Smutny obraz wyrybionej rzeki Słupi - wędkarze alarmują

Kłusownictwo i niewłaściwa polityka zarybieniowa - to zdaniem blogera z Pomorskiego Przewodnika Wędkarskiego główne przyczyny upadku turystyki wędkarskiej na rzece Słupi. Jak tłumaczy, w latach dziewięćdziesiątych była ona jednym z najatrakcyjniejszych łowisk nie tylko w kraju, ale i w Europie. Teraz zostało po tym tylko wspomnienie.

Pomorski Przewodnik Wędkarski to istniejąca od 2010 roku grupa, zrzeszająca przede wszystkim wędkarzy i miłośników przyrody. Na blogu przez nią prowadzonym wędkarze zwracają uwagę na problem związany z wyrybieniem rzeki Słupi oraz na drastyczny spadek zainteresowania turystyką wędkarską w gminach przy niej położonych.

- Słupia swój trociowy boom w latach dziewięćdziesiątych ma już dawno za sobą, pozostały po nim jedynie wspomnienia. Wędkarze zjeżdżali nad Słupię z całej Polski, a trocie i wstępujące z morza pstrągi tęczowe oraz pojedyncze, lecz duże łososie, łowiono nawet w marcu - w kwietniu natomiast do rzeki wstępowały srebrniaki. Dorodne, spasione na bałtyckich szprotach trocie pojawiały się licznie w rzece również latem. Moje największe ryby złowione w Słupi na muchę to: troć 80 cm i samica łososia 90 cm, nie licząc mniejszych. Gdy w Słupi było dużo troci i były one zdrowe, zarabiało na licencjach PZW, zarabiali hotelarze, restauratorzy, właściciele sklepów. Ciśnie się na usta pytanie: i komu to przeszkadzało? - pyta Robert Tracz z Pomorskiego Przewodnika Wędkarskiego.

W rzece Słupi troć zaczęła wymierać, wędkarze na różnego rodzaju zawodach, łowią po 1-2 takie ryby, a bywa i tak, że wszyscy uczestnicy schodzą znad wody bez ryb. Przyczyn takiego stanu rzeczy wędkarz upatruje w niewłaściwym, jego zdaniem, programie zarybieniowym, a także i szalejącym kłusownictwie.

- Niemal każdy, kto odwiedza na początku sezonu Słupię, natknął się na leżące na brzegach lub pozostawione w korycie stare siatki. Bywa, że autochtoni widząc wędkarzy kpią sobie z nich mówiąc: "Teraz na ryby? Ryby były w listopadzie" - pisze wędkarz.

- Wszystko to, razem składa się na smutny obraz dzisiejszej Słupi, która tak niedawno była jednym z najatrakcyjniejszych łowisk trociowych nie tylko w kraju, lecz także w Europie - podsumowuje.

Wędkarz zwraca także uwagę na spore korzyści majątkowe, które z wędkarstwa mogą czerpać nadrzeczne gminy.

- Po drugiej stronie Bałtyku, rzekę Morrum w Szwecji odwiedza rocznie 10-12.000 wędkarzy z całej Europy, a gmina przez którą przepływa jest jedną z najbogatszych w tym kraju. Łatwo policzyć o jakie pieniądze chodzi, zakładając, że każdy wędkarz wydaje średnio około 4.000 koron. Tyle, że podstawowym warunkiem, aby zechcieli przyjechać jest rybna rzeka i rozbudowana infrastruktura nastawiona na obsługę wędkarzy - tłumaczy Robert Tracz.

Bloger patrzy jednak z nadzieją na przyszłość, zwracając uwagę na to, że coraz więcej tarlisk jest monitorowanych i kontrolowanych.

- Może z czasem działania te przyniosą pożądane efekty. Oby tak się stało - kończy artykuł.

Cały wpis można przeczytać pod tym adresem.

oprac. MSz
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    1985 - niezalogowany 2016-02-10 10:19:45

    Widok z roku 2013, http://www.gp24.pl/wiadomosci/slupsk/art/4818911,chore-ryby-plywaja-w-slupi-wideo,id,t.html

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Koscierski.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości